Ten niemal 300-letni dąb rosnący w pobliżu Eutaw Springs najpierw przetrwał wojnę o niepodległość, a później potężne uderzenie pioruna. Drzewo znajdowało się w tym miejscu już 8 września 1781 roku, kiedy w pobliżu doszło do bitwy pod Eutaw Springs. Starły się wówczas wojska amerykańskie i brytyjskie. Była to jedna z ostatnich dużych bitew wojny o niepodległość na otwartym terenie. W walkach uczestniczyły tysiące żołnierzy, a po obu stronach odnotowano setki zabitych, rannych, pojmanych i zaginionych.
Czytaj też: Skorupa ziemska otwiera się pod Włochami. Geolodzy rozwikłali zagadkę Apeninów
Dąb przetrwał tamte wydarzenia i rósł przez kolejne stulecia. Około 50 lat temu musiał jednak zmierzyć się z kolejnym poważnym zagrożeniem. W jego podstawę uderzył piorun, niemal rozdzielając drzewo na dwie części. Ówcześni opiekunowie zastosowali stalowe łańcuchy i kable, które miały ustabilizować uszkodzone konary oraz zapobiec dalszemu rozpadowi drzewa. Metoda zadziałała i pozwoliła dębowi przetrwać kolejne dekady. Z czasem pojawił się jednak nowy problem: drzewo wciąż rosło, a jego pień i konary zaczęły wrastać w metalowe elementy.
Łańcuchy i kable, które kiedyś miały je chronić, zaczęły uciskać tkanki drzewa. W niektórych miejscach zostały całkowicie pochłonięte przez korę. Specjaliści obawiają się, że ograniczają one przepływ substancji odżywczych i mogą przyczyniać się do dalszego osłabienia. W związku z tym ratownicy postanowili wykorzystać znacznie bardziej zaawansowaną technologię. Jednym z najważniejszych elementów prac jest zastosowanie urządzeń wytwarzających sprężone powietrze o prędkości naddźwiękowej. Strumień powietrza posłużył do rozluźnienia mocno ubitej gleby wokół systemu korzeniowego.
Takie rozwiązanie pozwala poprawić warunki panujące w strefie korzeniowej bez konieczności prowadzenia inwazyjnych prac przy samych korzeniach. Po rozluźnieniu gleby specjaliści wzbogacili ją dodatkowo mieszanką zawierającą składniki odżywcze pozyskiwane z wodorostów. Ma ona wspomóc osłabione drzewo i poprawić jego zdolność do dalszego wzrostu.
Konserwatorzy przygotowali również zabezpieczenie na wypadek kolejnego uderzenia pioruna. W głównych konarach umieścili niewielkie piorunochrony połączone miedzianymi przewodami. Kable prowadzą do uziemienia znajdującego się kilka metrów od drzewa. Jeśli piorun ponownie trafi w dąb, energia ma zostać odprowadzona przewodami bezpośrednio do ziemi.
Czytaj też:Drzewna apokalipsa prowadzi do fali zgonów. Badania ukazały niezwykłą korelację
Ostatnim etapem prac będzie zastąpienie starych, szkodliwych już dla drzewa łańcuchów nowym systemem podpór. Nowe kable będą połączone w taki sposób, aby konary nadal mogły elastycznie reagować na silny wiatr, jednocześnie pozostając odpowiednio zabezpieczone. Oczywiście nikt nie jest w stanie określić, jak długo drzewo będzie jeszcze żyło. Uczeni mają jednak nadzieję, że zastosowanie nowoczesnych metod pozwoli mu przetrwać kolejne dziesięciolecia, a być może nawet następne stulecie.
Źródło:The Arcadian
