Znalezisko miało miejsce w miejscowości Deinham, a zagadkowe artefakty spoczywały w osadach związanych z dawnym korytem rzeki. To właśnie położenie oraz ogromna liczba podobnych elementów skłoniły badaczy do postawienia hipotezy, w myśl której nie chodziło o przypadkowe składowisko, lecz ładunek przewożony drogą rzeczną. Według autorów badań najbardziej prawdopodobnym wyjaśnieniem jest zatonięcie jednostki, która transportowała te obiekty w epoce żelaza.
Czytaj też: Syberyjski grób wojownika zawierał nieznany typ broni. Archeolodzy nie wiedzą, czym była
Pręty mają charakterystyczny, obustronnie zaostrzony kształt. Nie były jednak gotowymi narzędziami ani bronią. Naukowcy uznają je za półprodukty żelazne, które po dalszej obróbce mogły posłużyć do produkcji rozmaitych przedmiotów. Co istotne, elementy te zostały wykute, a nie odlane. Ich średnia długość wynosi około 28,5 centymetra, a przeciętna masa zachowanych, kompletnych egzemplarzy to około 2 kilogramy.
Co ciekawe, w Deinham udało się zidentyfikować co najmniej 500 prętów, podczas gdy wcześniejsze podobne stanowiska rozsiane po różnych częściach Europy zawierały zazwyczaj kilkadziesiąt takich przedmiotów. Mówiąc krótko, mówimy o największym znanym skupiskiem tego rodzaju żelaznych półproduktów z epoki żelaza na całym Starym Kontynencie.
Badacze spróbowali również określić, do czego mogła zostać wykorzystana tak ogromna ilość metalu. Z szacunków wynika, iż około tona żelaza wystarczyłaby do wykonania mniej więcej 500 mieczy. Alternatywnie można byłoby z niej wyprodukować nawet około 8000 gwoździ. Taka ilość materiału mogła więc mieć ogromne znaczenie dla społeczności, która kontrolowała jego produkcję i handel.
Nie wiadomo jednak, dokąd dokładnie zmierzał transport. Archeolodzy wskazują, że skoro ładunek znajdował się w Dunaju, jego pierwotnego źródła należy szukać powyżej miejsca odkrycia, na rzece lub jednym z jej dopływów. Jednym z prawdopodobnych obszarów pochodzenia jest Bawaria, gdzie w epoce lateńskiej funkcjonowały ośrodki produkcji żelaza. Analizy pierwiastków śladowych mają w przyszłości pomóc dokładniej ustalić, skąd pochodził metal.
Zagadką pozostaje również sama przyczyna zatonięcia. Nie odnaleziono łodzi, która mogła przewozić pręty, ponieważ współczesne prace wydobywcze zniszczyły część pierwotnego kontekstu archeologicznego. Naukowcy zaznaczają, że teoretycznie metal mógł trafić do rzeki celowo, na przykład w ramach praktyk rytualnych. Analiza znaleziska nie pasuje jednak do znanych regionalnych wzorców takich depozytów, dlatego transport rzeczny i przypadkowa utrata ładunku są obecnie uznawane za bardziej prawdopodobne wyjaśnienie.
Czytaj też:Tysiącletni amulet z Rosji. Chrześcijański wojownik łączy się w nim z mitologią
Odkrycie pokazuje przy tym coś więcej niż tylko skalę produkcji żelaza ponad dwa tysiące lat temu. Zdaniem autorów badań jest ono dowodem na rozwój produkcji i handlu tym metalem w Europie Środkowej w III i II wieku p.n.e. Tak duży ładunek wskazuje, że żelazo mogło być przedmiotem wymiany na znacznie większą skalę, niż sugerowały wcześniejsze znaleziska. Pręty z Deinham trafiły do zbiorów Oberösterreichische Landes-Kultur GmbH w Linzu, a badacze będą starali się określić dokładne miejsce produkcji żelaza, jego docelowego odbiorcę oraz przyczyny zatonięcia transportu.
Źródło: Antiquity
