W roku 1962 jako pierwszy Amerykanin okrążył na orbicie Ziemię, 36 lat później wziął udział w równie ryzykownym eksperymencie. Jego celem było sprawdzenie, jak olbrzymie przeciążenia i stan nieważkości wpływają na organizm człowieka w zaawansowanym wieku. Glenn został członkiem załogi promu Discovery, mając ukończone 77 lat! Przebywał w kosmosie 9 dni. Przez cały ten czas był podłączony do aparatury medycznej, która monitorowała funkcje jego organizmu. Szczególnie uważnie badano autonomiczny układ nerwowy odpowiedzialny za reakcje niezależne od woli człowieka – trawienie, krążenie krwi, oddychanie. U osób w podeszłym wieku jest on osłabiony i bardzo wrażliwy na wszelkie zmiany warunków zewnętrznych. Podczas podróży w kosmos zmiany te mają charakter drastyczny, gdyż zaburzony zostaje zmysł równowagi i rytm snu, całkowitemu rozstrojeniu ulega zegar biologiczny. Brak
grawitacji powoduje ponadto gwałtowne przeciążenia układu krwionośnego, hormonalnego i odpornościowego, osłabia tkankę kostną i mięśnie. Podobne zmiany towarzyszą naturalnemu starzeniu się organizmu, zachodzą jednak powoli i mają charakter nieodwracalny. W kosmosie przebiegają bardzo szybko, ale – co najważniejsze – po powrocie na Ziemię ich skutki zanikają, astronauci odzyskują utraconą sprawność i kondycję. Dlatego misja Johna Glenna stwarzała wyjątkową okazję do analizy procesu starzenia się i poszukiwania środków mogących je opóźnić lub spowolnić.

Szef NASA Dan Goldin przyznał w wywiadzie dla dziennika „Daily News”, że przedsięwzięcie jest bardzo niebezpieczne i najstarszy kosmonauta w historii „może go nie przeżyć, jednak korzyści, jakie przyniesie, są warte ryzyka”. Glenn wrócił w dobrej formie, eksperyment nie zaszkodził jego zdrowiu, w lipcu 2010 r. skończył 89 lat i nadal aktywnie uczestniczy w życiu publicznym.