MAŁGORZATA STAŃCZYK, FOCUS: Czy rzeczywiście da się uniknąć rywalizacji między dziećmi?

MAŁGORZATA MUSIAŁ: Zastanawiam się, jaki miałoby to cel... Rywalizację warto potraktować jako sygnał, że dziecku czegoś brakuje. Może więc nie trzeba wcale kategoryzować jej jako czegoś, co jest jednoznacznie dobre albo złe, ale potraktować jako neutralny komunikat. Możemy wtedy pochylić się nad tym, czego dziecku brakuje – może zabiega o względy, o to, żeby rodzic poświęcał mu więcej czasu?

Jak to rozpoznać?

- Trzeba wziąć pod uwagę szerszy kontekst. To się zwykle przejawia sytuacjach. Dziecko mówi: „On ma większy niż ja naleśnik”, „On dostał więcej soku”, „A on może dłużej/ więcej/on ma lepiej”. Zazwyczaj są to sygnały, które wskazują, że dziecko woła o coś głębszego niż tylko ten naleśnik.

Małe dziecko nie przyjdzie i nie powie: „Chcę, żebyś spędzała ze mną więcej czasu sam na sam”?

- Bardzo rzadko. Powie raczej: „Ją bardziej kochasz” albo „Jak ona zawoła, to ty przychodzisz...”. Takie słowa mogą być dla nas, rodziców, trudne, bo stawiają nas jakby w stan oskarżenia. Automatyczną reakcją rodzica jest to, by się bronić i racjonalizować. Mówimy wtedy: „Nie, to nieprawda. Oczywiście, że tak nie jest” tak było. Ona jest po prostu młodsza”. Zamiast przepychać się na argumenty, warto dotrzeć do tego, o co naprawdę chodzi. Trzeba postarać się poszukać zakamuflowanego komunikatu, który kryje się głębiej.

Czytam czasem porady, według których powinniśmy dążyć do sprawiedliwego, równego traktowania dzieci. To ma zapobiec rywalizacji i wspierać więzi między rodzeństwem.

- Rodzic, który choć raz próbował, wie, że to właściwie niemożliwe. Zawsze coś się znajdzie... Nawet jeśli naleśników było tyle samo, okaże się, że ten brata był grubszy czy większy albo brat dostał swoją porcję jako pierwszy.

Krótko mówiąc, rywalizacja w rodzeństwie świadczy o niezaspokojonych potrzebach któregoś z dzieci?

Często tak. Oczywiście trzeba się w to wsłuchiwać i zaspokajać potrzeby swoich dzieci, ale z drugiej strony nie uważam też, że jeśli w rodzeństwie występuje rywalizacja, to oznacza, że coś tam nie gra, że rodzic nie wywiązuje się ze swojej roli. Rywalizacja nie musi świadczyć ani o jakości rodzicielstwa, ani relacji między rodzeństwem.

Słyszałam taką opinię, wedle której rywalizacja w rodzeństwie jest wręcz czymś pożądanym, bo uczy życia, uczy dzieci tego, by umiały sobie radzić, być twarde, zawalczyć o siebie...

Myślę, że rywalizacja jest tylko pewnym wycinkiem tego, o czym mówisz. Patrząc na trójkę moich dzieci, lubię myśleć o tym, że ich wzajemne relacje uczą je życia. Kompetencje społeczne, które mają i z którymi wchodzą później w grupy rówieśnicze, nabyły przede wszystkim w domu, w relacji z rodzeństwem. Zauważ, że dzieci czasem same, umyślnie, generują sobie sytuacje rywalizacyjne. Zdarza się też, że jednoznacznie się od tej rywalizacji odżegnują: „Ja się nie ścigam”, „Ja się w to dzisiaj nie bawię” – co oznacza: „Ja dziś nie chcę się ścigać, bo boję się, że przegram, a nie jestem na to gotowy”. Jeśli dzieci same sobie tym zarządzają, generując takie sytuacje, ale i samodzielnie decydując, czy chcą w nie wejść, a ich relacje są generalnie ciepłe i bliskie, to myślę, że robią to w jakimś celu.