Japońska marka wprowadza do serii CUES nowe manetki U4030, które pozwalają połączyć 9-rzędowy napęd z hydraulicznymi hamulcami tarczowymi w rowerach z barankiem. Brzmi jak drobny ruch w katalogu części, ale dla osób szukających prostszego gravela, roweru trekkingowego czy budżetowej szosówki może oznaczać koniec kilku irytujących kompromisów.
Hydraulika przestaje być nagrodą za droższy rower
Przez długi czas hydrauliczne hamulce tarczowe były jedną z tych rzeczy, które producenci zostawiali dla droższych wersji rowerów. W tańszych modelach trafiały się mechaniczne zaciski, czasem działające całkiem przyzwoicie, ale zwykle wymagające częstszej regulacji i mniej wybaczające zaniedbania. Kiedy rower jeździ głównie po mieście, ścieżkach, szutrach i weekendowych trasach, różnica potrafi być bardziej odczuwalna niż przeskok z dziewięciu na jedenaście przełożeń.

Nowe klamkomanetki Shimano CUES U4030 mają to zmienić. W zestawie z odpowiednimi komponentami CUES pozwalają zbudować rower z hydraulicznymi tarczówkami i 9-rzędowym napędem, zarówno w układzie 1x, jak i 2x. Do wyboru są prawa klamkomanetka ST-U4030-9R, lewa ST-U4030-L do napędu z przednią przerzutką oraz osobna lewa dźwignia hamulca BL-U4030-L do rowerów z jedną tarczą z przodu.
To przekłada się na coś bardzo konkretnego: rower za rozsądniejsze pieniądze nie musi mieć hamowania, które przypomina negocjowanie z drzwiami od starego garażu. Hydraulika daje zwykle lepszą modulację, większą pewność na mokrej nawierzchni i mniej nerwów na dłuższych zjazdach. Nie zamienia miejskiego gravela w maszynę wyścigową, ale pozwala po prostu jeździć spokojniej.
Dziewięć przełożeń nie jest dziś oznaką biedy
Trochę rozumiem, skąd wzięła się rowerowa obsesja na punkcie coraz większej liczby przełożeń. Więcej biegów daje ciaśniejsze stopniowanie, większy zakres i łatwiejsze dobranie idealnej kadencji. Tyle że większość osób nie analizuje kadencji co pięć sekund, nie ściga się w peletonie i nie planuje zdobywać alpejskich przełęczy na rowerze kupionym na raty.

Dziewięć przełożeń z tyłu w dobrze zestopniowanej kasecie nadal potrafi obsłużyć codzienną jazdę, weekendowe trasy i większość rekreacyjnych wypadów poza asfalt. Zwłaszcza gdy rower ma szeroki zakres przełożeń, a użytkowniczka albo użytkownik bardziej ceni trwałość i łatwy serwis niż kolejny tryb, którego różnicę w praktyce zauważy dopiero po bardzo uważnym liczeniu kliknięć manetki.
Seria CUES od początku miała uporządkować niższe i średnie segmenty Shimano, zastępując część starszych grup takich jak Altus, Acera czy Alivio jednym systemem kompatybilnych komponentów. CUES występuje w wersjach 9-, 10- i 11-rzędowych, a jego istotnym elementem jest technologia Linkglide, zaprojektowana z myślą o większej trwałości napędu, także w rowerach elektrycznych.
I tu pojawia się rzecz, którą coraz częściej widzę również poza rowerowym światem: ludzie powoli przestają kupować sprzęt wyłącznie po to, by mieć najwyższy numer na pudełku. Coraz więcej osób szuka roweru, który będzie działał przez kilka sezonów, nie doprowadzi do bankructwa przy pierwszej wymianie kasety i da się naprawić bez wzywania specjalisty od egzotycznych standardów.

Gravel ma być rowerem do jazdy
Nowe manetki Shimano prawdopodobnie najwięcej zmienią w segmencie rowerów gravelowych i rekreacyjnych szosówek. To właśnie tam producenci często próbują zmieścić efektowny wygląd, modny baranek, szerokie opony i możliwie niską cenę. A potem okazuje się, że klient dostaje ramę gotową na przygodę, lecz hamulce, które przy pierwszej ulewie przypominają, że budżet gdzieś musiał zostać urwany.
Hydrauliczny CUES 9-speed może dać producentom prostszy przepis na uczciwy rower. Taki, który nie będzie udawał sprzętu wyścigowego, ale pozwoli wygodnie pojechać do pracy, na dłuższą wycieczkę, po leśnych drogach czy na wakacyjny objazd jezior. Wiele osób właśnie tak wykorzystuje gravela, choć rowerowa branża czasem zachowuje się, jakby każdy właściciel baranka zaraz miał ruszać na kilkudniowy bikepacking przez Pireneje.
CUES ma już komponenty do rowerów szosowych i gravelowych z napędami 9-, 10- oraz 11-rzędowymi, a Shimano wyraźnie buduje z tej serii szeroki, bardziej uniwersalny ekosystem. Nowe manetki uzupełniają lukę, która do tej pory była dość wyraźna: tańsze napędy drop-bar miały ograniczony dostęp do hydraulicznych hamulców.

Cena nadal wymaga rozsądku, ale kierunek jest dobry
W Wielkiej Brytanii prawa i lewa klamkomanetka CUES ST-U4030 kosztują po 119,99 funtów, czyli około 596 zł za sztukę. Sama lewa dźwignia hamulca BL-U4030-L do zestawów 1x została wyceniona na 99,99 funtów, czyli około 497 zł. To nie są jeszcze ceny, które sprawią, że budżetowy gravel nagle stanie się rowerem za pół darmo. Trzeba pamiętać o zaciskach, przewodach, napędzie, kasecie i całej reszcie układanki.
Mimo to trudno nie zauważyć, że Shimano przesuwa granicę w dobrą stronę. Hydrauliczne hamulce przestają być dodatkiem zarezerwowanym dla osób, które odruchowo wybierają wyższy model, bo tak wypada w rowerowym towarzystwie. A dziewięć przełożeń odzyskuje należne miejsce: jako rozwiązanie dla tych, którzy chcą jeździć, a nie przez pół wieczoru porównywać tabelki z zakresem kaset.
Czasem największym postępem jest właśnie powrót do prostszego sprzętu, tylko zrobionego lepiej niż kilka lat wcześniej. I bardzo dobrze. Rower powinien przede wszystkim wyciągać nas z domu, a nie przypominać o tym, ile kosztował każdy kolejny klik manetki.
