"Powiedz ładnie dzień dobry” - słyszymy w poczekalni u lekarza. „Bądź ciszej, bo wszystkim przeszkadzasz” - mówią rodzice do dziecka podśpiewującego w autobusie piosenkę z nowego filmu Disneya. „Zabawkami trzeba się dzielić. Albo bawicie się we dwoje, albo zabiorę ten traktor” - grożą mamy na placu zabaw.

Dobrze wychowane dziecko to w powszechnej opinii takie, które jest posłuszne, uprzejme i które łatwo poskromić. Potrzeba nagradzania i karania bierze się w dużej mierze właśnie stąd, że rodzice chcą osiągnąć stan, w którym dzieci będą robiły dokładnie to, co im nakazano. Większość dzieci będzie jednak walczyć o swoją autonomię tak długo, aż ich wola nie zostanie złamana, reagując sprzeciwem na rodzicielskie żądania uległości. Skuteczna metoda wychowawcza dla rodzica, który za cel stawia sobie to, by jego dziecko było „grzeczne”, to taka, która pomaga podporządkować dziecko osobom dorosłym. Nagrody i kary doskonale się do tego nadają. Posługiwanie się nimi sprawia jednak, że pomijamy dziecięce uczucia i zapominamy o tym, że dzieci mają własną wolę.

Warto zadać sobie pytanie, czy rzeczywiście chcemy dla swojego dziecka, by zawsze się podporządkowywało? Czy chcemy, by było posłuszne, czy zależy nam raczej na tym, by wiedziało, kim jest i czego potrzebuje? Rozwój wymaga przestrzeni na wyrażenie swoich myśli i uczuć oraz możliwości podejmowania własnych decyzji. Często za niepożądane uznaje się te dziecięce reakcje, które są wynikiem przeżywanych przez nie emocji lub domagania się spełnienia potrzeb.

Przeczytaj więcej o COACHINGU RODZICIELSKIM!

„Małe dziecko nie umie tłumić uczuć, które przeżywa, ono chce je natychmiast wyrażać. Jego dynamicznie rozwijający się, wrażliwy system nerwowy nie radzi sobie jeszcze z napięciem i intensywnością emocji. Potrzebuje wsparcia i ochrony, a nie krytyki ani tym bardziej manipulacji karą czy nagrodą. Jeśli rodzic jest w stanie zobaczyć za dziecięcym »złym zachowaniem« przykre uczucia i niezaspokojone potrzeby, może dać dziecku to, czego ono potrzebuje, czyli bezpieczną przestrzeń na wyrażenie siebie, w której z pomocą dorosłego doświadczy i nauczy się, jak przeżywać trudne chwile” - mówi Zofia Żuczkowska, trenerka Porozumienia bez przemocy, prowadząca Szkołę Empatii. „Karanie dziecka za to, że ujawnia emocje i że sobie z nimi nie radzi, np. krzyczy i rzuca się na ziemię, to działanie, które pogłębia jego zagubienie. Tymczasem ono potrzebuje kontaktu z dorosłym, który wie, jak radzić sobie z przykrymi uczuciami, nie naruszając emocjonalnych granic innych, i pokazuje, jak to robić”.

Wychowani poprzez strach

Podstawowym następstwem stosowania kar i nagród jest odwrócenie dziecięcej uwagi od naturalnych konsekwencji zachowania. Efektem takiej manipulacji jest też mniejsze zaangażowanie dziecka w to, co robi. „Dziecko doświadczające kar nie skupia się na wykonywanej czynności, ale na tym, co będzie potem. Jeśli zabraknie zewnętrznego bodźca, jakim jest nagroda lub kara, dziecko przestaje realizować określone zachowanie, bo nie rozumie, dlaczego jest ono złe lub dobre samo w sobie. Nie miało okazji się tego dowiedzieć” - mówi Jarek Żyliński, psycholog, autor popularnego psychobloga. Autorytet oparty na strachu lub manipulacji nie pozwala na budowanie więzi, a stosowanie kar powoduje utratę zaufania do rodziców. „Dzieci wychowywane w karze i nagradzaniu tracą z oczu rodzica, widząc tylko jego siłę i władzę. Grożenie dziecku, straszenie, że coś mu się odbierze, nie wyzwala wewnętrznej gotowości do współpracy” - przestrzega Zofia Żuczkowska. Jesper Juul, duński terapeutra rodzinny i pedagog, w książce „Twoje kompetentne dziecko” zwraca uwagę, że dzieci, które wydają się doskonale ułożone i uległe, często tworzą sobie drugie „sekretne życie”, którego rodzice nie będą mogli kontrolować.

