Rozwój polskiej floty wojennej w latach 30. był marzeniem wszystkich, którym zależało na prestiżu i interesie odrodzonej Rzeczypospolitej. Tym bardziej że sąsiednie Niemcy nie ukrywały morskich ambicji. Gdy na początku 1939 r. pachnący jeszcze farbą „Orzeł” wpłynął na wody Bałtyku, był najnowocześniejszą jednostką w rejonie. W czasie kampanii wrześniowej przydzielono mu niewłaściwy obszar działania, przez co okręt nie pokazał wszystkich swoich możliwości. Mimo to „Orzeł” jest dla Polaków legendą. Swoje istnienie zawdzięczał wielkiej narodowej inicjatywie. Jako pierwsi o powszechną zbiórkę pieniędzy na budowę okrętu zaapelowali żołnierze i marynarze. Każdy zawodowy oficer i podoficer dobrowolnie opodatkował się kwotą wysokości 0,5 proc. miesięcznych poborów. Pieniądze spontanicznie zbierali kolejarze, urzędnicy, pocztowcy, uczniowie, harcerze, wierni w kościołach... Jubiler Wincenty Wab-Wabiński wybił pamiątkowe medale z wizerunkiem okrętu podwodnego, emitowano cegiełki, z których dochód przeznaczono na budowę okrętu. Po kilku latach zbiórki rząd polski dysponował 8 mln złotych.

Budowę „Orła” zlecono holenderskiej stoczni „N.V. de Koninklijke Maatschappij de Schelde” we Vlissingen. Pierwsze prace rozpoczęto pod koniec 1936 r. Choć budowę silników zlecono firmom szwajcarskim, to wiele elementów konstrukcyjnych i wyposażenia dostarczały polskie fabryki. Oprócz wyjątkowo silnego uzbrojenia w „Orle” zastosowano pionierskie rozwiązania konstrukcyjne – w powiększonej przestrzeni wewnątrzkadłubowej umieszczono siłownię dużej mocy, która zwiększała zasięg jednostki do 7 tys. mil morskich i czas samodzielnego działania poza bazą do imponujących w tym czasie 3 miesięcy. Nowością była możliwość zmiany kalibru torped z 550 mm, na brytyjskie 533 mm typu „AB” oraz to, że działo usytuowano w ruchomej masce, a działko przeciwlotnicze w wodoszczelnym kanale. Innowacyjnym rozwiązaniem było też zastosowanie hydraulicznych włazów, peryskopu i klap, co zwiększało łatwość i bezawaryjność obsługi. Maksymalna głębokość zanurzenia okrętu wynosiła 80 m.

1 września 1939 r. o 5 rano dowódca dywizjonu okrętów podwodnych przekazał z Helu rozkaz: okręty podwodne, w tym ORP „Orzeł”, mają wyruszyć do swych sektorów w ramach przygotowanego planu „Worek”. Plan zakładał zabezpieczenie polskiego wybrzeża przed ewentualnym desantem niemieckim od strony morza. Jednak z winy dowódcy „Orła” Henryka Kłoczkowskiego jednostka wypłynęła z portu z godzinnym opóźnieniem. Tymczasem dowództwo Marynarki Wojennej zamierzało go skierować do akcji przeciwko pancernikowi „Schleswig Holstein”. Ten jednak nie opuścił kanału portowego, co uniemożliwiło atak. 4 września Kłoczkowski wbrew rozkazom i bez konsultacji z dowództwem podjął decyzję o opuszczeniu zatoki i skierowaniu się na północ. Komandor już wtedy nie czuł się dobrze, o czym poinformowano dowództwo. „Orzeł” otrzymał rozkaz udania się na Hel w celu wymiany dowódcy lub opuszczenia przez niego jednostki w jednym z wyznaczonych portów neutralnych.

Ucieczka giganta


Kmdr Kłoczkowski – pomimo rozkazu – postanowił dopłynąć do odległego Tallina, gdzie udzielono zgody na wyokrętowanie kapitana i dokonanie napraw. Jednocześnie dowódca floty estońskiej oświadczył, że w porcie przebywa niemiecki statek handlowy „Thalatta”, który jako pierwszy będzie wychodził z portu i dlatego – zgodnie z przepisami prawa międzynarodowego – „Orzeł” nie będzie mógł opuścić Tallina wcześniej niż po upływie 24 godzin od chwili wyjścia w morze niemieckiej jednostki. 15 września zjawił się wyższy oficer marynarki estońskiej w towarzystwie uzbrojonych marynarzy, informując, że ORP „Orzeł” został internowany. Kapitan Jan Grudziński, pełniący funkcję zastępcy dowódcy (Kłoczkowski był w szpitalu, na okręt już nie wrócił), zaprotestował, podkreślając, że władze estońskie zgodziły się na zawinięcie „Orła” do Tallina. Mimo to Estończycy zabrali dziennik pokładowy, mapy nawigacyjne, a jeden z marynarzy zerwał polską banderę. Polacy zostali wyokrętowani i poddani badaniom lekarskim. Okręt odholowano w głąb basenu. Marynarzom przekazano odezwę estońskiego sztabu generalnego wzywającą do pozostania w Estonii i gwarantującą żołd w takiej samej wysokości jak w estońskiej marynarce wojennej. Grudziński zniszczył tajne dokumenty, książkę szyfrowanych depesz oraz mapę z polami minowymi. Estończycy, mimo interwencji polskiego attaché wojskowego, skonfiskowali z okrętu broń palną, pociski artyleryjskie i przystąpili do wyładowywania torped. W pracach tych pomagała załoga okrętu sabotując w ten spoób prace. Jednocześnie prowadzono przygotowania do ucieczki.

Bosman Narkiewicz udając, że łowi ryby, na trasie wyjścia z portu na redę dokonywał pomiarów głębokości basenu. Inni członkowie załogi nadpiłowali cumy łączące okręt z nabrzeżem od strony burty. W nocy obezwładniono dwóch pilnujących okrętu estońskich marynarzy, po czym „Orzeł” wypłynął z portu, biorąc schwytanych żołnierzy jako zakładników. Estończycy, spostrzegłszy ucieczkę, podnieśli alarm i otworzyli ogień. Żeby zgubić pościg, „Orzeł” cały dzień przeleżał na dnie.

Bałtycka odyseja