Najjaśniejszy panie, do prowadzenia wojny potrzebne są trzy rzeczy: pieniądze, pieniądze i jeszcze więcej pieniędzy – te słowa wypowiedział 600 lat temu mediolański arystokrata i najemnik Gian Giacomo Trivulzio do francuskiego króla Ludwika XII, którego kraj uwikłał się w trwające niemal 65 lat wojny włoskie. Wspaniałe zwycięstwa polskiej husarii były możliwe, dopóki skarb Rzeczypospolitej miał na nie pieniądze. Słynna szarża na Szwedów pod Kircholmem w 1605 r. kosztowała krocie. Za 150 straconych w boju koni sama chorągiew hetmańska Wincentego Wojny musiała otrzymać kilkanaście tysięcy złotych – sumę olbrzymią w owych czasach.

Kiedy więc brytyjski rząd ogłosił, że w lutym 2015 r. zamierza wykupić część obligacji wojennych wartych w sumie 2 mld funtów – a obejmujących zobowiązania jeszcze z czasów wojen napoleońskich, wojny krymskiej oraz I wojny światowej – wydobyte z mroków historii słowa Trivulzio nabrały głębszego znaczenia. Za tym banalnym, wydawałoby się, stwierdzeniem kryją się bowiem trzy istotne informacje. Pierwsza: nawet posiadanie walecznej armii nie gwarantuje sukcesu, jeśli kraju zwyczajnie nie stać na prowadzenie wojny. Druga: zaciągnięte w czasach chwały długi trzeba spłacać jeszcze przez wiele pokoleń. Trzecia: zwycięstwo od bankructwa dzieli czasem tylko niewielki krok.

 

SPRZEDAJCIE LUIZJANĘ, IDZIEMY NA MOSKWĘ

W pierwsze poważne długi wojenne wpakował Wielką Brytanię Napoleon Bonaparte oraz… londyński bank Barings. Cesarz Francuzów nie ukrywał swojego pogardliwego stosunku do rządów, które na prowadzenie wojny zadłużają się u bankierów. Ambitne planu podboju Europy postanowił sfinansować w inny sposób. Od 1801 r. Francja była właścicielem ogromnego, liczącego ponad 2 mln km kw. terytorium w Ameryce Północnej zwanego Luizjaną, którego zrzeczenie się wymusiła na Hiszpanii. Teraz należało je sprzedać. Prezydent USA Thomas Jefferson był wielkim zwolennikiem nabycia Luizjany. Tym bardziej że cena ustalona między francuskim ministrem skarbu a amerykańskimi władzami wynosiła zaledwie 3 centy za akr ziemi. W przypadku terytorium równego całej ówczesnej powierzchni USA dawało to jednak kwotę 15 mln dolarów. Amerykanie zaczęli od anulowania francuskich długów wartych ok. 4 mln dolarów. Pozostałe 11 mln USD trzeba było jednak wyłożyć w gotówce. 2 mln wysupłał Kongres, brakowało 9 mln – kwoty w owych czasach bardzo poważnej (dla porównania – koszty wybudowania Białego Domu wyniosły w 1800 roku 232 tys. dolarów).

Pieniądze należało więc pożyczyć. Istniał wówczas tylko jeden bank na świecie, zdolny do sfinansowania takiej transakcji – londyński Barings. Wiadomo było, że za pieniądze ze sprzedaży Luizjany Napoleon rozpocznie wojnę w Europie, również przeciwko Wielkiej Brytanii. Mimo to bankierzy z Baringsa nie tylko pożyczyli Amerykanom brakującą kwotę, ale także przesłali ją bezpośrednio do Paryża.

Gotówka, którą dostał Napoleon za sprzedaż Luizjany – równowartość 60 mln franków – pozwoliła mu sfinansować podbój Europy, w tym wyprawę na Moskwę. Tymczasem brytyjski rząd stanął przed zadaniem zdobycia środków na... prowadzenie wojny.