 

„Długo nie stosowałam żadnych specjalnych metod wychowawczych poza kierowaniem się intuicją i miłością” - opowiada Karolina Zagórska, mama Stasia, która zrezygnowała ze stosowania kar i nagród. „I w niemowlęctwie, i potem starałam się obserwować zachowanie syna, rozpoznawać, jakie są jego przyczyny i o jakich świadczą potrzebach. Sprawa stała się trudniejsza, gdy syn zaczął chodzić do przedszkola i urodził się jego młodszy brat. Staś miał więcej trudnych emocji, często był rozgoryczony i nie docierały do niego moje prośby. Ja z kolei miałam mniej czasu i cierpliwości. Wtedy z wielu stron słyszałam rady, że to najwyższy czas, by zadbać o dyscyplinę. Ostrzegano mnie, że inaczej syn nie będzie znał granic, »wejdzie nam na głowę«. W lęku i bezsilności zaczęłam stosować popularny time out (inaczej zwany karnym jeżykiem). Na krótko faktycznie udało mi się wymusić na synu posłuszeństwo. Chwile egzekwowania kary, trzy minuty spędzone na karnym krzesełku, były trudne dla nas obojga. Staś krzyczał, płakał. Widziałam, że czuł się skrzywdzony. Po kilku miesiącach zaczął kłamać. Kłamał prawie zawsze, kiedy spodziewał się, że zrobił coś, co mogłoby mi się nie spodobać, nawet jeśli chodziło o błahostkę. Zapytany, czemu to robi, powiedział, że boi się, że będzie musiał siedzieć na krzesełku”.

Ćwiczenie: Oczami dziecka

W konfliktowych sytuacjach, zanim cokolwiek zrobisz lub powiesz, staraj się najpierw spojrzeć na zdarzenie oczami dziecka. Ważne, by rzeczywiście przyjąć punkt widzenia dziecka, a nie dorosłego w dziecięcym przebraniu. Wiele rzeczy nam, dorosłym, wyprostowuje się z chwilą, gdy przyjmujemy perspektywę dziecka. Warto po nią sięgać jak najczęściej.

Opracowała Małgorzata Musiał, autorka bloga dobrarelacja.pl

„Dziecko w wieku trzech, czterech lat nie ma jeszcze świadomości, czy kłamstwo jest czymś dobrym, czy złym. Jest to dla niego jedynie narzędzie do osiągania celu, którym jest uniknięcie kary” - wyjaśnia Jarek Żyliński. „Karne krzesełko wcale nie jest złym pomysłem, jeśli tylko usuniemy słowo »karne«. Kiedy dziecko odczuwa bardzo dużo emocji, to posiedzenie w spokoju jest świetną metodą na wyciszenie się. Może się to jednak odbyć w obecności rodzica, na jego kolanach lub rękach. Dobrze powiedzieć do dziecka: »Poczekaj, stój, przytul się do mnie, nie róbmy teraz niczego. Nie róbmy tego, co robiliśmy, bo sobie z tym nie radzimy«” - radzi psycholog. „Tego typu time out, w znaczeniu sportowym rozumiany jako przerwa, daje efekty. Gdy sportowcom nie wychodzi gra, trener mówi: »Stop. Poczekajcie, chodźmy na chwilę, uspokójmy emocje i dopiero możemy wrócić do tego, co robimy«. To kontekst kary powoduje, że dziecko nie jest wstanie wyciszyć się, zrelaksować. Kiedy nie odczuwa ze strony rodzica ani przymusu, ani kary, sam element relaksacji jest skuteczny”.

Bezkarność jest trudna

Rezygnując z nagród i kar, rodzic musi się uzbroić w cierpliwość. „Musi minąć trochę czasu, zanim dziecko nauczy się, że nie warto stosować jakiegoś zachowania ze względu na naturalne konsekwencje, na przykład dlatego, że sprawia ono innym przykrość. System kar i nagród jest prostszy i działa szybciej. Wyciągam lizaka lub karnego jeża i mam problem z głowy w sekundę. Kłopot w tym, że w efekcie takiej manipulacji rzeczywistością dziecko niczego się nie uczy” - mówi Jarosław Żyliński. Jego zdaniem, gdy nie ma kar, dziecko ma szansę nauczyć się tego, co jest dobre, a co złe. Potrzebuje jednak przetestować jakieś zachowanie wiele razy. Podstawą w wychowaniu bez kar jest więc danie dziecku czasu na doświadczanie rzeczywistości.

Motywem, który sprawia, że rodzice są skłonni karać swoje dzieci, jest obawa, że jeśli nie zareagujemy karą na zachowanie dziecka, ono nauczy się, że bycie nieposłusznym jest w porządku. „Rodzice pytają »Jak to, mam tak to zostawić?«, »Skąd dziecko będzie wiedziało, że źle zrobiło?«. Nie jest łatwo zaufać, że relacja, którą budujemy, jest na tyle ważna dla obu stron, że wystarczą odczucia drugiej osoby, by skłonić do refleksji” - mówi Małgorzata Musiał, autorka bloga Dobra Relacja, ze stowarzyszenia Rodzina Inspiruje. Rodzic potrzebuje wzbudzić w sobie zaufanie, że dzieci jego miłość i akceptację wykorzystają do rozwoju, a nie po to, by wyciągnąć z nich błędną naukę.

