Kawoszem nie jestem za dużym, dlatego chyba ogromną wagę przykładam do tego, żeby mieć sprzęt solidny, na długi lata, który wyciągnie co najlepsze z każdego ziarenka. Cierpkość nigdy mnie nie oczarowała jak wielu, ale jestem w stanie docenić kiedy coś jest dobrze wykonane. Z chęcią również przyjmuję efekt placebo, bo przysięgam, że z Fellow wszystko smakuje pysznie, a wygląda jeszcze lepiej.
Fellow debiutuje na IFA 2026 i mam nadzieję, że to nie była ich ostatnia wizyta
Każdego roku producenci z całego świata zjeżdżają się do stolicy naszego zachodniego sąsiada, aby w Berlinie ukazać najgorętsze artykuły swojego bieżącego katalogu, a i jest to też doskonała okazja, żeby odkryć trochę tajemnic dotyczących nadchodzących premier, co może przynieść trochę stresu.

Fellow przyjechało w zupełnie innym charakterze i trudno powiedzieć czy towarzyszyły im nerwy, czy raczej pełen luz. Wszystko dlatego, że Amerykanie przyjechali jako debiutanci, ale już z 13 latami doświadczenia w dostarczaniu użytkownikom produktów wysokiej jakości. Zatem musieli wiedzieć, że na pewno znajdą się wśród odwiedzających fani. Tacy jak na przykład ja.
Czytaj też: Nie każdy ekspres musi wyglądać jak tablet. Nivona stawia na coś znacznie ważniejszego
Przygotowane stoisko było dokładnie tym czym się można było spodziewać po Fellow, brak przepychu, ciepłe światło, mnóstwo kolorów i minimalistyczne bryły metalowych produktów korespondujących z naturalnymi odcieniami drewnianego wykończenia i blaskiem ceramicznej zastawy. Nie powiem, poczułem się trochę jak fan przed gwiazdą wysokiego kalibru.

Może dlatego, że do tej pory Fellow znałem głównie zza ekranu mojego monitora, obserwując jedynie oferty sklepów internetowych. Tym razem jednak amerykański producent w końcu przyjechał na tegoroczną edycję targów IFA i zabrał ze sobą wszystkie najnowsze produkty (jak Series 1 Espresso Machine i młynek Opus 2) dla domowych kawoszy. Udowadniając przy tym, że nawet ich waga to jest małe dzieło sztuki.

Oczywiście to się wiąże też z tym, że stety-niestety bardzo się cenią i ich produkty to artykuły, na które trzeba po prostu trochę poodkładać. Dla przykładu uwielbiam ich czajnik elektryczny, który jest idealny do parzenia herbat i zalewania przelewów, a także podtrzymuje wybraną temperaturę. Co więcej, dzióbek ma tak wyprofilowany, że nie ma obaw o nagły chlust wody lub za wysoką prędkość wylewania wody. Problem w tym, że przy cenie około 700 złotych, trudno jest sobie jego zakup usprawiedliwić.

W Berlinie pokazano także zestawy do matchy, co jest nie tylko odpowiedzią na duży trend i rosnącą ilośc fanów, ale też okazją do poszerzenia portfolio o kolejną ścieżkę rozwoju. Tym bardziej, że już teraz wśród kawiarnianych młynków, ekspresów jest dostępnych wiele sprzętu dla obydwu światów.
Są to na przykład bidony – lubię go używać, gdyż jego wewnętrzna powłoka szybko gubi zapachy i posmak kawy czy napojów – kubki, a także specjalne pojemniki do przechowywania kawy i herbaty. Po zakręceniu pojemnika powietrze jest wysysane wydłużając jakość przechowywanych produktów.

Uwielbiam też po prostu wspólny język łączący wszystkie produkty. Fellow chętnie korzysta z pastelowych kolorów lawendy, turkusu, a nawet brązu. Oczywiście są też czerń i biel, a wszystkie w matowym, stylowym wykończeniu. Projekt jest jednocześnie minimalistyczny, ale taki trochę na przekór, bo wiele krawędzi jest zaokrąglonych, a rączki czajników drewniane i wygodnie zaokrąglone.
Jest w nich coś ciepłego, że chce się po prostu je trzymać w domu, bo nie krzyczą z daleka, że zostały stworzone z myślą o kawiarniach, wręcz przeciwnie. To są produkty dla osób ceniących jakość i wygodę użycia, lecz w spokoju własnego domu, łącząc analogowe doświadczenia z cyfrową swobodą. To poranna kawa przelana do ceramicznego kubeczka, popijana przy głupotach w internecie lub gazecie, a i czemu nie, podczas dokańczania ostatniego rozdziału na Kindle’u. W skrócie – jest miło.
