Sephora Kids początkowo mogło wyglądać jak kolejna internetowa moda. Kolorowe opakowania, zakupy z koleżankami, kosmetyczne GRWM na TikToku. Coraz wyraźniej widać jednak mniej sympatyczną stronę tego zjawiska. Dzieci nie zawsze chcą już kosmetyków wyłącznie dlatego, że są ładne. Zaczynają patrzeć na własną, zupełnie normalną skórę jak na coś, co wymaga ciągłego poprawiania.
Skóra dziecka dostała pielęgnację dorosłej kobiety
Sephora Kids to potoczne określenie dzieci i bardzo młodych nastolatków, którzy interesują się kosmetykami premium oraz rozbudowaną pielęgnacją popularną w mediach społecznościowych. Nazwa przylgnęła do Sephory, choć samo zjawisko jest znacznie szersze i obejmuje właściwie cały internetowy świat beauty.
Mechanizm łatwo zrozumieć. Film przedstawiający sześć kolorowych buteleczek wygląda ciekawiej niż informacja, że zdrowej dziecięcej skórze zwykle wystarczy delikatne mycie, nawilżenie w razie potrzeby i ochrona przeciwsłoneczna. Algorytm dodatkowo podsuwa kolejne rutyny, kosmetyczne zakupy i nowe produkty. Po kilku tygodniach można odnieść wrażenie, że każdy ma serum, toner i maskę na noc, więc ich brak zaczyna wyglądać jak zaniedbanie.
Mam wrażenie, że właśnie tutaj pielęgnacja przestaje być jedynie hobby. Kosmetyk staje się oznaką przynależności do grupy, podobnie jak kiedyś określona marka butów czy plecaka. Tyle że wraz z butelką serum dziecko dostaje jeszcze komunikat, że jego wygląd powinien być regularnie kontrolowany i ulepszany.

Sześć kosmetyków przed szkołą, a filtr przeciwsłoneczny gdzieś zniknął
Problem doczekał się już badań. Naukowcy analizujący 100 popularnych filmów pielęgnacyjnych na TikToku trafili na twórczynie mające od 7 do 18 lat. Przeciętna rutyna składała się z sześciu produktów i kosztowała 168 dolarów, czyli około 621 zł. Niektóre zestawy przekraczały kilkanaście kosmetyków. Jednocześnie zaledwie 26,2% dziennych rutyn uwzględniało ochronę przeciwsłoneczną.
To dość przewrotne. Dzieci uczą się zapobiegania starzeniu, a jednocześnie w wielu internetowych rytuałach pomijany jest element, który faktycznie chroni skórę przed promieniowaniem UV.
W 25 najpopularniejszych nagraniach badacze znaleźli średnio 11 potencjalnie drażniących składników aktywnych, a 76% filmów obejmowało przynajmniej jeden składnik mogący zwiększać ryzyko alergii kontaktowej. Autorzy pracy ocenili, że takie rutyny dają dzieciom niewiele korzyści, za to mogą sprzyjać podrażnieniom, uczuleniom i zwiększonej wrażliwości na słońce.
Retinol nie powinien trafiać do koszyka dlatego, że dobrze wygląda na TikToku
Wokół Sephora Kids łatwo również przesadzić w drugą stronę i uznać każdy kosmetyk z aktywnym składnikiem za niebezpieczny dla nastolatka. Retinoidy są przecież stosowane w dermatologii także u młodych pacjentów, między innymi w leczeniu trądziku. Kluczowe pozostają wskazania, odpowiedni preparat i sposób stosowania.
Zdrowa skóra dziesięciolatki nie potrzebuje jednak profilaktyki przeciwzmarszczkowej. American Academy of Pediatrics zwraca uwagę, że produkty z retinoidami czy kwasami AHA i BHA mogą u młodych użytkowników prowadzić między innymi do zaczerwienienia, łuszczenia, podrażnienia oraz osłabienia bariery ochronnej skóry. Przegląd naukowy poświęcony bezpośrednio fenomenowi Sephora Kids również wskazuje, że bezpieczeństwo wielu popularnych aktywnych składników nie zostało dobrze przebadane w tej grupie wiekowej.
Paradoks polega więc na tym, że pogoń za idealną cerą może skończyć się cerą w gorszym stanie.
Dziesięć lat i pierwszy lęk przed starzeniem
Skóra może się zregenerować. Znacznie bardziej zastanawia mnie druga warstwa tego trendu. Dziecko, które zaczyna zapobiegać zmarszczkom, dowiaduje się jednocześnie bardzo wcześnie, że starzenie jest czymś, czego należy się bać.

Media społecznościowe potrafią zamienić zwyczajną twarz w projekt wymagający stałej kontroli. Pory stają się za duże, cera za mało świetlista, nos wymaga konturowania, a przyszłe zmarszczki trzeba powstrzymać jeszcze przed pierwszą szkolną dyskoteką. Eksperci zajmujący się zdrowiem dzieci zwracają uwagę, że ciągłe oglądanie wyidealizowanych obrazów może wpływać na samoocenę i zwiększać koncentrację na niedoskonałościach wyglądu.
Pielęgnacji warto uczyć, ale trochę inaczej
Nie widzę nic złego w tym, że dziecko zaczyna interesować się dbaniem o skórę. Wręcz przeciwnie – wiedza o ochronie przeciwsłonecznej, delikatnym oczyszczaniu czy tym, żeby nie rozdrapywać zmian trądzikowych, może zostać na całe życie. American Academy of Pediatrics proponuje dla młodych osób prostą rutynę opartą właśnie na delikatnym oczyszczaniu, nawilżaniu i codziennej ochronie SPF.
Niepokoi mnie za to moment, w którym dziesięcioletnia dziewczynka patrzy w lustro i zaczyna szukać problemów, których jeszcze nie ma. Branża beauty przez dekady zarabiała na obietnicy zatrzymania młodości. Teraz okazuje się, że można tę obietnicę sprzedać również osobom, które z definicji są młode.
Być może najlepszą rzeczą, jakiej możemy nauczyć dzieci w świecie pełnym serum, filtrów i idealnie oświetlonych twarzy, jest świadomość, że pielęgnacja ma służyć skórze. Nie trzeba z niej robić kolejnego powodu do oceniania siebie.
