Nowa limitowana edycja powstała przy okazji 75. urodzin Dennisa the Menace, jednego z najbardziej rozpoznawalnych bohaterów brytyjskiego komiksu Beano. Dennis zadebiutował w 1951 roku, a w 2026 roku Beano świętuje jego jubileusz jako Year of Mischief, czyli rok psot i kreatywnego zamieszania. Sam pomysł jest uroczo bezczelny: chłopak, który od dekad pozostaje dziesięciolatkiem, trafia na zegarek dla dorosłych kolekcjonerów. I mam wrażenie, że ten zgrzyt między dziecięcym chaosem a dorosłą potrzebą posiadania limitowanych rzeczy jest tutaj całym paliwem projektu.
Czas mierzony bananem, kiełbasą i kontrolowanym chaosem
Tarcza zegarka wygląda jak kadr z komiksu, ale nie pełni wyłącznie dekoracyjnej funkcji. W typowym dla Mr Jones Watches stylu wskazówki zostały ukryte w ilustracji. Dennis poślizgnął się na skórce od banana i wskazuje minuty, a Gnasher pokazuje godziny, próbując dorwać kiełbasę. Brzmi to absurdalnie, ale akurat w przypadku tej marki absurd jest językiem projektowym, a nie przypadkową ozdobą.
Zegarek za kilka tysięcy złotych często próbuje przekonać nas, że opowiada o ekspedycjach, nurkowaniu, lotnictwie albo motorsporcie, choć większość egzemplarzy i tak spędzi życie przy laptopie, w kawiarni i na spotkaniu, które mogłoby być mailem. Tutaj nikt nie każe nam wyobrażać sobie ekstremalnej wyprawy. Dostajemy komiksową scenkę, czarno-czerwone paski, psa, kiełbasę i banana. Trudno o bardziej szczery układ.

Mr Jones Watches wie, że zegarek może być małym plakatem na nadgarstku
Mr Jones Watches od dawna idzie pod prąd klasycznemu zegarmistrzowskiemu ceremoniałowi. Marka słynie z tarcz, które bywają bardziej ilustracją, dowcipem albo małym obiektem artystycznym niż narzędziem do błyskawicznego odczytu godziny. Kto oczekuje indeksów ostrych jak garnitur bankiera, raczej nie jest tu grupą docelową. Kto lubi przedmioty z charakterem, może zrozumieć ten pomysł od razu.
Dennis pasuje do tego świata wyjątkowo dobrze. To bohater z energią dzieciaka, który wchodzi do pokoju i po trzech minutach wiadomo, że cisza już się skończyła. Przeniesienie go na zegarek działa, bo tarcza sama z siebie wymaga chwili uwagi. Trzeba spojrzeć, odczytać układ postaci, dać oczom sekundę więcej niż przy klasycznych wskazówkach. W praktyce to trochę anty-smartwatch. Nie wibruje, nie liczy stresu, nie przypomina o zamknięciu pierścieni aktywności. Zamiast tego robi coś znacznie prostszego: wywołuje reakcję.
Specyfikacja jest prosta
Technicznie to nie jest zegarek, który ma zawstydzić szwajcarskie manufaktury. Model ma stalową kopertę o wymiarach 37 mm szerokości i 46 mm wysokości, mechanizm kwarcowy z jednym kamieniem, szkło szafirowe i wodoszczelność 5 ATM. Całość uzupełnia czarny skórzany pasek o szerokości 18 mm z czerwonym przeszyciem, które oczywiście nawiązuje do swetra Dennisa. Limitacja obejmuje 750 egzemplarzy. Cena wynosi 225 funtów. Przy europejskiej cenie daje to około 1205 zł.

Z czysto zegarkowego punktu widzenia płacimy głównie za projekt, licencję, limitację i emocję. Mechanizm kwarcowy w tej cenie nikogo nie rzuci na kolana. Z drugiej strony udawanie, że każdy zakup zegarka da się obronić tabelką parametrów, jest dość zabawne. Wiele znacznie droższych modeli kupuje się z równie emocjonalnych powodów, tylko opisuje się je poważniejszym językiem. Mr Jones Watches przynajmniej nie każe nam mówić o bananie z twarzą człowieka, który analizuje rezerwę chodu.
W takich projektach łatwo przesłodzić nostalgię. Wystarczy trochę za dużo sentymentu i produkt zaczyna wyglądać jak pamiątka z muzealnego sklepiku. Tutaj ratuje go tempo i poczucie humoru. Dennis nie został potraktowany jak święta ikona dzieciństwa, którą trzeba ostrożnie odkurzyć. Trafił na tarczę w ruchu, w poślizgu, w sytuacji, która od razu wyjaśnia jego temperament.
Myślę, że właśnie dlatego ten zegarek może spodobać się nie tylko fanom Beano. Coraz częściej widzę, że dorośli szukają przedmiotów, które nie są kolejną wersją bezpiecznej elegancji. Mamy dosyć rzeczy projektowanych tak, żeby nikogo nie drażnić i nie zdradzać zbyt wiele o właścicielu. Zegarek z Dennisem robi coś odwrotnego. Daje sygnał, że właścicielka albo właściciel ma dystans do siebie, do zegarkowego prestiżu i do tego całego dorosłego obowiązku bycia rozsądnym nawet przy wyborze dodatków.
