„W pierwszej kolejności warto upatrzyć sobie kontenery przy sklepach popularnych sieci handlowych. Tam wyrzucają wszystko jak leci” – mówi Ania z Warszawy, która z freeganizmem spotkała się pierwszy raz w Holandii. Jeszcze 3–4 lata temu, kiedy moda na freeganizm dopiero wchodziła do Polski, sama chętnie organizowała wypady na śmietnik z przyjaciółmi ze studiów. „To, jakie jedzenie ludzie wyrzucają, woła o pomstę do nieba. Opakowania nietkniętych i dobrych warzyw czy hermetycznie zapakowanych wędlin, których data ważności kończyła się w tym samym dniu, to najczęstsze przykłady, z jakimi się spotykaliśmy” – mówi.

40% jedzenia ląduje na śmietniku z powodu nieprzemyślanych zakupów.

Ruch freegański najlepiej zorganizowany jest w Nowym Jorku. Tam, podobnie jak w Barcelonie, powstały nawet specjalne przewodniki po najlepszych śmietnikach w mieście. Dzięki nim wiemy, że np. wegańska knajpka w Greenwich Village zawsze po 22 godz. wyrzuca cały worek smażonych azjatyckich potraw, a piekarnia w Cincinnati bajgle i francuskie pieczywo.

Nie każdy ma ochotę na grzebanie w śmietnikach, dlatego zmyślni Amerykanie (znowu!) Dan Newman i Bryan Summerset wpadli na pomysł, jak uchronić jedzenie przed wylądowaniem w koszu i dostarczyć je, zanim stanie się nieprzydatne potrzebującym. Dwaj panowie stworzyli aplikację o nazwie Leftover Swap (z ang. wymiana resztkami). Ich pomysł jest prosty: jeśli nie zjedliśmy np. całej pizzy i chcemy się z kimś podzielić nietkniętymi kawałkami, wystarczy zrobić ich zdjęcie, wrzucić je do wirtualnego katalogu i czekać, aż ktoś się zgłosi. „Jeśli masz dobry kontakt ze swoimi sąsiadami i nie chcesz jeść tej samej dyniowej zupy przez cały tydzień, czemu nie spróbować i nie wysłać im zdjęcia parującego garnka?” – pyta Newman.

9 mln ton jedzenia wyrzucają rocznie Polacy. Pod tym względem zajmujemy piąte miejsce w Europie.

Coraz większą popularnością cieszą się akcje typu SWAP, podczas których na prywatnych kiermaszach spożywczych ludzie wymieniają się jedzeniem. „Jeśli przygotowaliśmy w domu kilkanaście słoików marmolady, możemy kilka z nich zabrać ze sobą na SWAP i wymienić na coś, co nas interesuje, na przykład na świeży chleb lub warzywa” – mówi Vicky Swift, pomysłodawczyni żywnościowej wymiany. Trasę wymian można śledzić na stronie: www. foodswapnetwork.com.

Walkę z plagą marnotrawstwa podjęli również Niemcy. W 2012 roku powstała tam platforma Foodsharing.de stworzona przez dziennikarza Valentina Thurna, którego przeraziły statystyki: przeciętny Niemiec wyrzuca rocznie blisko sto kilogramów wciąż przydatnego jedzenia. Za pośrednictwem wymyślonej przez niego internetowej strony niepotrzebne produkty żywnościowe można oddawać. Każdy chętny może się zgłosić pod wskazany na portalu adres i za darmo odebrać niepotrzebną komuś innemu żywność. Obowiązuje tylko jedna zasada: nie pozbywamy się jedzenia, którym sami się brzydzimy. Pomysł chwycił, a w dużych miastach w supermarketach i halach kupieckich funkcjonują nawet specjalnie wydzielone stanowiska (po niem. Umsonstladen), gdzie każdy może zostawić żywność lub za darmo zabrać ją dla siebie.

Do akcji Thurna dołączają się również sklepy. Przeznaczają na rozdawaną żywność specjalne półki, kosze, a nawet specjalne lodówki z przeszkloną witryną. Wydzielone miejsca w sklepie zaczynają funkcjonować również w Szwecji, a w nękanej kłopotami finansowymi Portugalii darmowe posiłki powstają z resztek oferowanych przez restauracje. Czy platforma taka jak Foodsharing miałaby szansę zaistnieć w Polsce? Wątpi w to dr hab. Krystyna Rejman, kierownik Zakładu Wyżywienia Ludności SGGW. „W Polsce górę biorą przepisy. Dopiero niedawno sklepikarzy i restauratorów zwolniono z podatku VAT za nieodpłatne przekazywanie żywności potrzebującym. Jeśli tego typu decyzje musimy podejmować na najwyższym szczeblu, nigdy nie zrobimy więcej” – tłumaczy swój pesymizm dr Rejman i dodaje: „Efekt jest taki, że zamiast pomagać, zastanawiamy się najpierw, czy jest to zgodne z prawem”.

Zmiany prawne jednak następują. Od października 2013 r. przestały u nas obowiązywać kontrowersyjne przepisy, które nakładały na detalistów podatek VAT za rozdawanie jedzenia biednym. Do tej pory symbolem nieżyciowego prawa był piekarz z Legnicy, który za oddawanie pieczywa bezdomnym otrzymał wezwanie do zapłaty kilkunastu tysięcy złotych podatku od darowizny. Mimo to handlowcy niechętnie oddają potrzebującym produkty z kończącym się terminem ważności. Dlaczego? Wśród wymienianych powodów jest m.in. brak stosownych rozwiązań informatycznych do ewidencjonowania darowizn na cele charytatywne (jest to wymagane przy rozliczeniach z fiskusem).