 

ZWYCIĘZCY NIE BANKRUTUJĄ

Wyzwanie było niebagatelne, ponieważ z tak silnym (również finansowo) przeciwnikiem Wielka Brytania nie miała jeszcze do czyienia. Rząd dysponował jednak sprawdzonym narzędziem – obligacjami wieczystymi [patrz ramka]. To papiery dłużne bez określonego terminu wykupu ze stałym oprocentowaniem (w zależności od rodzaju od 4 do 8 proc. Rocznie). Rozpoczęte w 1803 r. emisje miały po-służyć do sfinansowania wojny z Napoleonem.

Nikt jednak nie spodziewał się, że będzie trwała aż 12 lat. Gdy w 1815 r. cesarz Francuzów został ostatecznie pokonany pod Waterloo, zadłużenie Wielkiej Brytanii sięgało 200 proc. jej ówczesnego PKB. Dla porównania zadłużenie Grecji w momencie jej faktycznego bankructwa w 2012 r. nie przekraczało 170 proc. PKB! Zwycięzcy jednak nie bankrutują. Po pokonaniu potężnego rywala Londyn miał otwartą drogę do budowy światowego imperium. Rozpoczęło się „brytyjskie stulecie”.

Obligacje wojenne wyemitowane na wojnę z Napoleonem nadal jednak krążyły. Ich liczba była tak duża, że nawet ogromne zyski z kolonii, których część trafiała do skarbu państwa, nie pozwalały na wykupienie wszystkich. Tym bardziej, że do już wyemitowanych „war bonds” doszły kolejne, m.in. na trzyletnią wojnę z Rosją o Krym, która rozpoczęła się w 1853 r. W 1888 r. brytyjski kanclerz skarbu George Goschen postanowił zamienić wszystkie wy-emitowane wcześniej obligacje wojenne oraz inne rządowe papiery dłużne na tzw. obligacje skonsolidowane (nazwane w skrócie consuls) o stałych odsetkach 4 proc. rocznie. W tej postaci krążyły przez kolejne dziesiątki lat.

 

KASA PUSTA, SPRZEDAJEMY ALASKĘ

Handel brytyjskimi obligacjami wojennymi i consulami dał początek imperium finansowemu Rothschildów. Ta pochodząca z Niemiec żydowska rodzina, zajmująca się początkowo jubilerstwem, w 1811 r. otworzyła centralę swojego banku w londyńskim City. Po zakończeniu wojen napoleońskich Rothschildowie stali się największymi wierzycielami brytyjskiego rządu. U podstaw ich fortuny leżały nie tylko odsetki od udzielonych kredytów i kupionych obligacji, ale także prowizje od wymiany pieniędzy, przesyłanych walczą-cym na kontynencie wojskom. W szczytowym okresie rozwoju bank NM Rothschild & Sons Limited osiągnął pozycję, jakiej nie miała ani wcześniej, ani później żadna instytucja finansowa. Aby wyobrazić sobie jego potęgę, należałoby dziś zsumować aktywa 4 największych banków inwestycyjnych i dodać do nich Międzynarodowy Fundusz Walutowy. Dobre relacje następnych brytyjskich rządów z Rothschildami pozwalały Brytyjczykom nie tylko łatwo sprzedawać kolejne partie wojennych obligacji, ale także ograniczać możliwości finansowe wrogów. Prze-konał się o tym boleśnie car Aleksander II.

Przegrana przez Rosję wojna krymska mocno nadwerężyła skarbiec carskiego imperium, a na pożyczkę od zaprzyjaźnionych z Brytyjczykami Rothschildów nie sposób było liczyć. Dla ratowania kraju przed załamaniem finansowym już w 1859 r. car nakazał więc rozpoczęcie negocjacji z Amerykanami w sprawie sprzedaży Alaski. Rosja nie była w stanie obronić tego terytorium przed Brytyjczykami. Rozmowy przerwał wybuch wojny secesyjnej, ale tuż po jej zakończeniu wrócono do tematu. W 1867 r. amerykański sekretarz stanu William H. Seward podjął decyzję o zakupie Alaski za 7,2 mln dolarów. Rosja uniknęła bankructwa, a USA powiększyły się o 1,5 mln km kw.

