Oczywiście, że Piłsudski spoczywa na Wawelu – odpowiada bez namysłu profesor Tomasz Nałęcz, historyk, badacz życia Marszałka. Jednak już w chwilę później i on ma wątpliwości. „Właściwie to tych miejsc jest więcej. To ludzkie serca i umysły doceniające polityczny geniusz Piłsudskiego, to Wawel gdzie leży ciało, ale i wileńska Rossa z sercem. I to nieznane miejsce, gdzie jest jego mózg” – wylicza. Niby prosta odpowiedź na pytanie, które miejsce powinniśmy uznać za miejsce pochowania Marszałka, staje się skomplikowana. „Narodowa relikwia? To bardzo złożone zagadnienie. Nie ma tutaj jednej zasady – zaczyna ksiądz profesor Jan Kracik, który jest autorem książki poświęconej relikwiom. – Relikwia to rzecz przypisana do postaci. To może być szabla, strzępek szaty. Serce jest taką jakby ruchomą częścią, którą można po śmierci oddzielić od ciała. To przecież nie tak znowu rzadko się zdarzało. Mózg? I mózg też” – kontynuuje swój miniwykład. Jak wyglądało ciało Józefa Piłsudskiego, wiemy doskonale. Zachowały się zdjęcia, są filmy. O jego szlachetnym sercu też wiemy sporo, chociażby ze wspomnień współpracowników. Ba, znamy nawet dziś jego głos, bo jak sam mówił „piątego dziewiątego dwudziestego czwartego” [tak sam podał datę nagrania – przyp. red.]: „Stoję przed jakąś dziwną trąbą i myślę, że głos mój ma się oddzielić ode mnie i pójść w świat beze mnie, jego właściciela. Zabawne pomysły mają ludzie!”. Tymczasem i on sam nie był od takich pomysłów wolny. Jedenaście lat później zdecydował się oddać nie głos, ale swój mózg. Dla dobra nauki.

Jedną drogą za sercem

Józef Piłsudski zmarł w Belwederze 12 maja 1935 roku o godzinie 20.45. Natychmiast przystąpiono do realizacji ostatniej woli Komendanta zapisanej na kartce zatytułowanej „Na wypadek nagłej śmierci”. Piłsudski pisał tam: „Nie wiem, czy nie zechcą mnie pochować na Wawelu. Niech! Niech tylko moje serce wtedy zamknięte schowają w Wilnie, gdzie leżą moi żołnierze, co w kwietniu 1919 roku mnie jako wodzowi Wilno jako prezent pod nogi rzucili (…)”. Marszałek prosił też o sprowadzenie szczątków matki i złożenie ich razem z jego sercem. I stało się tak, jak chciał. Ciało spoczęło na dwa lata w wawelskiej Krypcie św. Leonarda (potem przeniesiono je do Krypty Srebrnych Dzwonów), serce zaś w pierwszą rocznicę śmierci pochowano pod płytą z napisem „Matka i Serce Syna” na Rossie. Ostatnim niezapisanym, ale zdradzonym najbliższym punktem, co ma się stać po śmierci, były losy mózgu Naczelnego Wodza. Ten miał śladami serca podążyć do Wilna. Tam na ulicy Letniej pod numerem piątym w drewnianym domku na poddaszu działał Polski Instytut Badań Mózgu. Kierował nim prof. Maksymilian Rose. I to on miał przeprowadzić badania.

Już w nocy z 12 na 13 maja zabalsamowano zwłoki Marszałka, a sześć godzin później wyjęto mózg. Ważył wtedy 1460 gram. Robota była bardzo precyzyjna i trzeba było się spieszyć. Aby mózg nadawał się do badań, nie mogło minąć więcej niż 24 godziny od śmierci. Kierownik Pracowni Anatomopatologicznej w Warszawie major doktor Wiktor Kaliciński poradził sobie z presją.Jak wynika z książki Maksymiliana Rosego „Mózg Józefa Piłsudskiego”, 13 maja o godzinie 7.45, a więc równo 10 godzin po śmierci Marszałka, jego mózg trafił do specjalnego roztworu (10 proc. formaliny, 5 proc. soli karlsbadzkiej i 5 proc. wodnego nasyconego roztworu hydratu chloralu). Po kolejnych 30 godzinach przełożono go do 10-proc. roztworu formaliny. Główny badacz mózgu prof. Rose pojawił się w Warszawie osiem dni po śmierci Piłsudskiego. Nie było go więc, kiedy w Belwederze 15 maja stworzono specjalny akt przekazania mózgu w depozyt. Do momentu zajęcia się nim przez naukowców (do badania mózgu Józefa Piłsudskiego powołano specjalny zespół najlepszych specjalistów w kraju. W skład komisji weszli profesor Kazimierz Orzechowski z Uniwersytetu Warszawskiego, kierownik Kliniki Neurologicznej, Stefan Pieńkowski z Uniwersytetu Jagiellońskiego i wspomniany już prof. Maksymilian Rose z Uniwersytetu Stefana Batorego w Wilnie), mózgiem miał opiekować się ppłk doktor Stefan Mozołowski.

