SMRÓD GETTA I TRUSKAWKI

Na stronie sensorymaps.com znajdziemy mapy oraz trasy, dzięki którym sami możemy zorganizować spacer zapachowy, na przykład po Paryżu. Jej autorka
Kate McLean, brytyjska graficzka, wykładowczyni Canterbury Christ Church University, na swoje wycieczki zabiera turystów, naukowców i studentów. Podczas zwiedzania Amsterdamu towarzyszyła jej grupa „nosów” z koncernu perfumiarskiego, a hiszpańską Pampelunę przemierzała z grupą winiarzy.

Zapachowe spacery niesamowicie angażują uczestników: aby upolować zapach, klękają, kładą się na ziemi, grzebią w krzakach. McLean lubi patrzeć, jak na ich twarzach pojawia się wyraz zaskoczenia, gdy odkrywają woń, której się w danym miejscu nie spodziewali. Na przykład w Paryżu uczestnicy wyczuli zapach miodu, który pochodził z wosku do konserwowania drewnianych podłóg. W „Miejskim pachnidle” niespodzianką był zapach truskawek z miejscowych plantacji.

Zwiedzanie nosem może prowadzić do ciekawych obserwacji socjologicznych. Zapach wpływa bowiem – jak dowodzą autorzy „Miejskiego pachnidła” – na podział przestrzeni: tworzenie gett, zarówno biedy, jak i bogactwa. Jako przykłady zawłaszczania terenu za pomocą zapachu wskazują m.in. zapachy kojarzone z biedą, bezdomnością (naftalina, smród wynikający z braku higieny, nadużywanie perfum). Do podobnych wniosków doszła Kate McLean, która w Nowym Jorku obwąchała „najbardziej śmierdzący budynek w mieście” (tanie perfumy, suszone ryby, uryna, stęchlizna), mieszczący się według „New York Timesa” na Lower East Side. Zapach jest narzędziem „przemocy symbolicznej, która sprawia, że nie czujemy się dobrze w danym miejscu, że nie jest ono już wspólne, ale staje się »czyjeś«” – piszą polscy badacze.

CHROŃ WOŃ!

Spacery zapachowe uświadamiają nam też, że choć popyt na unikalne zapachy rośnie, stają się one równocześnie towarem deficytowym. „Nasze miasta tracą zapachy” – alarmowała w wywiadzie udzielonym brytyjskiemu dziennikowi „The Guardian” zmarła niedawno dr Victoria Henshaw z University of Sheffield. „Z miast zniknęło wiele browarów i koncernów spożywczych dających charakterystyczny ślad zapachowy jak Boddingtons w Manchesterze czy Tetley’s w Leeds. A miejsce targów zajęły identycznie pachnące galerie handlowe” – pisała w książce „Urban Smellscapes: Understanding and Designing City Smell Environments”.

„Ulica nadbrzeżna w Monterey, stan Kalifornia, to poemat, smród, ogłuszający hałas, feeria świateł, mania, nostalgia, sen” – tak zaczyna się wydana w 1945 r. powieść Johna Steinbecka „Ulica nadbrzeżna”. Ten krajobraz 10 lat później był już przeszłością: nadmierny połów ryb przetrzebił populację sardynek i doprowadził do upadku fabryk. „Steinbeck uwiecznił woń ulicy w książce, ale nie mogą jej dziś poczuć jego czytelnicy. Kiedy znika cała panorama zapachowa, zwłaszcza ta bliska wielu ludziom, nasza kultura ponosi stratę” – pisze Avery Gilbert w „Co wnosi nos”. Henshaw, nazwana przez media obrończynią zapachów, postulowała wręcz, by tak jak chronimy zabytki, chronić także zapachy. Robi tak Japonia, troszcząca się o swoje „100 miejsc unikalnych zapachów” – od bryzy nadmorskiej w Kushiro po zapach kleju unoszącego się w pracowniach lalkarskich w Koriyamie.

Czy taki rodzaj kampanii może być skuteczny? Dlaczego nie? W końcu, jak pisał Patrick Süskind w „Pachnidle”: „Zapach idzie prosto do serc i tam w sposób kategoryczny rozstrzyga o skłonności lub pogardzie, odrazie lub ochocie, miłości lub nienawiści. Kto ma władzę nad zapachami, ten ma władzę nad sercami ludzi”.
 

Redakcja Focus.pl wybierze dla Ciebie najlepsze artykuły tygodnia. Zapisz się na nasz newsletter