Nike znalazło na to dość oczywistą odpowiedź. Dunk Low GORE-TEX w nowej kolorystyce Oil Grey zachowuje charakterystyczną sylwetkę jednego z najbardziej rozpoznawalnych modeli marki, ale dostaje konstrukcję stworzoną z myślą o chłodniejszych i bardziej mokrych miesiącach.
Dunk Low w wersji, której polska jesień zdecydowanie sprzyja
Dunk ma za sobą drogę od buta koszykarskiego do jednej z ikon codziennego streetwearu. Problem pojawia się wtedy, gdy chcemy traktować go jak rzeczywiście codzienne obuwie. Zwykłe wersje niespecjalnie zachęcają do wychodzenia podczas kilkugodzinnego deszczu. Tutaj sytuację zmienia membrana GORE-TEX, która ma zapewniać trwałą wodoodporność, a jednocześnie pozwalać na odprowadzanie pary wodnej powstającej wewnątrz buta.
Oczywiście nie zamienia to Dunków w trekkingowe buty na górski szlak. I całe szczęście, bo chyba nikt nie oczekuje od nich takiej roli. Chodzi o znacznie bardziej typowy scenariusz: wyjście do pracy, spacer po mokrym mieście, podróż, weekendowy wypad albo dzień, podczas którego prognoza pogody zmienia zdanie częściej niż my.
Nike dodatkowo zmodyfikowało podeszwy. Konstrukcja jest masywniejsza niż w standardowych Dunk Low, a wokół podeszwy pojawiła się dodatkowa strefa poprawiająca przyczepność na śliskim podłożu. To niewielka zmiana wizualna, ale właśnie takie szczegóły decydują, czy jesienne sneakersy rzeczywiście nadają się na jesień, czy tylko występują w jesiennej kampanii reklamowej.

Oil Grey wygląda tak, jak powinien wyglądać but na chłodniejsze miesiące
Nowa kolorystyka również pasuje do zastosowania. Nike połączyło Oil Grey z jaśniejszym Dove Grey, czarnymi elementami i jasnym Swooshem. Zamiast jednolitej szarości mamy kilka różnych tonów, dzięki czemu but z daleka pozostaje spokojny, ale z bliska wygląda znacznie ciekawiej.
Ciemniejsze panele przechodzą w czarną podeszwę, natomiast jasne logo wyraźnie odcina się od cholewki. Przy pięcie znalazło się również niewielkie oznaczenie GORE-TEX. Całość ma trochę technicznego charakteru, choć bez estetyki typowej dla obuwia outdoorowego.
Mam wrażenie, że właśnie tutaj Nike dobrze wyczuło proporcje. Moda od kilku sezonów wyciąga z outdooru wszystko, co da się przenieść na miejski chodnik – grube podeszwy, techniczne tkaniny, wodoodporne membrany czy rozwiązania znane wcześniej głównie z odzieży turystycznej. Czasami efekt przypomina wyposażenie na ekspedycję polarną zakładane na drogę po kawę. Oil Grey jest znacznie spokojniejsze. Funkcja została dodana do dobrze znanej sylwetki, a nie wykorzystana jako pretekst do przebudowania jej od podstaw.

GORE-TEX w sneakersach ma więcej sensu, niż mogłoby się wydawać
Jeszcze kilkanaście lat temu membrana GORE-TEX kojarzyła się przede wszystkim z kurtkami, butami trekkingowymi i sprzętem, który wyciągało się z szafy przed wyjazdem w góry. Dziś trafia także do modeli lifestyle’owych i trudno mi się temu dziwić. Skoro te same sneakersy nosimy do pracy, na spacery, podczas weekendowych wyjazdów i w podróży, ich odporność na pogodę zaczyna mieć większe znaczenie niż kolejna dekoracyjna zmiana.
Warto jednocześnie zachować rozsądne oczekiwania. Wodoodporne obuwie może być cieplejsze od mocno wentylowanych sneakersów z siateczki, więc Oil Grey widzę przede wszystkim jako parę na jesień, zimę i mokrą część wiosny. Wtedy kompromis między wentylacją a ochroną przed deszczem zaczyna działać na jego korzyść.
GORE-TEX podkreśla, że stosowane w obuwiu membrany tworzą barierę dla wody, jednocześnie umożliwiając wydostawanie się pary wodnej. Sam laminat jest przy tym tylko jednym z elementów całej konstrukcji wodoodpornego buta.

Cena pokazuje, że funkcjonalność też stała się częścią sneakersowej mody
Nike Dunk Low GORE-TEX Oil Grey o oznaczeniu HQ2053-003 wyceniono na rynku amerykańskim na 150 dolarów, czyli około 560 zł. Dokładny termin szerokiej premiery pozostaje zależny od rynku – model pojawia się już w części zagranicznych kanałów sprzedaży, natomiast kolejne premiery przewidywane są na sezon jesień-zima 2026.
Kwota jest wyższa niż w przypadku najprostszych wersji Dunk Low, ale tutaj przynajmniej wiadomo, za co dopłacamy. Dostajemy popularną sylwetkę rozszerzoną o rozwiązania, które mogą realnie zwiększyć liczbę dni w roku, kiedy będziemy chcieli ją założyć.
Jeśli ktoś lubi Dunki, prawdopodobnie nie potrzebuje kolejnej pary tylko dlatego, że Nike zmieniło paletę kolorów. Para, której nie trzeba odstawiać na półkę przy pierwszej jesiennej ulewie, jest już znacznie lepszym argumentem.
