Międzynarodowa Stacja Kosmiczna, która lata nam codziennie nad głowami przeżywa te same problemy, co statystyczni Kowalscy. Ledwie w czerwcu udało się wymienić pompę ssącą w sedesie po trwającej wiele dni, uciążliwej awarii, która zmusiła astronautów do załatwiania się „za rogiem” w wychodku zamontowanym w rosyjskim Sojuzie. Bez pompy toaleta urządzona w rosyjskim module Zwiezda, która normalnie pracuje podobnie, jak na Ziemi, nie wysysa fekaliów, które mogą nagle zacząć fruwać po całej stacji. Zapasową pompę przywiózł w czerwcu wahadłowiec Discovery. Nie minęło pięć miesięcy, a toaleta znowu się popsuła. Tym razem awaria jest tak samo poważna, jak poprzednio i dotyczy separatora gazów. Znowu nie można z niej korzystać i trzeba latać (dosłownie) do modułu Sojuz TMA-12, który jest już przycumowany do stacji. Niestety, nową część zapasową przywiezie wahadłowiec. We wtorek do stacji przycumuje Sojuz TMA-13 z kosmicznym turystą i dwoma nowymi członkami załogi. Przez kilka dni do toalet w obu Sojuzach tłoczyć się będzie sześciu mężczyzn. Niestety na części zamienne trzeba czekać do listopada. Wtedy też na stację poleci razem z innym wyposażeniem i zaopatrzeniem amerykańskim wahadłowcem Endeavour (misja STS-126) zupełnie nowa - także rosyjska - toaleta, za którą NASA zapłaciła 19 milionów dolarów. h.k.