Nieżyczliwość jest zaraźliwa

Moje osobiste wielkie szczęście polega na tym, że wybrałam zawód, który ćwiczy mnie w otwartości na innych: prowadzę szkolenia z komunikacji. Już w pierwszych miesiącach pracy, wiele lat temu, zorientowałam się, że jeśli zacznę myśleć w sposób osądzający o którymś z uczestników, on w ciągu kilku minut będzie to wiedział – nawet jeśli nie powiem ani słowa. I za kolejnych kilka minut on zacznie osądzać mnie. Ta spirala prowadzi do otwartego lub ukrytego oporu, który prędzej czy później przeszkodzi procesowi szkolenia. Widziałam to kilkadziesiąt razy i dzisiaj jestem pewna – nieżyczliwość jest zaraźliwa i przenosi się powietrzem; nie trzeba nawet mieć kataru. Jeśli trener nie potrafi tego zobaczyć i zmienić swojej perspektywy, ryzykuje nieudane szkolenie. Ale często ryzykujemy dużo więcej – jeśli osobą, którą osądzamy, jest nasza partnerka, partner, córka, syn, mama, tata czy przyjaciel – słowem, osoba, o której myślimy, że ją kochamy.

Jeśli myślisz, że ktoś powinien być inny, niż jest, nie kochasz go – pisze nauczycielka duchowa Byron Katie – w takiej chwili kochasz tego, kim się stanie, kiedy uda ci się go zmanipulować. Dopóki nie pasuje do twojego wyobrażenia o tym, jaki powinien być, jest jakby zbędny”. Świat nieukształtowany na nasz obraz i podobieństwo jest dla nas ciężki do zniesienia – ci wszyscy nauczyciele, którzy nie widzą talentów naszego (nastoletniego już) dziecka, rodacy głosujący inaczej niż my, rodzice, którzy niszczą swoje dzieci przez swoje nadmierne ambicje albo ci, którzy za mało od dzieci wymagają, ludzie, którzy wmawiają nam, że powinniśmy w końcu się ożenić albo w końcu wziąć rozwód z tym facetem, co to my byśmy za niego nigdy nie wyszły!

 

Czy istnieje Prawda?

Jak byśmy wysoko nie podskakiwali, dodając sobie animuszu sformułowaniami takimi jak „obiektywnie” czy „logika”, wszystko, co mamy, to tak jak podpowiada nam wiersz Bonowicza, perspektywa, interpretacja. Czy to oznacza, że nie ma Prawdy? Ja tam wierzę, że jest. Ale nie wierzę, że ją posiadłam. Wierzę też, że racja faszysty i racja kogoś, kto walczy z faszyzmem, nie są moralnie sobie równe. Gdzie leży granica między perspektywą, którą chcę akceptować jako inną niż moja interpretację tej samej rzeczywistości, a perspektywą, na którą chcę powiedzieć – nie, nie mam na to zgody, nie chcę nawet słuchać tego, co masz do powiedzenia? Nie wiem. Rozeznaję to codziennym bojem.

Lubię natomiast porzucać swoje – jałowe na ogół – wysiłki, żeby upodobnić innych do mojego wyobrażenia o tym, jacy powinni być. „Kiedy przestajemy walczyć z rzeczywistością, nasze działania stają się proste, płynne, pełne dobroci i pozbawione lęku – pisze Katie. – Pokój nie wymaga dwójki ludzi; wymaga tylko jednego człowieka”. Im więcej pracuję nad tym, żebym to ja nim była, tym lepiej bywa mi w życiu.