Kiedy Rose w końcu pojawił się w Warszawie, komisja przystąpiła do pracy. Zaczęto od oględzin. Nie zachowały się niestety dokładne zapisy uszkodzeń, jakie poczyniono, wyjmując mózg z czaszki. Niektóre można zobaczyć jednak na fotografiach, które wykonano tego samego dnia. Potem rozpoczęła się ostatnia udokumentowana podróż jednej z trzech części ciała Naczelnego Wodza. „Mózg Marszałka otrzymałem w Warszawie w Pałacu Belwederskim dnia 21 maja 1935 r. o godz. 3 po południu z rąk rotmistrza Aleksandra Hrynkiewicza i przewiozłem go tego samego dnia w towarzystwie pułkownika Stefana Mozołowskiego do Wilna, gdzie umieszczony został w kierowanym przeze mnie Polskim Instytucie Badań Mózgu” – pisze Rose. Tylko czy rzeczywiście tak było? Bożena Borysowicz, w obszernym cyklu poświęconym działalności PIBM w Wilnie, publikowanym na łamach wileńskiego „Naszego Czasu”, przytacza jeszcze relacje trzech innych osób. Jedna opowiada o podróży pociągiem, inna samochodem, trzecia o specjalnej delegacji wojskowej. Niezaprzeczalny jest jednak fakt, że pod koniec maja 1935 roku mózg Marszałka Piłsudskiego dotarł do Wilna i umieszczony został w zbudowanym w tym celu swoistym mauzoleum na tyłach budynku PIBM. Do dziś po mauzoleum nie zachował się żaden ślad.

Czas badań

 

Kiedy mózg trafił już do Wilna, nic nie stało na przeszkodzie, by rozpocząć badania. „Prace nad mózgiem prowadzone przez prof. Rosego i jego zespół miały charakter anatomiczno- -porównawczy i architektoniczno-porównawczy mózgów ludzi i ssaków. Zmierzały one do wyjaśnienia budowy i funkcji tych części mózgu, które są im wspólne – mówi dr Mieczysław Sopek, emerytowany pracownik Zakładu Anatomii Prawidłowej Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku. – Tego typu placówki, zajmujące się budową istoty szarej mózgu, funkcjonowały wówczas tylko w Wiedniu, w Berlinie i w Moskwie – dodaje dr Sopek. Dr Mieczysław Sopek wraz z dr Magdaleną Szkudlarek od lat badają losy wileńskiego Instytutu. Wśród zebranej przez nich bogatej dokumentacji znajdują się też materiały dotyczące badań mózgu samego Józefa Piłsudskiego. „Fakt, że Marszałek Piłsudski przekazał swój mózg na cele badawcze, nikogo nie powinien dziwić – mówi dr Szkudlarek. – Na przełomie XIX i XX wieku badania tego typu były bardzo popularne, zwłaszcza jeśli chodzi o ludzi wybitnych. Porównywano mózgi geniuszy z mózgami ludzi przeciętnych lub aspołecznych w nadziei, że tego typu badania wykażą jakieś prawidłowości lub różnice strukturalne. Dzięki temu możliwe byłoby zdefiniowanie zasad podziału ludzi na podstawie budowy mózgu”. „Przy opracowywaniu mózgów osób wybitnych prof. M. Rose sprecyzował pewne zasady, według których naukowcy powinni je badać – dodaje. – Zalecał, by skupiać się wyłącznie na porównywaniu mikroskopowym komórek istoty szarej mózgu, gdyż tylko one są niezmienne. Analizowano szerokość kory i układ jej warstw, gęstość i wielkość komórek oraz ich kształt. Takie opracowanie mózgu było bardzo żmudne i ryzykowne, preparat mógł bowiem łatwo się uszkodzić. Dlatego był poddany dokładnej obróbce” – wyjaśnia.

