Rekordowe półrocze i nagłe wyhamowanie
Pierwsze sześć miesięcy 2025 roku było absolutnie wyjątkowe. Chiny dodały wtedy aż 212 GW mocy fotowoltaicznej, co samo w sobie jest liczbą trudną do wyobrażenia. Szczególnie maj okazał się miesiącem szaleństwa. Uruchomiono wtedy elektrownie o mocy 92,9 GW, podczas gdy rok wcześniej było to zaledwie 19 GW. Ten ekspresowy wyścig miał konkretny powód. Inwestorzy chcieli zdążyć przed wygaszeniem systemu gwarantowanych taryf, który przestał obowiązywać z końcem maja. Nic dziwnego, że już w czerwcu wyniki były znacznie skromniejsze: zaledwie 14 GW nowych instalacji. Lipiec tylko potwierdził, że era łatwych rekordów dobiegła końca.
Czytaj też: Ta technologia zmienia oblicze fotowoltaiki. Ogniwa słoneczne w nowym wydaniu biją rekordy
Pekin nie pozostaje bierny wobec tej sytuacji. Wprowadzona w lipcu dyrektywa rządowa wyraźnie zmierza do ograniczenia nadprodukcji i tak zwanej “konkurencji inwolucyjnej”. To celowe działanie mające przestawić branżę z ilości na jakość. Efekty są już widoczne. Firmy takie jak JinkoSolar i Tongwei obniżyły wskaźniki wykorzystania mocy produkcyjnych. Producenci szkła solarnego zmniejszyli produkcję o 30 procent. To nie jest kryzys, tylko zaplanowana zmiana strategii. Chodzi o przejście od ekspansji wolumenowej do rozwoju opartego na innowacjach.
Zachodni konkurenci w defensywie
Chińska transformacja boleśnie uderza w zachodnich producentów. Weźmy przykład niemieckiego SMA Solar, który odnotował stratę netto w wysokości 42,4 mln EUR w pierwszej połowie roku. To spadek o 196,1 procent w porównaniu z tym samym okresem rok wcześniej. Tymczasem chińskie firmy, choć też zmagają się z problemami, pokazują oznaki adaptacji. LONGi zmniejszyło straty o 2,661 mld RMB przy przychodach 32,813 mld RMB. JA Solar poprawiła wyniki finansowe, redukując straty w drugim kwartale o ponad 40 procent kwartał do kwartału. Dla europejskich deweloperów, którzy w 40 procentach polegają na chińskich modułach, sytuacja staje się coraz bardziej skomplikowana. Muszą mierzyć się z nadmiernymi zapasami i pytaniami o jakość, choć ostatnia 22-procentowa zwyżka cen płytek typu N może nieco uspokoić nastroje.
Chiny nie zamierzają rezygnować z pozycji lidera. W odpowiedzi na jakościową presję, kraj inwestuje w spektakularne projekty. China Three Gorges ogłosiło przetarg na nową bazę energetyczną na pustyni Kubuqi: 8 GW fotowoltaiki i 4 GW wiatru połączone z 5 GWh magazynowania. Wartość inwestycji szacowana jest na około 80 mld RMB. W segmencie fotowoltaiki zintegrowanej z budynkami strategiczna współpraca między LONGi i Center Int przynosi efekty w zakresie zakrzywionych wiat magazynujących węgiel. To wyraźny sygnał, że chińska branża nie odda pola zachodnim konkurentom w obszarze wysokich technologii.
Co dalej z globalnym rynkiem?
Analitycy prognozują znaczące spowolnienie inwestycji w chińską fotowoltaikę w drugiej połowie 2025 roku. Eksperci Natixis szacują powstanie elektrowni o mocy około 88 GW, podczas gdy analitycy Fitch przewidują około 98 GW. To wciąż liczby nieosiągalne dla jakiegokolwiek innego kraju, ale symbolizują koniec chińskiej ekspansji opartej wyłącznie na ilości. Całkowita moc fotowoltaiki zainstalowana w Chinach przekroczyła już 1 TW, co utrwala pozycję tego kraju jako niekwestionowanego lidera energii słonecznej. Spowolnienie w chińskich inwestycjach może jednak oznaczać dodatkowe wyzwanie dla tamtejszych producentów paneli, którzy już odczuli skutki globalnej nadpodaży i spadku cen modułów w 2024 roku.
Czytaj też: Chiński internet nagle stracił łączność ze światem. Eksperci ostrzegają przed konsekwencjami
Chińskie władze nie próżnują także na poziomie regionalnym. Prowincja Hubei wprowadziła przepisy wymagające, aby ogólne systemy przemysłowe i komercyjne samodzielnie zużywały co najmniej 50 procent rocznej produkcji. CHN Energy – czołowy chiński budowniczy fotowoltaiki – przestawia się z ilości na optymalizację wartości, zaostrzając progi zwrotu i stawiając na mega-bazy na pustyniach oraz zintegrowane centra hydro-wiatrowo-słoneczne. Chińska fotowoltaika wkracza w nową fazę. Po latach szaleńczej ekspansji, branża skupia się na jakości i efektywności. To może oznaczać stabilizację globalnego rynku paneli, ale także zaostrzenie technologicznej rywalizacji między chińskimi a zachodnimi producentami. Dla reszty świata to zarówno szansa, jak i ostrzeżenie: wyścig dopiero się rozpędza, lecz jego reguły właśnie ulegają zmianie.