Badania ciał 12 zmarłych niedawno pacjentów szpitala w Lannion zabitych przez COVID-19, chorujących ciężko - choć z typowymi objawami, przyniosły nieoczekiwany rezultat. U 7 osób wymaz z nosa i konsekwentny test reakcji łańcuchowej polimerazy nie pozwolił wykryć wirusa. Udało się to dopiero po przetestowaniu krwi lub próbek śluzu z płuc. Fakt, że w Bretanii pojawił się nowy wariant potwierdzili genetycy z instytutu Ludwika Pasteura w Paryżu po zsekwencjonowaniu genomu patogenu.

Wczesne analizy tej odmiany SARS-CoV-2 nie wskazują, aby zmutowany patogen był bardziej zaraźliwy, albo prowadził do dużo poważniejszych dla pacjenta objawów COVID-19 niż znane dotąd warianty, ogłosiło francuskie ministerstwo zdrowia. - Bardzo możliwe, że ten wariant po prostu niezwykle szybko przenosi się z górnych do dolnych dróg oddechowych – sugerował na konferencji prasowej Alain Tertre, regionalny dyrektor Sante Publique France. I dlatego trudniej go znaleźć w próbkach z nosa.

Trwające eksperymenty pokażą, jak radzą sobie z nim dostępne na rynku szczepionki lub/i przeciwciała obecne u ozdrowieńców. W oczekiwaniu na wyniki władze Francji zapowiedziały częstsze testowanie. Nowe warianty mogą zaprzepaścić wysiłek poświęcony na immunizację.

Utrudnione wykrywanie patogenu sprawiło, że „francuski” wariant trafił na listę wirusów VUI (warianty pod obserwacją) Światowej Organizacji Zdrowia, ale jeszcze nie VOC (wirusy budzące obawy), gdzie są chwilowo warianty „brazylijski”, „brytyjski” oraz „południowoafrykański”.