 

WIELKA WOJNA, GRUBE MILIARDY

W 1914 r. Wielka Brytania, Rosja, Francja, Niemcy i Austro-Węgry należały do grona bogatych, szybko rozwijających się krajów. Żaden spośród nich nie był jednak przygotowany na finansowy kataklizm, jakim okazała się I wojna światowa. Wielka Wojna kosztowała każdego Brytyjczyka 776 dolarów – 1,5 raza więcej, niż najpopularniejszy wówczas samochód: Ford T.W skali kraju dawało to ponad 35 mld USD (równowartość obecnych 2 bln USD). Podobną kwotę wydali Niemcy. Francję wojna kosztowała równowartość ówczesnych 24 mld USD, Rosję – 22 mld USD, Austro-Węgry – 20,5 mld USD i Włochy – 12,3 mld USD. Kiedy 11 listo-pada 1918 r. w Compiègne podpisano zawieszenie broni, Europa była bankrutem.

Oczywiście nie wszystkie pieniądze wydane na wojnę pochodziły z pożyczek. W momencie jej rozpoczęcia każde z państw dysponowało rezerwami, które jednak błyskawicznie stopniały. Rządy radziły sobie z tym w różny sposób, m.in. nakładając podatki. O ile w Wielkiej Brytanii w 1913 r. podatek dochodowy płaciło 2 proc. populacji, to w 1918 r. już 8 proc. Dziś liczby te wydają się śmieszne, ale tak właśnie wyglądał świat na początku XX w. I pomyśleć, jaki mógłby być piękny, gdyby nie kosztowne wojny… Brytyjski rząd sięgnął też po sprawdzone „war bonds” – kupiło je w sumie 3 mln obywateli oraz wiele instytucji finansowych.

Na takie „rewolucyjne” metody jak pod-noszenie podatków nie zdecydował się natomiast rząd Francji. Większość wydatków wojennych finansował, zaciągając kredyty, głównie w USA i Wielkiej Brytanii. Długi miał zamiar spłacić z niemieckich reparacji wojennych. Oznaczało to rezygnację z pomysłów podziału pokonanych Niemiec – aby spłacić zobowiązania w astronomicznej kwocie 33 mld dolarów, musiały pozostać jednolitym krajem, z dobrze funkcjonującym przemysłem. Takie rozwiązanie leżało także w interesie USA i Wielkiej Brytanii, które zamierzały odzyskać pożyczone Francji pieniądze. Ponadto jeśli Niemcy miały być wypłacalne, należało im najpierw pieniądze… pożyczyć. Tak rozpoczął się ciąg wydarzeń, które 20 lat później miały doprowadzić do wybuchu II wojny światowej.

Zanim jednak to nastąpiło, jeden kraj mógł świętować prawdziwe zwycięstwo. Były nim Stany Zjednoczone. Wprawdzie I wojna światowa kosztowała je ponad 22,5 mld do-larów, jednak deficyt budżetowy USA wzrósł w tym czasie do zaledwie 33 proc. PKB. Finansowo Ameryka wygrała. Europa była jej winna kolosalne kwoty, których nie miała jak spłacić, a każde przesunięcie terminu zwrotu długu czy jego umorzenie stawało się znaczą-cym atutem nie tylko w negocjacjach politycznych, ale też handlowych. To właśnie amerykańskie firmy otrzymają najlepsze kontrakty na odbudowę zniszczonej Europy i wiele rynków stanie przed nimi otworem. A finansowe centrum świata przesunie się z londyńskiego City na nowojorską Wall Street.