Ćwiczenie: Pomóż dziecku przeżyć frustrację

Kiedy dziecko złości się, staje się agresywne lub mówi przykre rzeczy:

  • przyjmij, że za tymi słowami kryje się frustracja, usłysz ją
  • upewnij się, zadając pytanie: „Jesteś sfrustrowany, bo ja ci odmówiłam, tak? Nie podoba ci się moja decyzja?" kiedy dziecko to potwierdzi i odczuje, że jego emocje zostały dostrzeżone, często następuje wyciszenie dopiero wtedy rodzic może podzielić się z dzieckiem swoimi odczuciami, np.: „Widzę, że jesteś sfrustrowany i jest to dla mnie ważne. Zależy mi, żebyś mi powiedział o tym wprost, a nie mówił do mnie, że jestem głupia".

Ćwiczenie opracowała Zofia Żuczkowska, trenerka NVC, prowadząca Szkołę Empatii

Aby mieć szansę oddziaływania na dziecko, musimy najpierw stworzyć warunki do spotkania. „Chodzi o to, by zobaczyć dziecko w świecie jego uczuć i potrzeb, jako równorzędnego partnera i pokazać mu siebie, swój świat uczuć i potrzeb. Rozmawiamy o tym, co czujemy i czego chcemy, a nie kto był w przedszkolu niegrzeczny i co go za to czeka” - tłumaczy Zofia Żuczkowska. „Dziecko, które doświadcza w relacji z rodzicem mniej przymusu i prób ciągłej kontroli, jest bardziej rozluźnione, spokojne. Czuje, że nie musi stale walczyć o swoje granice” - twierdzi Jarosław Żyliński. Zauważa, że dużo łatwiej wtedy o współpracę.

 

Jasna struktura

Uznanie tego, że dziecko ma własną wolę i upodobania, nie oznacza, że rodzic musi się zgadzać na wszystko. „Coraz więcej rodziców zdaje sobie sprawę z negatywnych skutków podporządkowania dzieci, łamania ich i karcenia” - mówi Zofia Żuczkowska.

„Nowoczesne wychowanie mówi rodzicowi: »Usłysz dziecko, podążaj za nim«. Ale jak daleko? Wiele osób, które przychodzą na nasze warsztaty, wpada w skrajność, widzi tylko potrzeby dziecka, jego chęci, jego sprawy. Zapominają, że dzieci chcą też wiedzieć coś o rodzicach: czego chcą, jak się czują, jakie są ich wartości”. Jak im te informacje dostarczyć? Dziecko potrzebuje jasnej struktury, czyli jasno wyrażonego przez rodzica „chcę” lub „nie chcę”. „Często widzę rodziców, którzy boją się powiedzieć dzieciom, czego chcą, albo co gorsza pytają dziecko, czy mogą coś zrobić, np. wyjść do łazienki. Trudno im wytrzymać frustrację dziecka, kiedy trzeba powiedzieć: »Nie, ja tego nie chcę, wygląda na to, że ci się to nie podoba. Porozmawiajmy o tym«” - dodaje Żuczkowska.

Szacunek dla dziecka nie zdejmuje z dorosłych odpowiedzialności. „Bardzo ważne, żeby rodzice umieli powiedzieć dziecku jasno »tak« i »nie« i ze spokojem wytrzymywali frustrację, którą dziecko wyraża, kiedy zderza się z »nie« rodzica. Smutek i złość to naturalne stany, które pokazują granice naszego świata, a także granice innych ludzi” - wyjaśnia Żuczkowska.

Zwolennicy wychowania opartego na nagrodach i karach twierdzą, że nie wprowadzając tych narzędzi, rodzice tworzą dzieciom „nierealny świat”. Czy rzeczywiście dzieci, których nie poddaje się ciągłej kontroli, mogą mieć trudności w dostosowaniu się do zasad społecznych? Zdaniem Jarka Żylińskiego problemem jest raczej sytuacja, kiedy rodzice za wszelką cenę chcą uchronić dziecko przed porażką: „Pozwólmy dzieciom na przeżycie tego, co do nich przychodzi. Dziecięca porażka może polegać na tym, że nie uda się zbudować wieży z klocków, na wywróceniu się podczas biegania, na tym, że się z kimś pokłóci. Takie zdarzenia warto dać dziecku przeżyć, żeby zobaczyło, że porażka nie jest niczym strasznym”. Dzięki temu nie boi się później podejmować wyzwań, nie lęka się przegranej, nie frustruje się tak silnie, gdy coś nie idzie po jego myśli. „Czymś zupełnie innym jest natomiast łamanie woli dziecka” - przestrzega Jarek Żyliński. „Jeżeli dziecko jest zahartowane w łamaniu woli, łatwo przekonać je do tego, żeby zrobiło coś złego, chociaż nie będzie miało na to ochoty”.