Według procedury opisanej przez dr. Mieczysława Sopka mózgi utrwalano w mieszaninie alkoholu i formaliny, a następnie krojono specjalnym narzędziem na bloki. Tak spreparowane skrawki dokładnie fotografowano jeszcze przed zatopieniem. Następnie przeprowadzano przez alkohole o coraz wyższych stężeniach i ostatecznie zanurzano w parafinie. Kolejnym etapem było krojenie bloków mózgu na bardzo cienkie skrawki. „Z mózgu jednego człowieka uzyskiwano około 12 tysięcy takich płatów – mówi dr Sopek. – Skrawki czasem barwiono, zależnie od części mózgu i celu wykonywanych badań. W procesie przygotowywania preparatów liczył się każdy etap. Od sumienności i precyzji naukowca zależało, czy osiągnięty wynik zostanie uznany za wiarygodny i miarodajny”. Dr Magdalena Szkudlarek dodaje, że całe postępowanie badawcze było inne niż zwykle.

W przypadku mózgu Marszałka zachowano wszystkie spreparowane skrawki, choć zazwyczaj zatrzymywano tylko trzy na dziesięć. „Zespół prof. Rosego uznał, że rozwój nauki umożliwi w przyszłości dokładniejsze badania. Poza tym wszystkie zdjęcia do »Mózgu Józefa Piłsudskiego« wykonano w ówcześnie najlepszej jakości, używając wyłącznie oryginalnych kopii fotograficznych” – mówi dr Szkudlarek i dodaje, że tom pierwszy pracy wyszedł w 1938 roku, już po nagłej śmierci Rosego. Książkę wydano w renomowanej drukarni Józefa Zawadzkiego. Wyszła w wersji dwujęzycznej – polskiej i francuskiej z atlasem trzydziestu pięciu fotografii. Zbiór zdjęć umieszczono w dużym etui, oprawionym w płótno tkane ludowym wzorem wileńskim. Etui zamykało się klamrami w kształcie orłów polskich. Prof. Rose nie podał wyników swojej pracy, gdyż te zaplanował ujawnić na zakończenie badań, a więc wiele lat później. Badaniom pragnął poświęcić się całkowicie. Stąd tom pierwszy zawierał jedynie szczegółowy opis makroskopowy rowków, zakrętów i wgłębień na kresomózgowiu i móżdżku.

Tajemnicze zniknięcie

Rose swoich prac nie dokończył. Jego śmierć zakończyła istnienie Instytutu Badania Mózgu w Wilnie. Jednostkę przeniesiono do Warszawy, zaś kontynuację badań nad mózgiem Józefa Piłsudskiego zdecydowano się zlecić profesorowi Oskarowi Vogtowi (temu samemu, który badał mózg Lenina). Niestety wojenna zawierucha sprawiła, że wszelkie informacje na ten temat zaginęły. Wciąż nie wiemy więc, jak w tych wszystkich tak skrupulatnie opisanych rowkach i zakrętach rodził się geniusz. Teorii, co stało się z mózgiem Piłsudskiego, jest kilka. Każda z nich tak samo daleka od prawdy, jak jej bliska. Ostatni ślad pochodzi z września 1939 roku. Co było dalej? Czy po zajęciu Wilna przez Rosjan mózg Piłsudskiego trafił do Moskwy? A może został ukryty gdzieś na terenie należącym do Instytutu? Pojawiła się nawet koncepcja, że niemieccy oficerowie zabrali go z biurka Marszałka w Sulejówku. Nie wiadomo. Po prostu przepadł. Podobnie jak odlewy i oryginały fotograficznych klisz z jego zdjęciami. „Nie zdziwiłbym się, gdyby okazało się, że mózg Marszałka wciąż jest w sowieckiej niewoli” – mówi prof. Nałęcz. Dodaje jednak, że nie trzeba przeprowadzać zakrojonych na szeroką skalę poszukiwań. „Gdyby jednak przypadkiem się odnalazł, warto by wrócił na Wawel. Tam gdzie przecież jest ciało, którym kierował”.

Ciało, do którego losów nie był Marszałek przywiązany. Jeśli zechcą Wawel, niech będzie Wawel. Jednym słowem kwituje to, co się stanie: niech! I nawet kiedy głos oddzielił od ciała, pomyślał o nas: „A gdy wam teraz do śmiechu już usta się układają, śmiejcie się do woli, gdy ja z tej trąby was żegnam pustym, dziecinnym, żołnierskim śmiechem i słowem: do widzenia!”.