Cena również jest odpowiednia do poziomu komplikacji. Aria V2 kosztuje 1 100 euro, czyli około 4 820 zł. Za jeden element roweru. Brzmi przesadnie, dopóki nie spojrzymy na współczesne rowery enduro kosztujące 30 czy 40 tysięcy złotych i nie przypomnimy sobie, jak wiele zależy w nich od kilkunastu centymetrów kontrolowanego ruchu tylnego koła.
Dwie komory zamiast przekładania plastikowych wkładek
W typowym amortyzatorze powietrznym jednym ze sposobów zmiany progresji jest manipulowanie objętością komory za pomocą tokenów. Chcemy mocniejszego podparcia pod koniec skoku – dokładamy wkładkę. Chcemy bardziej liniowego zachowania – wyjmujemy ją.

EXT w systemie AS3 robi to inaczej. Aria V2 ma dużą samowyrównującą komorę negatywną oraz dwie niezależnie pompowane komory pozytywne oznaczone jako + i ++. Pierwsza odpowiada głównie za SAG oraz zachowanie amortyzatora w początkowej części skoku. Druga pozwala określić, kiedy zawieszenie zacznie wyraźniej budować podparcie i jak progresywne stanie się później.
W praktyce oznacza to, że charakter sprężyny można dość gruntownie zmienić pompką, bez otwierania komory i przekładania elementów wewnątrz.
Komora ++ może pracować z ciśnieniem dochodzącym do 600 PSI, czyli około 41 barów. EXT dorzuca więc odpowiednią pompkę wysokociśnieniową do zestawu. Zdecydowanie nie jest to miejsce, w którym chciałabym eksperymentować z pierwszym lepszym akcesorium znalezionym na dnie garażu.
Ostatnie centymetry skoku dostają własny system
Powietrze odpowiada za jedną część układanki. Drugą jest HBC, czyli Hydraulic Bottom-Out Control.
System zaczyna działać podczas ostatnich około 15% skoku. Dodatkowy tłok wchodzi wtedy w specjalną tuleję, wymuszając przepływ oleju przez określony kanał. W efekcie tłumienie rośnie i amortyzator ma skuteczniej radzić sobie z mocnymi dobiciami. Co ważne, działanie HBC można regulować niezależnie od charakterystyki sprężyny powietrznej.

To szczegół, który dobrze pokazuje filozofię całego produktu. EXT próbuje rozdzielić kolejne zadania zawieszenia, zamiast wymuszać kompromis jednym ustawieniem. Początek skoku ma pozostać czuły. Środek ma zapewniać podparcie. Końcówka może dostać dodatkową ochronę przed dobiciem.
Dla większości osób jeżdżących rekreacyjnie brzmi to jak zdecydowanie zbyt duża liczba decyzji. Dla kogoś, kto dokładnie wie, czego brakuje mu w zachowaniu roweru na szybkich kamieniach albo przy dużych lądowaniach, właśnie w tym może tkwić sens ceny.
EXT chciało zachować czułość sprężyny stalowej bez montowania sprężyny stalowej
Amortyzatory sprężynowe nadal mają swoich zagorzałych zwolenników ze względu na czułość początkową i przewidywalną pracę. Powietrze wygrywa za to masą oraz ogromnymi możliwościami regulowania charakterystyki sprężyny. Aria V2 próbuje zbliżyć te dwa światy.
EXT przebudowało uszczelnienia i zarządzanie tarciem, zmieniło przepływ powietrza pomiędzy komorami oraz zoptymalizowało zachowanie układu podczas szybkiej kompresji. Zbiornik hydrauliczny pracuje przy stosunkowo niskim ciśnieniu 55 PSI, a wewnątrz znajduje się 14-milimetrowy stalowy trzpień. Producent wykorzystuje również ten sam typ zaworu kompresji co w swojej serii V4.

Standardowa wersja 210 x 55 mm waży 622 gramy. Trudno więc mówić o ultralekkiej konstrukcji, ale w rowerze enduro priorytety znajdują się trochę gdzie indziej niż na wadze kuchennej.
Druga generacja ma też zwyczajnie łatwiej mieścić się w rowerach
Zaawansowana hydraulika nie pomoże, jeśli amortyzator nie zmieści się w ramie. Pierwsza Aria potrafiła mieć z tym problem ze względu na rozbudowany zbiornik i układ zaworowy.
W V2 piggyback ustawiono pionowo, a cały blok zaworowy zmniejszono. EXT przebudowało także górną tuleję, która znajduje się teraz wewnątrz konstrukcji i ma bezpośredni kontakt z olejem tłumiącym.
Jest również LOK 2.0, czyli oddzielny obwód zwiększający podparcie podczas pedałowania. Dla osób korzystających z roweru enduro również na podjazdach może być to bardzo przydatny element.
W wersji Aria V2 DH przeznaczonej do downhillu i freeride’u blokady już nie ma. HBC zostało natomiast dostrojone tak, aby przy końcu skoku generować około 20% większą siłę. Sama wersja DH w rozmiarze 250 x 75 mm waży 667 gramów.

Dla kogo taki wybór ma sens?
EXT wycenia Arię V2 na 1 100 euro, czyli około 4 820 zł. Paradoksalnie jest to mniej niż kosztowała poprzednia Aria, nadal widniejąca w katalogu z ceną 1 249 euro. Producent oferuje również pięć lat gwarancji.
Czy rozsądnie jest wydawać prawie 5 000 zł na tylny amortyzator? Jeżeli ktoś musi zadać sobie to pytanie przed zakupem, prawdopodobnie odpowiedź brzmi: nie.
Aria V2 jest sprzętem dla rowerzysty, który potrafi już wskazać, czego dokładnie chce od pierwszych 30%, środka i końcówki skoku. Dla osoby, która po ustawieniu SAG-u przestaje interesować się amortyzatorem, większość jej możliwości pozostanie niewykorzystana.
