powrót
Focus na życie w dobrym stylu
  • Najnowsze
  • Aktywność
  • Dom i ogród
  • Moda i uroda
  • Zdrowie

Focus na życie w dobrym stylu. Lifestyle'owy magazyn o zdrowiu, domu, podróżach, kulturze i relacjach - codziennie o tym, co realnie wpływa na jakość życia.

FacebookPlatforma XYoutubeInstagram

Nasze tematy

  • Najnowsze
  • Aktywność
  • Dom i ogród
  • Moda i uroda
  • Zdrowie
  • Parenting
  • Podróże
  • Kultura
  • Promocje
  • Styl życia
  • Pupile
  • Nauka

Redakcja

  • Polityka prywatności
  • Redakcja
  • Kontakt

© 2026 focus.pl. Wszystkie prawa zastrzeżone.

theprotocol.it
Styl życia

Singer DLS Turbo wygląda jak Porsche, które zjadło Ferrari F40 na śniadanie. I mam z tym pewien problem

Mam wrażenie, że w świecie drogich samochodów coraz trudniej odróżnić zachwyt od dobrze wyreżyserowanego szumu. Co kilka tygodni pojawia się coś limitowanego, karbonowego, ręcznie wykańczanego i tak drogiego, że cena przestaje być informacją, a zaczyna być elementem dekoracji. Singer DLS Turbo trafia jednak w trochę inne miejsce. Patrzę na niego i widzę auto, które wygląda, jakby ktoś wziął stare Porsche 911, zamknął je na weekend w garażu z Ferrari F40, Porsche 934/5 i całym archiwum obsesji z lat 70., a potem stwierdził: dobrze, teraz zróbmy to porządnie.

M
Monika Wojciechowska
1h temu·4 minuty·
Singer DLS Turbo wygląda jak Porsche, które zjadło Ferrari F40 na śniadanie. I mam z tym pewien problem

fot. Singer DLS Turbo / Greg Pajo

Chcesz czytać więcej treści jak „Singer DLS Turbo wygląda jak Porsche, które zjadło Ferrari F40 na śniadanie. I mam z tym pewien problem"?Dodaj Focus.pl do preferowanych źródeł w Google

I właśnie przez to trudno machnąć ręką. Bo Singer od lat gra na sentymencie do klasycznego 911, ale DLS Turbo idzie dalej. Jest szerszy, bardziej bezczelny, mocniej teatralny wizualnie, choć akurat tego słowa wolałabym nie nadużywać. Z przodu wygląda jeszcze jak elegancka rekonstrukcja marzenia o Porsche. Z tyłu zaczyna się impreza, na którą zaproszono turbodoładowanie, ogromne nadkola i skrzydło, którego nie da się wytłumaczyć słowem subtelność.

Porsche 911 po terapii szokowej

Bazą jest Porsche 911 generacji 964, czyli samochód z przełomu lat 80. i 90., który dla wielu fanów marki pozostaje jednym z najlepszych punktów wyjścia do restomodów. Singer robi z nim jednak coś znacznie bardziej złożonego niż klasyczne odświeżenie. DLS Turbo korzysta z 3,8-litrowego, podwójnie turbodoładowanego boksera, który rozwija 710 KM i 750 Nm. Silnik kręci się do 9000 obr./min, co samo w sobie brzmi jak drobna prowokacja wobec dzisiejszych aut, które często są szybkie, ale emocjonalnie wygładzone do poziomu aplikacji bankowej.

fot. Singer DLS Turbo / Greg Pajo

Napęd trafia na tył przez sześciobiegową manualną skrzynię Ricardo. To ważne, bo przy tej mocy manual nie jest już tylko romantycznym dodatkiem. Jest deklaracją, że kierowca nadal ma mieć ręce trochę zajęte. Auto waży około 1450 kg z płynami, a 62% masy przypada na tylną oś. W czasach, gdy supersamochody potrafią prowadzić kierowcę za rękę tak mocno, że człowiek zaczyna się czuć jak gość przy własnej kierownicy, taki układ brzmi niemal staroświecko. I bardzo dobrze.

fot. Singer DLS Turbo / Greg Pajo

F40 jako cień, ale nie kopia

Porównanie z Ferrari F40 nasuwa się samo, choć trzeba z nim uważać. F40 było brutalne, surowe, głośne i dalekie od dzisiejszego luksusowego komfortu. Singer DLS Turbo jest o wiele bardziej dopracowany, bogatszy w nowoczesną inżynierię i zbudowany z obsesją na punkcie detalu, która czasem graniczy z jubilerstwem. Mimo to podobieństwo emocjonalne jest czytelne. Chodzi o turbodoładowany temperament, wielkie tylne skrzydło, tylny napęd, manual i poczucie, że samochód nie został zaprojektowany po to, by łagodzić każdą nierówność charakteru.

fot. Singer DLS Turbo / Greg Pajo

Właśnie dlatego DLS Turbo działa na wyobraźnię. Przypomina, jak bardzo tęsknimy za autami, które mają wyraźny kształt emocjonalny. Dzisiejsze szybkie samochody bywają perfekcyjne, ale często są perfekcyjne w sposób laboratoryjny. Singer wygląda, jakby perfekcja dostała tu więcej pieprzu, trochę hałasu i tył szerszy niż zdrowy rozsądek.

