Pięć razy odkładany start, ponad miesiąc opóźnienia. Awaria pomp paliwa, wyciek wodoru. Amerykański prom kosmiczny Discovery ma wyraźnego pecha.A pech ten znacznie utrudni przebieg misji STS-119, z którą Discovery poleci ku Międzynarodowej Stacji Kosmicznej (ISS). Chodzi o to, że astronauci NASA mają zamontować na orbicie ostatni komplet paneli słonecznych, dzięki którym na stacji ma wystarczyć prądu dla zwiększonej, sześcioosobowej załogi. Montaż miał zająć cztery spacery kosmiczne. Już wiadomo, że astronauci będą musieli się uwijać, bo nie wiadomo, czy mają aż tyle czasu. W kolejce czeka bowiem rosyjska załogowa misja orbitalna, która przybije do stacji zaraz po Discovery. Nie ma więc czasu na pomyłki i błędy.Jednak teraz Discovery stoi już na platformie startowej zatankowany do pełna i niemal całkowicie gotowy do startu. Trwa odliczanie. Start przewidziano na godzinę 19:45 w niedzielę czasu wschodnioamerykańskiego (w Polsce o tej porze będzie już poniedziałek po północy). Na pokładzie jest już cała, siedmioosobowa załoga. Inżynierowie z obsługi naziemnej zamknęli już właz, przez który astronauci weszli do środka. Uprzednio pomogli im zająć miejsca w fotelach w kabinie wahadłowca i podpiąć się do urządzeń pokładowych. Teraz zajmują się uszczelnianiem włazu i zakładaniem izolacji termicznej. Wydaje się, że nic już nie przeszkodzi w starcie, na który cały świat będzie patrzeć z obawą. h.k.