Krwawy, choć o gołębim sercu Apasz Staszek, watażka Antek budzący mojrę na Gnojnej i moralnie rozdarta ulicznica Czarna Mańka; mroczne zaułki warszawskiego Czerniakowa i odrapane rudery Łodzi, gdzie jedyną sprawiedliwością była dintojra, a w końcu ponury kat Maciejewski – tak wielu z nas wyobraża sobie świat przestępczy II RP.

Rzecz w tym, że rzeczywistość podwórzowych ballad w niewielkim tylko stopniu oddaje prawdę o przestępczości międzywojnia. Wprawdzie w policyjnych raportach można było znaleźć porażające doniesienia o tym, że dwóch furmanów pobiło się batami, a w maglu dwie niewiasty wytargały się za włosy, jednak po 1918 roku faktycznie nastąpiła trudna do wyobrażenia brutalizacja przestępczości, a przede wszystkim – jej profesjonalizacja. To w latach 1918–1939 na terenie naszego kraju pojawiły się zorganizowane grupy gangsterskie, działające według metod, jako żywo przywodzących na myśl Chicago Ala Capone. Grupy jedno- i wielonarodowe. Wprawdzie w sferze politycznej Polacy, Ukraińcy i Żydzi trzymali się raczej osobno, ale na niwie gangsterskiej potrafili doskonale współpracować.

ANTEK CWANIAK I TASIEMKA