powrót
Focus na życie w dobrym stylu
  • Najnowsze
  • Aktywność
  • Dom i ogród
  • Moda i uroda
  • Zdrowie

Focus na życie w dobrym stylu. Lifestyle'owy magazyn o zdrowiu, domu, podróżach, kulturze i relacjach - codziennie o tym, co realnie wpływa na jakość życia.

FacebookPlatforma XYoutubeInstagram

Nasze tematy

  • Najnowsze
  • Aktywność
  • Dom i ogród
  • Moda i uroda
  • Zdrowie
  • Parenting
  • Podróże
  • Kultura
  • Promocje
  • Styl życia
  • Pupile
  • Nauka

Redakcja

  • Polityka prywatności
  • Redakcja
  • Kontakt

© 2026 focus.pl. Wszystkie prawa zastrzeżone.

theprotocol.it
Styl życia

Fiolet wraca na nadgarstek. Glashütte Original robi z nim coś ciekawego

W zegarkach inspirowanych latami 60. łatwo o przebranie. Trochę wypukłego szkła, smukłe indeksy, zaokrąglona koperta i już można opowiadać o duchu epoki, nawet jeśli finalnie powstaje przedmiot grzeczny jak folder z hotelowego lobby. Glashütte Original Sixties Chronograph Annual Edition 2026 idzie inną drogą, bo zamiast kolejnej bezpiecznej wariacji na temat vintage dostajemy fioletową tarczę, która natychmiast ustawia cały zegarek w innym świetle.

M
Monika Wojciechowska
57 min temu·4 minuty·
Fiolet wraca na nadgarstek. Glashütte Original robi z nim coś ciekawego

fot. Glashütte Original

Chcesz czytać więcej treści jak „Fiolet wraca na nadgarstek. Glashütte Original robi z nim coś ciekawego"?Dodaj Focus.pl do preferowanych źródeł w Google

Glashütte Original od lat korzysta z kolekcji Sixties jak z własnego archiwum nastrojów. Annual Edition to odsłony produkowane przez ograniczony czas, zwykle wyróżniające się kolorem i fakturą tarczy. W 2026 roku padło na fiolet – barwę ryzykowną, bo w zegarkach luksusowych bardzo łatwo może skręcić w stronę gadżetu, kokieterii albo sezonowej fanaberii.

Tarcza ma wyraźną fakturę i efekt przejścia tonalnego, z jaśniejszym środkiem oraz ciemniejszymi krawędziami. To drobiazg, który zmienia odbiór całości. Fiolet nie wygląda jak kolor wybrany w konfiguratorze, tylko jak powierzchnia, która inaczej zachowuje się w świetle. Przy zegarku za około 10 000 dolarów, czyli mniej więcej 37 tysięcy zł, takie niuanse przestają być ozdobnikiem. To one tłumaczą, dlaczego ktoś miałby patrzeć na ten model dłużej niż przez kilka sekund.

Chronograf, który nie wygląda jak narzędzie do liczenia świata

Sixties Chronograph Annual Edition 2026 ma stalową kopertę o średnicy 42 mm. To rozmiar współczesny, ale forma zegarka wyraźnie trzyma się linii vintage: wypukłe szkło szafirowe, zaokrąglone kształty, smukłe wskazówki, dwa subtarcze i brak wizualnego bałaganu. Chronografy często cierpią na potrzebę udowodnienia, że potrafią mierzyć wszystko naraz. Ten model wygląda spokojniej, choć nie jest ascetyczny.

fot. Glashütte Original

Układ tarczy jest prosty: mała sekunda i licznik 30-minutowy. Do tego automatyczny mechanizm manufakturowy Calibre 39-34, pracujący z częstotliwością 4 Hz i oferujący około 40 godzin rezerwy chodu. Przez przeszklony dekiel można zobaczyć wykończenie typowe dla Glashütte Original, między innymi płytę trzy czwarte, pasy Glashütte, fazowane krawędzie, polerowane śruby i regulację z łabędzią szyjką.