OBLIGACJE WIECZYSTE

Zostały użyte przez Brytyjczyków po raz pierwszy do „posprzątania” wielkiego bałaganu finansowego w londyńskim City, wywołanego pęknięciem w 1720 r. spekulacyjnej bańki Kompanii Mórz Południowych. Była to spółka, której działalność początkowo ograniczała się do handlu niewolnikami przewożonymi z Afryki Zachodniej do Ameryki Południowej. Jednak dzięki zaproszeniu do zarządu Kompanii króla Jerzego I, a także umiejętnie rozpowszechnianym plotkom, jej założycielom udało się przekonać inwestorów, że już wkrótce osiągnie ogromne zyski na handlu z hiszpańskimi koloniami w Ameryce, a tak-że obsłudze brytyjskiego długu państwowego (co gwarantowało stałe odsetki w wysokości 6 proc. rocznie). Atmosferę podgrzało wypłacenie pierwszym nabywcom akcji 100-procen-towej dywidendy. W rezultacie inwestycyjne szaleństwo opanowało całą Wielką Brytanię, a kurs akcji wzrósł ze 100 do 1000 funtów. Ponieważ była to czysta spekulacja, musiał nastąpić krach – w 1720 roku w ciągu 2 miesięcy cena spadła z powrotem do 100 funtów. Zrujnowało to nie tylko tysiące ludzi (20 tys. funtów „umoczył” w akcjach Kompanii m.in. Isaac Newton), ale także banki, które pożyczały im pieniądze na inwestycje. Krach nadszarpnął mocno zaufanie do państwa – prestiż operacjom Kompanii zapewniał przecież sam król. Brytyjskiemu rządowi nie pozostało więc nic innego, jak przejąć na siebie zadanie ratowania banków i depozytów ludzi, co finansowano m.in. emisją obligacji wieczystych.

LEPSZA HIPERINFLACJA NIŻ BOLSZEWICY

Dwa państwa nie przetrwały kataklizmu. Imperia Austro-Węgier i Rosji  rozpadły się jak domki z kart, co jeszcze bardziej pogłębiło finansowy chaos w Europie. W pierwszym przypadku większość wojennych długów anulowano z powodu „zniknięcia” banku centralnego w Wiedniu. W drugim – nowy bolszewicki rząd Rosji odmówił ich spłacania. Pozbawiony możliwości zaciągania nowych kredytów rozpoczął rabowanie majątku banków, firm i prywatnych obywateli. Chodziło nie tylko o utrzymanie się przy władzy, ale także o rozpoczęcie komunistycznej ekspansji na zachód Europy.

 

Polska weszła w odzyskaną niepodległość z zapisanymi w tzw. małym traktacie wersalskim zobowiązaniami finansowymi za część zadłużenia Rosji wobec Francji. A do tego bez żadnych rezerw finansowych, banków czy choćby sprawnego systemu podatkowego. Tymczasem straty wojenne na ziemiach polskich były ogromne – wyceniano je na 73 mld ówczesnych franków (trzy razy więcej niż we Francji). Sama tylko produkcja przemysłowa spadła o 70 proc. A już w 1920 r. ogromne pieniądze potrzebne były na kolejną wojnę – z bolszewikami.

Kiedy w czerwcu 1920 r. wyczerpał się francuski kredyt na dostawy wojskowe, rząd Władysława Grabskiego postanowił pozyskać pieniądze na „sposób brytyjski” – poprzez pożyczkę państwową. Nie spotkała się jednak z zainteresowaniem Polaków. Policjant Henryk Wardęski pisał w pamiętniku: „Ponieważ sytuacja na froncie nie poprawiała się, a włościanie słabo reagowali na pożyczkę państwową, okazała się potrzeba zmiany gabinetu. Gabinet Grabskiego upadł 24 lipca i tegoż dnia mianowany premierem Wincenty Witos. 30 lipca ogłosił odezwę do włościan, nawołując do zakupu pożyczki państwowej i do wstępowania do wojska”.

