Gdy w latach 70. XX wieku na rynku terrarystycznym pojawiły się pierwsze gekony, były wielkim rarytasem. Liczyło się tylko to, czy i jak długo uda się je utrzymać przy życiu, a o hodowli można było najwyżej pomarzyć. Dlatego te egzotyczne jaszczurki były odławiane tysiącami w Pakistanie, Afganistanie i Indiach. Dopiero po kilku latach hodowcy doczekali się pierwszych jaj i wykluwających się z nich małych gekonków. Siłą rzeczy skazani byli na chów wsobny – krzyżowanie spokrewnionych ze sobą osobników – który zawsze szybko prowadzi do ujawnienia się cech niewystępujących u dziko żyjących osobników. Już po kilku pokoleniach w terrariach pojawiły się gekony o nienaturalnych, ale bardzo efektownych barwach.

Taki był początek hodowli gadów rasowych, których losy coraz bardziej przypominają to, co zrobiliśmy wcześniej z psami czy kotami. W miarę jak jaszczurki i węże stawały się coraz powszechniej spotykane w domowych terrariach, rosły też ambicje ich posiadaczy. Posiadanie zwykłego gekona, którego każdy może sobie zobaczyć w zoo, Internecie czy telewizyjnym programie o przyrodzie, przestało być powodem do dumy. Od kilku lat modne są „designerskie” odmiany gadów w cenie po kilka tysięcy dolarów za sztukę. Ubarwienie w naturze spełnia rolę ochronną: pozwala zwierzętom maksymalnie stopić się z tłem i umknąć czujnemu oku drapieżnika. Wszelkie odstępstwa od normy nie są mile widziane. Kiedy jednak przeniesie się zwierzę do terrarium i usunie naturalną presję selekcyjną środowiska, sytuacja się zmienia – niepodzielnym panem i władcą ewolucji staje się człowiek.

LAMPART POZA DŻUNGLĄ

Jako pierwsze pojawiły się linie hodowlane o intensywnie żółtej barwie (efekt nadmiernej syntezy związków z grupy ksantyn). Były hitem rynkowym, który napędził całą branżę. Hodowcy pomyśleli, że skoro u innych gatunków zwierząt występują albinosy, dlaczego nie miałoby ich być u gekonów lamparcich? Albinizm związany jest z zaburzeniami w syntezie lub transporcie międzyko - mórkowym ciemnobrązowego barwnika o nazwie melanina. Ciemne cętki, którym gekon lamparci (Eubepharis macularius) zawdzięcza swoją nazwę, to nic innego jak właśnie skupiska melaniny. Jednak intensywność żółtej barwy zależy od całej grupy genów i najprostszą metodą otrzymania intensywniej ubarwionych gekonów było krzyżowanie osobników pod tym kątem.

Tymczasem albinizm jest cechą recesywną i zależy na ogół od jednego genu. Tutaj trzeba było krzyżować do oporu osobniki jak najbardziej ze sobą spokrewnione, licząc na to, że któryś z nich jest nosicielem zmutowanego genu i że w końcu przyjdzie na świat całkowicie biały gad. Pozytywny wynik uzyskano dopiero po blisko 20 latach – pierwszy osobnik albinotyczny wykluł się w hodowli Rona Trempera w 1996 roku. Produktem ubocznym starań o albinosy okazało się kilka linii z innymi cechami recesywnymi – „blizzard” i „patternless”, pozbawione wzorów na całym ciele.

W ciągu kilku kolejnych lat pojawiły się jeszcze dwie zupełnie nowe, niezależne odmiany albinotyczne, a także gekony o jaskrawopomarańczowych ogonach („carrot tail”) i rasa „giant”, której osobniki są dwukrotnie większe od dziko żyjących. W tej sytuacji hodowla gadów weszła na nowy poziom. Skończyło się krzyżowanie na ślepo – można było już zabrać się za systematyczne i planowe krzyżowanie ze sobą poszczególnych ras. Na efekty nie trzeba było długo czekać. Od 2001 roku na rynku zaczęły pojawiać się odmiany „super designer” – gekony, które swoich żyjących na pustyniach Pakistanu przodków przypominają jedynie kształtem. Przy okazji z puli genetycznej wypłynęły kolejne perełki: czerwone oczy i komórki pigmentacyjne nadające skórze i łuskom szmaragdowe zabarwienie. Trudno dziś sobie wyobrazić, jak będzie wyglądał za kilka lat gekon lamparci. Hitem sezonu 2007 są osobniki zupełnie czarne oraz śnieżnobiałe, obowiązkowo z czerwonymi oczami...

EGZOTYKA DO KWADRATU

Oczywiście gekony lamparcie nie są jedynymi gadami, których selekcją zajmują się hodowcy. W ciągu ostatniej dekady pojawiły się liczne odmiany węży, kilka większych hodowli amerykańskich próbuje także wyselekcjonować warianty barwne u innych gatunków jaszczurek, m.in. u agam brodatych i biczogonów. Nie jest to jednak tak łatwe jak w przypadku gekonów, których mnożenie w niewoli jest proste, cykl pokoleniowy zamyka się w ciągu roku, a manipulując temperaturą inkubacji jaj, można zdeterminować płeć przychówku.

Tymczasem np. u węży płeć osobników wyklutych z jednego miotu jest dziełem przypadku. Aby otrzymać krzyżówkę wsobną – rodzica ze swoim potomkiem – trzeba długo czekać. Boa dusiciel (Boa constrictor) czy pytony królewskie (Python regius) i birmańskie (Python molurus bivitattus) są z reguły gotowe do rozrodu po najwcześniej dwóch latach, a w dodatku młode samice często dają mało potomstwa. Mimo to sukcesy hodowców takich jak Bob Clark (specjalizujący się w pytonach birmańskich) czy Peter Kahl (boa i pytony królewskie) są imponujące.

Pierwsze trzy białe boa przyszły na świat w niewoli w 1992 roku. Za ich ojca, albinotycznego samca złapanego w Kolumbii, Kahl zapłacił aż 25 tys. dolarów! Inwestycja w kolejnych latach zwróciła mu się z nawiązką. Najpiękniejsze osobniki z hodowli kosztują obecnie po kilka tysięcy dolarów. Na rynku dostępne są już węże anerytrystyczne (pozbawione czerwonawego pigmentu w skórze), o niemal zupełnie czarnej barwie, albinosy linii „coral” z różowawokoralowymi wzorami na ciele oraz liczne odmiany o nietypowym wzorze ubarwienia. Z hodowli Kahla wyszły też pytony królewskie „Piebald” o śnieżnobiałym ciele, upstrzonym brązowymi łatami.

HODOWLA OCHRONNA?