Cena, która brzmi jak żart

Średni koszt DLS Turbo ma wynosić około 2,9 miliona dolarów, czyli mniej więcej 10,6 miliona zł. I tu zawsze pojawia się pytanie, czy jakikolwiek restomod może być tyle wart. Odpowiedź zależy oczywiście od stanu konta, ale też od podejścia do samochodów. Dla większości ludzi będzie to kwota kompletnie absurdalna. Dla kolekcjonerów – wejściówka do świata, w którym płaci się nie tylko za osiągi, ale za dostęp do bardzo konkretnej interpretacji motoryzacyjnej historii.

fot. Singer DLS Turbo / Greg Pajo

Szczególnie dobrze pokazuje to opcja dwóch zestawów paneli nadwozia. Kosztuje 175 tysięcy dolarów, czyli około 638 tysięcy zł. W normalnym świecie za taką kwotę można kupić świetny samochód. W świecie Singera kupuje się zapasową skórę dla auta, która przyjeżdża w wielkich transportowych skrzyniach. Prawda jest taka, że w tej klasie przesada jest częścią rytuału. Klient nie kupuje środka transportu. Kupuje możliwość stania przy aucie z filiżanką kawy i przekonaniem, że każda śrubka została omówiona dłużej niż niejeden budżet domowy.

Rzemiosło kontra współczesna nuda

Najbardziej przekonuje mnie w DLS Turbo upór, z jakim Singer traktuje motoryzację jako rzemiosło. Ten samochód ma oczywiście karbon, zaawansowaną aerodynamikę, potężne hamulce, nowe chłodzenie i nowoczesne systemy bezpieczeństwa. Ale pod spodem nadal jest idea bardzo mechanicznego kontaktu. Kierowca ma słyszeć, czuć i podejmować decyzje. Ma korzystać z manuala, panować nad tylnym napędem i żyć z tym, że szeroki tył nie jest tylko ozdobą do zdjęć.

fot. Singer DLS Turbo / Greg Pajo

W tym sensie DLS Turbo jest ciekawą odpowiedzią na motoryzację, która coraz częściej zamienia emocje na parametry. Przyspieszenie? Będzie. Prędkość ponad 320 km/h? Również. Ale liczby nie wyjaśniają, dlaczego ludzie wzdychają do tego auta bardziej niż do wielu nowych hiperaut. Myślę, że chodzi o coś prostego: ono wygląda, jakby mogło człowieka trochę przestraszyć. A w dzisiejszych samochodach za miliony często brakuje właśnie tego lekkiego ukłucia niepewności.

Singer DLS Turbo nie jest autem racjonalnym. Nie obroni się praktycznością, ceną, komfortem ani ekologicznym sumieniem. Trudno nawet powiedzieć, że jest potrzebny. Ale motoryzacja nigdy nie żyła wyłącznie rzeczami potrzebnymi. Żyła też przesadą, ambicją, ryzykiem i ludźmi, którzy uznawali, że zwykłe wystarczy tylko do pewnego momentu.

fot. Singer DLS Turbo / Greg Pajo

Czy DLS Turbo jest równie ekscytujący jak Ferrari F40? Nie wiem, czy takie porównanie da się uczciwie rozstrzygnąć, bo F40 było dzieckiem swojej epoki, a Singer jest świadomym powrotem do tamtych emocji z dzisiejszym zapleczem technicznym. Ale dawno nie widziałam auta, które tak bezczelnie przypomina, że samochód może być trochę nierozsądny, trochę przerysowany i przez to dziwnie pociągający. Nawet jeśli patrzymy na niego z bezpiecznej odległości, najlepiej z kalkulatorem schowanym głęboko w szufladzie.

Spodobał Ci się ten artykuł?

Daj znać autorowi — kliknij wielokrotnie.

Chcesz czytać więcej treści jak „Singer DLS Turbo wygląda jak Porsche, które zjadło Ferrari F40 na śniadanie. I mam z tym pewien problem"?Dodaj Focus.pl do preferowanych źródeł w Google
Udostępnij
FacebookX