Dolce&Gabbana właśnie wykorzystuje ten mechanizm i przywraca By Man oraz By Woman. Obie kompozycje pojawiły się w 1997 roku, zniknęły z rynku dekadę później, a teraz wracają jako część kolekcji Re-Edition. Razem z nimi wracają również butelki w zwierzęce wzory – zebra dla niego, lampart dla niej.
Subtelność zdecydowanie nie była głównym nurtem końca lat 90. i chyba dobrze, że marka tego teraz nie wygładziła.
Dolce&Gabbana nie poprawia lat 90. na siłę
By Man stworzył Alberto Morillas, jeden z najbardziej znanych perfumiarzy na świecie. Kompozycja rozpoczyna się od gałki muszkatołowej i czarnego pieprzu, później pojawiają się lawenda oraz artemizja, a bazę budują bursztynowe akordy i drewno gwajakowe.
To zapach ciepły, korzenny i wyraźnie bardziej klasyczny niż spora część dzisiejszych męskich premier, które chętnie skręcają w stronę bardzo słodkich, waniliowych kompozycji.
By Woman powstał za sprawą Domitille Michalon Bertier. Początek tworzą bergamotka i frezja, później dochodzą lilia tygrysia oraz absolut jaśminu. Najciekawiej robi się w bazie, gdzie pojawiają się drzewo sandałowe i kawa.
To zestawienie, które nadal brzmi współcześnie, choć sam zapach pochodzi z czasu, gdy obecne dwudziestokilkulatki często nie miały jeszcze na świecie żadnych perfum, bo same właśnie się rodziły.
Dolce&Gabbana deklaruje przy tym zachowanie charakteru oryginalnych kompozycji. Re-Edition ma działać jak powrót do archiwum, a nie luźna wariacja na jego temat.
Zebra i lampart mają tu niemal tak duże znaczenie, jak sam zapach
Flakony również odwołują się bezpośrednio do 1997 roku. By Man dostaje charakterystyczny wzór zebry, czarną tekstylną etykietę oraz srebrny haft. By Woman pokrywa motyw lamparta, a etykietę wykończono złotą nicią.

Gdyby podobne projekty pojawiły się dzisiaj jako całkowicie nowe, łatwo byłoby uznać je za przesadzone. W tym przypadku przesada jest jednak częścią DNA produktu.
Dolce&Gabbana z końcówki lat 90. nie kojarzyło się przecież z wizualnym minimalizmem. Zwierzęce printy, złoto, koronki i mocno podkreślona zmysłowość były częścią języka marki. Wygładzenie butelek do postaci przezroczystego walca z małym czarnym logo odebrałoby im sporą część charakteru.
Mam wrażenie, że współczesne reedycje najlepiej wypadają właśnie wtedy, gdy producent powstrzymuje pokusę poprawienia przeszłości według obecnych standardów estetycznych.
Perfumy są wyjątkowo wdzięcznym produktem do wyciągania z archiwum
Przy ubraniach problem jest oczywisty. Krój sprzed 30 lat może wymagać zmian, materiały się zmieniają, a sylwetki wychodzą z obiegu. Samochód czy elektronika sprzed kilku dekad bardzo szybko zdradzają swój wiek technologią.
Jeśli kompozycja była dobra, nie trzeba wymieniać jej procesora ani zwiększać rozdzielczości. Co więcej, sposób odbierania perfum jest mocno związany z pamięcią. Dla jednych By Man i By Woman będą więc zupełnymi nowościami. Dla innych mogą być przypomnieniem konkretnego okresu życia, miejsca albo osoby.
Branża perfumeryjna bardzo dobrze wie, jak silne jest to narzędzie. Dolce&Gabbana rozpoczęło rozwijanie linii Re-Edition wcześniej – wróciły już między innymi Masculine z 1999 roku oraz Sicily z 2003 roku. Teraz marka schodzi jeszcze głębiej do własnego katalogu.
Cena również przeniosła się do współczesności
Jednego elementu z 1997 roku zdecydowanie nie udało się zachować – ceny. By Man Re-Edition i By Woman Re-Edition są sprzedawane w pojemności 100 ml po 280 funtów, czyli około 1 440 zł za flakon. Obecnie pojawiają się między innymi w ofercie Harrodsa jako część ekskluzywnej kolekcji Re-Edition.
To poziom zdecydowanie wyższy niż w głównych liniach perfum Dolce&Gabbana. Dla porównania popularne The One, Devotion czy Light Blue kosztują na tym samym rynku znacznie mniej.
Archiwalny charakter produktu staje się więc częścią luksusowego pozycjonowania. Marka nie traktuje powrotu By Man i By Woman jak ponownego wprowadzenia dawnych bestsellerów do zwykłej perfumerii. Robi z nich bardziej ekskluzywny przedmiot dla osób, które kojarzą oryginał albo zwyczajnie chcą czegoś mniej powszechnego.

Lata 90. są dziś wystarczająco daleko, żeby znów wyglądały świeżo
Zabawne, jak działa moda. Rzeczy najpierw są nowe, później modne, następnie przez chwilę wyglądają staro, aż w końcu mijają kolejną niewidzialną granicę i ponownie zaczynają być atrakcyjne.
Zebra i lampart na butelkach perfum jeszcze kilkanaście lat temu mogłyby wyglądać jak przedmioty znalezione podczas porządkowania łazienki po poprzednim właścicielu mieszkania. W 2026 roku zaczynają mieć własny urok.
Dolce&Gabbana właściwie nie musi nawet udawać, że odkryło coś nowego. Sięga po rzeczy, które już kiedyś stworzyło, i pokazuje je ludziom wychowanym na zupełnie innym rynku perfum.
Najbardziej ciekawi mnie, która grupa okaże się liczniejsza – ci, którzy chcą przypomnieć sobie swój zapach sprzed prawie 30 lat, czy ci, którzy po raz pierwszy zobaczą butelkę w zebrę i pomyślą, że właśnie tak powinien wyglądać współczesny luksus.