Działania Witosa nie mogły już zmienić sytuacji. Aby pokryć wydatki wojskowe, rząd musiał uciec się do ostatecznego środka – drukowania pustego pieniądza. O ile w 1919 r. deficyt budżetowy RP wynosił 9 mln marek polskich, o tyle pod koniec 1920 r. było to już 58,5 mln: finansowano nim ponad 70 proc. wszystkich wydatków państwa. W tym czasie siła nabywcza waluty spadła 66 razy. Ten sposób finansowania wojny musiał doprowadzić do hiperinflacji. W kwietniu 1924 r. za 1 dolara płacono już 9,25 mln marek polskich – ponad milion razy więcej, niż pod koniec 1918 r.! Bolszewików wypędziliśmy, ale byliśmy spłukani.

 

RACHUNEK ZA MONTE CASSINO

Niebawem kolejnych wydatków przysporzyła II wojna światowa. Na szczęście dzięki poświęceniu pracowników Banku Polskiego z kraju wywieziono rezerwy złota Skarbu Państwa [patrz FH 1/2015]. Polacy nie zamierzali ich jednak sprzedawać, by finansować dalszy wysiłek wojenny. Żywili przekonanie, że skoro dają sojusznikom wyszkolonych żołnierzy, to ci powinni zapłacić przynajmniej za ich uzbrojenie, umundurowanie, wyżywienie i zakwaterowanie. Podobnie jak za utrzymanie struktur ruchu oporu w okupowanej Polsce, dostarczających bezcennych informacji wywiadowczych.

Brytyjczycy byli jednak skrupulatni. Wyliczyli, że w 1945 r. byliśmy im winni pieniądze m.in. za 81 tys. wełnianych płaszczy, 6 tys. chusteczek do nosa, 112 tys. sznurowadeł, 16 tys. kalesonów oraz 4 tys. prześcieradeł, noży stołowych i łyżek. Oczywiście to tylko mikroskopijna część wszystkich należności. Szczegółowy rachunek opiewał na 152,5 mln funtów. Z tego na 73 mln funtów Brytyjczycy wycenili dostawy sprzętu i wyposażenia dla Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie, na 47,5 mln funtów – żołd i utrzymanie żołnierzy, a na 32 mln funtów – utrzymanie polskiej administracji cywilnej i Rządu RP na uchodźstwie. Wchodziły w to także pieniądze przekazane Armii Krajowej.

 

WYPŁATA W POLSKIM ZŁOCIE

Polska nie była w stanie tego spłacić, nie tylko z powodu wojennych zniszczeń i rabunków, ale także utraty części majątku narodowego, który po zmianie granic został przejęty przez władze sowieckie. Poza tym co najmniej połowa wydatków na utrzymanie konspiracji w kraju (21 mln USD) została pokryta ze środków w dyspozycji rządu RP na uchodźstwie.

Brytyjczycy okazali się realistami i umorzyli wydatki przeznaczone na sprzęt i uzbrojenie, a kwestię żołdu i utrzymania żołnierzy pozostawili w zawieszeniu, zastrzegając sobie prawo powrotu do tego tematu w przyszłości (jak dotąd – nie wrócili). Zażądali tylko spłaty 32 mln funtów za utrzymanie polskiej administracji: 3 mln funtów miało zostać zwrócone natychmiast z zasobów złota zdeponowanych w Londynie, a reszta w ratach w ciągu 20 lat.

Rachunek ten został przedstawiony nowemu komunistycznemu rządowi Polski. 24 czerwca 1946 r. minister spraw zagranicznych Zygmunt Modzelewski podpisał w Londynie stosowny układ, potwierdzony następnie przez prezydenta Bieruta. Dlaczego komuniści wzięli na siebie spłatę zobowiązań za utrzymanie rządu londyńskiego, a częściowo także AK? Był to warunek przejęcia przez nich części zdeponowanego za granicą złota [więcej o losie złota patrz FH 1/2015].

