Niebo jest niebieskie, słońce świeci na pomarańczowo-żółto, więc skąd ten kolor trawy? Zacznijmy od tego, że nie zawsze musi być zielona. Tylko w Polsce występuje ponad 150 gatunków traw, a na świecie – ponad 11 tysięcy. I mogą one mieć najrozmaitsze kolory: od żółtawego po fioletowy. Jeśli jednak myślimy o roślinie, która porasta łąki i trawniki, to rzeczywiście jest ona zielona. I to przez cały rok, nawet zimą. Trawa – tak jak wszystkie rośliny zielone – swój kolor zawdzięcza temu, że jej liście zawierają barwnik zwany chlorofilem. To związek chemiczny, który pod względem budowy jest podobny do hemu, czyli czerwonego barwnika krwi (wchodzi w skład przenoszącej tlen hemoglobiny). Hem ma jednak w centralnym miejscu cząsteczki atom żelaza, a chlorofil – atom magnezu.

Pod wpływem światła słonecznego z cząsteczki chlorofilu „wybijane” są elektrony, dzięki którym zachodzi reakcja fotosyntezy. Najkrócej rzecz ujmując, polega ona na produkcji cukrów i tlenu z wody i dwutlenku węgla. Tlen jest usuwany do atmosfery (dzięki czemu mamy czym oddychać), a cukry stanowią „pożywienie” i budulec dla roślin. Chlorofil nadaje roślinom zielony kolor, ale nie dlatego, że szczególnie upodobał sobie czerpanie energii ze światła zielonego. Wręcz przeciwnie. Chlorofil pochłania przede wszystkim światło niebieskie i czerwone. Zielonego (czyli takiego, którego fala ma długość ok. 550 nanometrów) akurat nie chce. W efekcie z padającego na trawnik światła słonecznego odbita zostaje cała „zielona składowa”, która trafia do naszego oka. Innymi słowy, trawy, drzewa i krzewy są zielone tylko dlatego, że fale w tym kolorze są dla roślin całkowicie bezużyteczne.

Tylko dlaczego? Przecież roślinom powinno zależeć na uzyskaniu jak największej ilości energii. Czemu „lekką ręką” marnują tę, którą niosą z sobą fale odpowiadające kolorowi zielonemu? Na to pytanie do dziś nie ma odpowiedzi. Być może Ziemia leży tak blisko Słońca, że rośliny, które pochłaniałyby całe padające na nie światło, miałyby za dużo energii. Ich liście, mające wówczas kolor czarny, mogłyby się niebezpiecznie przegrzewać lub tracić zbyt dużo wody.

Ale na innych, ciemniejszych planetach taka strategia mogłaby mieć sens. Być może kiedyś odkryjemy odległe światy, pokryte czarnymi łąkami, lasami i zaroślami. Dołująca wizja? Cóż, tylko dla nas. Ludzie kojarzą zieleń z naturalnym krajobrazem, w którym ewoluowali przez setki tysięcy lat. Z punktu widzenia kosmitów wyglądałoby to zupełnie inaczej. Ale zapewne i oni musieliby odpowiadać dzieciom na pytanie: „Dlaczego trawa jest czarna?”.