
Dolina Królów z napisami autorstwa indyjskiego turysty
To, co ze współczesnej perspektywy może wydawać się aktem wandalizmu, dla historyków okazało się niezwykle cenną wskazówką dotyczącą dawnych podróży i kontaktów między cywilizacjami. Na ścianach starożytnych grobowców pewien podróżnik wyrył bowiem swoje imię. I zrobił to nie raz, lecz wielokrotnie. Cikai Korran, bo tak brzmi jego sygnatura, wywołał w świecie nauki niemałe zamieszanie.
Czytaj też: Inskrypcja z Bułgarii ujawniła zaskakujące powiązania Słowian z innymi częściami świata
Odkrycie jest wynikiem analiz prowadzonych przez epigrafików badających napisy pozostawione w grobowcach faraonów. Naukowcy zidentyfikowali około 30 inskrypcji wykonanych w starożytnych językach indyjskich, między innymi w tamilskim, sanskrycie i prakrycie. Znaleziono je w sześciu różnych grobowcach na terenie Doliny Królów. Badacze datują ich powstanie na okres od I do III wieku, kiedy to Egipt znajdował się pod panowaniem Imperium Rzymskiego, a miejsce to było już popularną atrakcją dla odwiedzających.
Najbardziej wyróżniającą się postacią wśród starożytnych odwiedzających jest właśnie Cikai Korran. Jego imię pojawia się aż osiem razy w pięciu różnych grobowcach. W jednym z przypadków inskrypcja znajduje się nawet kilka metrów nad wejściem do grobowca faraona Ramzesa IX. Jak podróżnik zdołał wyryć napis tak wysoko, pozostaje zagadką dla badaczy. Być może wspiął się na fragment konstrukcji albo wykorzystał prowizoryczne podpory.
Same napisy są bardzo krótkie i przypominają współczesne turystyczne “tu byłem”. Ich sens można przetłumaczyć jako Cikai Korran przyszedł tutaj i to zobaczył. Zdaniem naukowców takie zachowanie nie było niczym niezwykłym w czasach starożytnych. W wielu egipskich zabytkach odnajdywano podobne graffiti pozostawiane przez odwiedzających, najczęściej w językach greckim i łacińskim.
Kim był Cikai Korran?
Kim był sam Cikai Korran, pozostaje tajemnicą. Analiza języka sugeruje jednak, iż pochodził prawdopodobnie z południowych Indii i posługiwał się starożytną odmianą języka tamilskiego. Badacze przypuszczają, że mógł być kupcem podróżującym szlakami handlowymi, żołnierzem najemnym, dyplomatą albo członkiem lokalnej elity. W tym samym miejscu znaleziono również inskrypcję pozostawioną przez innego przybysza z Indii. Jej autorem był Indranandin, który przedstawił się jako posłaniec władcy z dynastii Kszaharata.
Czytaj też: Monetą z Kartaginy zapłacił za przejażdżkę autobusem w Anglii. Prawda wyszła na jaw po wielu latach
Według badaczy przybysze z Indii mogli dotrzeć do Egiptu drogą morską przez port Berenike nad Morzem Czerwonym, który był ważnym węzłem handlowym łączącym świat śródziemnomorski z Indiami. Stamtąd podróżnicy mogli udać się w głąb kraju, aby zobaczyć słynne nekropolie faraonów. Odkryte inskrypcje są ważnym dowodem na to, że starożytne kontakty między Indiami a światem śródziemnomorskim były znacznie bardziej intensywne, niż wcześniej przypuszczano.
Źródło: Arkeonews, Smithsonian Magazine