 

NIEMCY SPŁACILI, BRYTYJCZYCY JESZCZE NIE

Trzeba jednak oddać sprawiedliwość Brytyjczykom – sytuacja finansowa, w jakiej zna-leźli się po wojnie, była rzeczywiście tragiczna. Jedyne europejskie państwo na Zachodzie, które przez ponad 5 lat stawiało opór Hitlerowi, wyszło z II wojny światowej z deficytem budżetowym na poziomie 200 proc. PKB (ta-kim samym jak po wojnach napoleońskich). A do tego zadłużone na ogromne sumy. Część z nich stanowiły pożyczki, udzielone przez Stany Zjednoczone na… spłacanie długów z I wojny światowej, których z powodu wybuchu drugiej brytyjski rząd nie był w stanie realizować. Jednak największą wartość – około 31,4 mld ówczesnych dolarów (odpowiednik ok. 400 mld USD dziś) – miał sprzęt wojskowy i uzbrojenie, dostarczane w ramach amerykańskiego programu LendLease.

 

Szans na spłacenie zobowiązań nie było, bo po wojnie kolonialne imperium rozpadało się w zastraszającym tempie. Amerykanie nie mieli więc innego wyjścia, jak umorzyć niemal 90 proc. zadłużenia. Finansowe do-bijanie sojusznika w obliczu rozpoczynającej się właśnie zimnej wojny nie miało zresztą sensu. Pozostały dług, w wysokości 4,34 mld dolarów (odpowiednik dzisiejszych 30 mld funtów), Brytyjczycy spłacali przez kolejne 61 lat. Ostatnie dwie raty w wysokości 43 mln funtów dla USA i 12 mln funtów dla Kanady zostały uiszczone w grudniu 2006 r.

Przez 57 lat reparacje wojenne za I wojnę światową o równowartości 96 tys. ton złota spłacały Niemcy. Zobowiązanie w tej sprawie rząd RFN podjął w 1953 r. z zastrzeżeniem, że część długu zostanie uregulowana dopiero po zjednoczeniu kraju. Ostatnia część raty wynoszącej 125 mln euro została zapłacona w październiku 2010 r. Niemieckie reparacje trafiały głównie do Francji, co pomogło Pa-ryżowi w uregulowaniu starych wojennych zobowiązań wobec Wielkiej Brytanii i USA.

Stany Zjednoczone – wielki polityczny i finansowy beneficjent II wojny światowej – wciąż mają długi w postaci obligacji wojennych z lat 40. Ich właścicielami są amerykańskie firmy, banki, prywatne osoby i instytucje. Wiele tych papierów znajduje się w skarbcach amerykańskich metropolii. Wypłacane przez rząd USA odsetki wspomagają budżety m.in. Nowego Jorku, San Francisco i Chicago.

Nieco inaczej jest z brytyjskimi obligacjami wojennymi, których dziesiątą część rząd ma właśnie zamiar wykupić. Już w 1932 r. należności za wojny  XIX–wieczne zostały skonsolidowane z pożyczkami z czasów I wojny. Tych nowych consuli jest obecnie w obiegu około 120 tys., a ich wartość wynosi 1,94 mld funtów. Na spłatę samych odsetek od nich Londyn wydał dotąd 1,26 mld funtów. Dlaczego więc nie wykupi wszystkich consuli i nie umorzy ich, kończąc w tej sposób historię wojennych długów? Posiadaczami obligacji na najwyższe kwoty są nieujawnione z nazwy instytucje finansowe, które wciąż nieźle zarabiają na długach sprzed 100 lat. A jak uczy historia, każdy kraj potrzebuje zaprzyjaźnionych bankierów