W tym świecie wiadomości natychmiastowych, pojawiła się nisza osób szukających ucieczki przed światem wymagającym gotowość na odpowiedź w każdej chwili. Tę potrzebę zapewniają co prawda nowe aplikacje, więc wciąż się pozostaje w szponach zdigitalizowanej rzeczywistości, lecz jest przynajmniej bardziej kameralnie i może stworzyć chęć przejścia w życie analogowe.
Gen Z wie, jak się odnaleźć w slow life. Ta aplikacja zaczyna być coraz popularniejsza
Oto nowa, viralowa aplikacja, która rozkochała młodsze pokolenie Gen Z. Carrier Pidge (czyli Gołąb Pocztowy) wykorzystuje już znaną formę podobnego programu Roost. Nie jest też pierwszym takim komunikatorem w coraz bardziej się rozwijającym segmencie, próbującym wnieść coś świeżego i generującego mniej stresu (oczywiście, zanim twórcy popełnią klasyczny błąd sprzedania aplikacji wielkiemu korpo). W końcu jest jeszcze już dobrze znana opcja Slowly.

Niemniej, historia Carrier Pidge’a zaczęła się od dowcipu, ten zaś w internecie odnalazł już ponad 140 tysięcy chętnych i goni, ale oczywiście powoli, Roost Social, która działa na takiej samej zasadzie i skusiła już 700 tysięcy osób. Krok po kroku rodzi się zupełnie nowa kategoria, wypełniana przez Gen Z, Alphy i każdego, komu jest potrzebne dać sobie więcej czasu.
Gołąb zamiast kolejnej wiadomości na Mesku? Czemu nie!
Zamiast listu, czy klasycznej dla social media wiadomości, w tym programie wysyła się gołębia pocztowego. Ten leci z kolei do wskazanej osoby, a po wszystkim, gołąb musi powrócić do nadawcy. Podróż cyfrowego zwierzęcia można oglądać w czasie rzeczywistym na mapie, gdzie pędzi szybciej, niż pewnie wiele osób myśli, że taki gołąb może. Rekordzista wśród tych wytrenowanych ptaków potrafi osiągnąć nawet 160 kilometrów na godzinę!

Pomysł jest w sumie zbudowany na tej samej zasadzie co wspominane Slowly, lecz tam do wysyłania jest wykorzystywana “tradycyjna poczta” i wysyła się listy, a nawet nakleja znaczek. Cała otoczka przypomina klasyczne szukanie przyjaciela korespondencyjnego bez warstwy wykonywania tej czynności fizycznie i można tutaj się zastanowić, czy w takim razie, ma to w ogóle sens?
Jednak moim zdaniem, sens papierowej rozmowy jest o tyle lepszy, że chroni Gen Z i innych przed kolejną aplikacją, której ostatecznie chodzi tylko o zysk. Niestety Carrier Pidge nie jest pozbawiony monetyzacji ukrytej pod płaszczem “niewinnego dowcipu”. W wydaniu tej aplikacji, do gamifikacji dochodzi poprzez wprowadzenie możliwości przykrego wydarzenia zginięcia gołębia w trasie.

Dokładnie tak, jest szansa, opisana także w regulaminie, że lecące, cyfrowe zwierze nie dotrze do celu i zginie podczas misji. Wtedy aplikacja zaoferuje jego zastępcę, lecz oczywiście za symbolicznego dolara. Jest to niesmaczne pod różnymi względami i między innymi czysto technicznym, skąd wiadomo, że twórcy nie zwiększą algorytmicznego ryzyka utraty skrzydlatego listonosza?
Szkoda, że od razu poszło to w tę stronę, bo przecież narodziło się z dowcipu.
Offline, ale jednak online. Czy to ma sens?
Niestety nie da się w tym kontekście nie zahaczyć dość sprzecznego wydźwięku tej popularności. Wiele osób z Gen Z, a młodszych to już w ogóle, nie zaznało świata bez komórki i smartfona. Kiedyś nawet Gadu-Gadu było lepszą opcją, bo nie nosiło się tego ze sobą. Wyjście z domu wciąż oznaczało wolność od internetowej presji.
Czytaj też: Naukowcy odczytali 4000-letnie listy. Nawet nie musieli zaglądać do środka
Dzisiaj nawet kiedy szuka się zajęć offline, to i tak pewnie pierwsze kroki postawi się w internecie. Jeżeli nie robiąc research, ot szukając platform zrzeszających osoby, które chcą się ze sobą komunikować w nietypowy sposób. A jak widać, coraz więcej użytkowników chce coś zmienić, więc szukają sposobów na połączenie dwóch światów, nawet jeżeli śledzenie gołębia pocztowego, wciąż wymaga ekranu. Tylko czy można mieć ciastko i zjeść ciastko jednocześnie?