Dla osób spoza zegarkowej bańki brzmi to pewnie jak katalog detali, którymi kolekcjonerzy potrafią się ekscytować nad kawą przez pół poranka. Ale w tym przypadku mechanika ma znaczenie także dla charakteru zegarka. Glashütte Original nie sprzedaje wyłącznie koloru tarczy. Pod fioletową powierzchnią jest klasyczne niemieckie rzemiosło, bardziej techniczne i zdyscyplinowane niż sama estetyka mogłaby sugerować.

Niemieckie retro bez kompleksów wobec Szwajcarii

Glashütte ma w świecie zegarków pozycję szczególną. To małe saksońskie miasto od dawna funkcjonuje jako jeden z najważniejszych adresów niemieckiego zegarmistrzostwa, trochę w opozycji do dominującej szwajcarskiej narracji. I chyba właśnie dlatego takie modele jak Sixties Chronograph są ciekawe. Nie kopiują szwajcarskiego przepisu na elegancję, tylko pokazują inną wrażliwość: bardziej techniczną, czasem surowszą, ale tutaj przełamaną kolorem, który mógłby spokojnie trafić na okładkę psychodelicznej płyty.

fot. Glashütte Original

Mam wrażenie, że w luksusowych zegarkach kolor stał się w ostatnich latach jednym z najważniejszych pól walki o uwagę. Zielone, łososiowe, błękitne, bordowe i fioletowe tarcze pojawiają się coraz częściej, bo klasyczna stalowa elegancja sama w sobie przestała wystarczać. Problem w tym, że wiele takich projektów kończy jako ładna odmiana znanego modelu. Tutaj barwa wyraźnie niesie cały pomysł. Bez niej ten chronograf nadal byłby udanym zegarkiem, ale znacznie mniej zapadającym w pamięć.

Luksus coraz częściej potrzebuje odrobiny odwagi

Ciekawy jest też sam mechanizm edycji rocznej. Produkcja ograniczona czasowo, bez jasno podanej liczby egzemplarzy, od razu uruchamia zegarkowy odruch: kto się zawaha, może później szukać na rynku wtórnym. Można na to patrzeć sceptycznie, bo luksus świetnie opanował sztukę budowania napięcia wokół dostępności. Z drugiej strony, przy tak charakterystycznym kolorze ograniczona obecność ma pewną logikę. Fioletowy chronograf nie musi wisieć w katalogu przez dekadę.

fot. Glashütte Original

Nie jest to zegarek dla kogoś, kto chce dyskretnie zniknąć pod mankietem. Czarna syntetyczna opaska trochę uspokaja całość, ale tarcza i tak pozostaje główną bohaterką. Wodoszczelność na poziomie 30 metrów przypomina, że mamy do czynienia raczej z eleganckim chronografem niż codziennym twardzielem do wszystkiego. To zegarek do noszenia z przyjemnością, lecz bez udawania, że przetrwa każdy weekendowy plan.

Glashütte Original Sixties Chronograph Annual Edition 2026 pokazuje, że inspiracja przeszłością wcale nie musi prowadzić do zachowawczości. Ten model bierze z lat 60. formę, kolor i pewną śmiałość, ale nie wygląda jak rekwizyt. Jest dopracowany, technicznie poważny i wizualnie odważniejszy niż wiele chronografów, które kosztują podobne pieniądze, a zachowują się estetycznie tak, jakby bały się zdjąć marynarkę.

Nie każdy zaakceptuje fiolet na nadgarstku. I dobrze. Luksusowy zegarek, który wszystkim wydaje się równie poprawny, często po tygodniu znika z pamięci. Ten ma większą szansę zostać w głowie, nawet jeśli ktoś uzna, że to za dużo koloru jak na codzienną elegancję. Mnie przekonuje właśnie ta niedzisiejsza swoboda.

Spodobał Ci się ten artykuł?

Daj znać autorowi — kliknij wielokrotnie.

Chcesz czytać więcej treści jak „Fiolet wraca na nadgarstek. Glashütte Original robi z nim coś ciekawego"?Dodaj Focus.pl do preferowanych źródeł w Google
Udostępnij
FacebookX