Produkcyjny Zero DS z opcjonalnym dodatkowym akumulatorem przejechał 436,5 km na jednym ładowaniu i zdobył tytuł Guinness World Records za najdłuższą podróż elektrycznym motocyklem bez doładowywania.
Za kierownicą siedział Belg Jelle Verstaen. Trasa zaczynała się w Alpach francusko-włoskich, prowadziła przez Francję i kończyła w rejonie Morza Śródziemnego. 436,5 km brzmi świetnie. Nie oznacza jednak, że każdy właściciel Zero DS jutro zrobi tyle samo podczas szybkiej jazdy autostradą.
To nie był specjalny prototyp z baterią zajmującą pół motocykla
Zero DS pozostawał seryjnym motocyklem. Nie zmieniono opon, ciśnienia ani aerodynamiki specjalnie pod próbę. Jedynym dodatkiem był Power Tank, czyli normalnie dostępne akcesorium montowane przez dealera.
Standardowy akumulator ma 15,6 kWh pojemności maksymalnej. Power Tank dorzuca kolejne 3,6 kWh, więc rekordowy motocykl dysponował łącznie 19,2 kWh. To oczywiście spory zapas energii, ale nadal mówimy o konfiguracji, którą klient może kupić, a nie o laboratoryjnym pojeździe zbudowanym wyłącznie na jeden rekord.
Zero wybrało model DS również z dość ciekawych powodów. Jego odlewane koła stawiają mniejszy opór aerodynamiczny niż szprychowe koła mocniejszego DSR/X, a spokojniejszy silnik pomaga ograniczyć masę. Jednocześnie wyprostowana pozycja miała być wygodniejsza podczas wielogodzinnej jazdy.

Poprzedni rekord został pobity o ponad 125 km
Do tej pory oficjalny rekord w tej kategorii należał do Verge TS Pro. W marcu 2025 roku elektryczny motocykl przejechał 310,689 km po drogach wokół Londynu. Próba trwała ponad 16 godzin, a dwóch kierowców zmieniało się podczas jazdy.
Zero poprawiło ten wynik o około 125,8 km, czyli ponad 40%. Jeszcze ciekawsze jest to, że rekord pobił nie tylko jeden motocykl. W wyprawie uczestniczyły trzy produkcyjne Zero. Louis Renaud na SR/S przejechał 350 km i zakończył jazdę z 4% baterii. Jenny Brookes na DSR/X dotarła do 384 km. Dopiero Verstaen pojechał dalej i zatrzymał się przy 436,5 km.
Trzy różne modele przekraczające poprzedni rekord podczas jednej próby brzmią znacznie bardziej przekonująco niż jeden wyjątkowo przygotowany egzemplarz.
Trasa została wybrana bardzo świadomie
Nie ma jednak sensu udawać, że była to zwyczajna niedzielna wycieczka. Nie korzystano z autostrad. Trasa prowadziła głównie przez drogi lokalne, mniejsze miejscowości i przełęcze, a grupa jechała z myślą o maksymalnej efektywności. Średnia docelowa wynosiła około 52 km/h.
To sporo więcej niż przy poprzednim rekordzie Verge, podczas którego średnia wynikająca z czasu i dystansu była bliższa 19 km/h. Nadal jednak daleko stąd do wielogodzinnej jazdy z prędkością 120 czy 130 km/h.
Producent podaje około 249 km zasięgu miejskiego dla wersji z baterią 15,6 kWh. Na szybszych trasach wynik spada. Rekord pokazuje więc potencjał całego układu przy bardzo oszczędnej jeździe, a nie typowy przebieg między ładowaniami.
Góry mogły pomóc
Start w Alpach brzmi jak wyjątkowo trudny wybór dla elektryka, bo podjazdy pochłaniają ogromne ilości energii. Trasa zmierzała jednak w stronę wybrzeża, więc w ogólnym bilansie pojawiało się sporo zjazdów. Elektryczny motocykl może podczas nich odzyskiwać część energii dzięki rekuperacji.
Zero podkreśla właśnie efektywny napęd i hamowanie regeneracyjne jako jedne z narzędzi, które pozwoliły wyciągnąć tak duży dystans z baterii. Nie jest to żaden trik czy obejście zasad. Rekuperacja jest normalną funkcją motocykla. Pokazuje natomiast, jak ogromne znaczenie dla zasięgu elektryka ma profil trasy.

Ten sam motocykl może zachowywać się zupełnie inaczej podczas spokojnego zjazdu przez Alpy i podczas szybkiej jazdy pod wiatr po autostradzie.
Rekord nie rozwiązuje największego problemu elektrycznych motocykli
436,5 km wystarczyłoby mi spokojnie na większość jednodniowych wyjazdów. Tyle że codzienny użytkownik nie będzie jeździł w warunkach rekordowej próby. Przy elektrycznych motocyklach problemem nadal pozostaje połączenie zasięgu z czasem ładowania i szybką jazdą. Im wyższa prędkość, tym szybciej rośnie opór powietrza i tym bardziej brutalnie spada zasięg.
Motocykl spalinowy po przejechaniu 250 km tankujemy przez kilka minut i jedziemy dalej. Elektryk nadal wymaga planowania. Nie odbierałabym jednak Zero tego osiągnięcia. Wręcz przeciwnie. Bardziej przekonuje mnie rekord przejechany seryjnym motocyklem po publicznych drogach niż laboratoryjna deklaracja zasięgu uzyskana w warunkach, których właściciel nigdy nie zobaczy.
436,5 km nie oznacza końca problemu range anxiety. Pokazuje za to, że granica przesunęła się już dużo dalej, niż wielu motocyklistów nadal zakłada.
