Model na 2027 rok technicznie pozostaje bez zmian. Dostaje za to trzy nowe wersje kolorystyczne: Iridium Gray Metallic, Graphite Black oraz zdecydowanie najbardziej wyrazisty Allumage Blue Metallic. Zwykły Gold Wing, bez rozbudowanego turystycznego kufra Toura, pojawi się natomiast w Gunmetal Black Metallic z detalami Mat Ballistic Black Metallic.
Niebieski Gold Wing zwraca na siebie uwagę nawet bardziej niż zwykle
Gold Wing nigdy nie należał do motocykli, które można przypadkiem przeoczyć na parkingu. Tour waży około 380 kg, ma rozbudowane owiewki, ogromne siedzenia, kufer za pasażerem i sylwetkę bliższą luksusowemu pojazdowi turystycznemu niż klasycznej maszynie na dwa koła.
Allumage Blue Metallic tylko wzmacnia ten efekt. Honda przez lata chętnie ubierała swojego flagowego turysty w eleganckie szarości, czernie, srebro czy głęboką czerwień. Intensywny niebieski jest znacznie bardziej bezpośredni. Przy tak dużym motocyklu wygląda wręcz odważnie i chyba właśnie dlatego pasuje mi najbardziej.
Dwie pozostałe propozycje są spokojniejsze. Iridium Gray Metallic podkreśla bardziej techniczną stronę konstrukcji, natomiast Graphite Black daje dokładnie to, czego można oczekiwać od wielkiego turysty – sporo elegancji i jeszcze więcej powagi. Żadna z nich nie zmienia mechaniki. Honda ograniczyła aktualizację rocznika 2027 właśnie do wyglądu.
Pod owiewkami nadal pracuje sześć cylindrów
Na szczęście nie było też szczególnego powodu, żeby ruszać jedną z najbardziej charakterystycznych części Gold Winga. Nadal dostajemy chłodzony cieczą, sześciocylindrowy silnik typu bokser o pojemności 1833 cm3. Jednostka rozwija około 126 KM oraz 170 Nm i od lat bardziej imponuje sposobem oddawania mocy niż samą liczbą na papierze.
Gold Wing nie powstał po to, żeby wygrywać sprint spod świateł. Ogromny moment obrotowy, płynność sześciu cylindrów i nisko umieszczona masa mają przede wszystkim sprawić, że wielogodzinna podróż nie będzie ciągłą walką z motocyklem.

Do wyboru pozostaje klasyczna sześciobiegowa skrzynia manualna albo siedmiobiegowe DCT. Ta druga pasuje do Gold Winga wyjątkowo dobrze. Automatyczna zmiana przełożeń w lekkim motocyklu sportowym może budzić dyskusję, ale na potężnym turystyku przeznaczonym do pokonywania setek kilometrów dziennie trudno mi znaleźć powód, dla którego kierowca miałby obowiązkowo pracować lewą dłonią przy każdym korku.
DCT ma również funkcję powolnego poruszania się do przodu i do tyłu. Przy masie zbliżającej się do 400 kg szybko przestaje to wyglądać jak fanaberia.
W wyposażeniu nadal jest więcej elementów niż w niejednym samochodzie
Lista elektroniki przypomina, dlaczego Gold Wing przez dekady uchodził za technologiczną wizytówkę Hondy. Są cztery tryby jazdy – Tour, Sport, Econ i Rain. Jest kontrola trakcji HSTC, Hill Start Assist, tempomat oraz elektroniczne sterowanie przepustnicą. W wersjach DCT pojawia się także Idling Stop.
Przed kierowcą nadal pracuje 7-calowy ekran TFT, a smartfon może łączyć się bezprzewodowo z Apple CarPlay i Android Auto. Honda poprawiła te funkcje przy okazji rocznika 2025, kiedy modernizacji doczekały się również głośniki oraz komunikacja Bluetooth pomiędzy kierowcą i pasażerem.
Do tego dochodzi elektrycznie regulowana szyba, Smart Key, oświetlenie LED i system monitorowania ciśnienia w oponach. Gold Wing Tour ma również 61-litrowy kufer centralny i boczne kufry. Pasażer dostaje szerokie siedzenie z dużym oparciem, więc daleka podróż nie wymaga od niego przyjmowania roli bagażu przywiązanego do tylnej części motocykla.
Ostatnia prawdziwa rewolucja wydarzyła się w 2018 roku
Brak większych zmian w 2027 roku staje się bardziej zrozumiały, kiedy spojrzymy na historię obecnej generacji. W 2018 roku Honda właściwie zbudowała Gold Winga od nowa. Motocykl stał się mniejszy, lżejszy i bardziej zwrotny. Przeprojektowano sześciocylindrowego boksera, wprowadzono przednie zawieszenie typu double wishbone, a do oferty weszło DCT.
Od tamtej pory producent poprawia konstrukcję stopniowo. Pojawiały się zmiany zawieszenia, większy kufer Toura, nowe rozwiązania związane z łącznością, poprawione audio, kolejne aktualizacje elektroniki oraz zgodność z Euro 5+. W 2025 roku Honda świętowała dodatkowo 50-lecie modelu specjalnymi oznaczeniami i malowaniami nawiązującymi do historii Gold Winga.
Rocznik 2027 jest więc raczej chwilą oddechu niż próbą przekonywania właścicieli dwuletnich motocykli, że ich maszyny nagle się zestarzały.

To już bardziej luksusowy środek transportu niż zwykły motocykl
Na amerykańskim rynku Gold Wing Tour na 2027 rok kosztuje od 29 700 dolarów, czyli około 116 500 zł, przed lokalnymi opłatami. Wersja Tour Automatic DCT zaczyna się od 30 700 dolarów, czyli około 120 400 zł. Najdroższy Gold Wing Tour Airbag Automatic DCT kosztuje tam 34 000 dolarów. Europejskie i polskie ceny będą inne. To dużo pieniędzy, ale Gold Wing od dawna funkcjonuje we własnej kategorii.
Trudno porównywać go z prostym turystykiem, skoro dostajemy sześć cylindrów, rozbudowany system audio, automatyczną przekładnię, elektryczną szybę, wielkie kufry, łączność ze smartfonem, wygodę pasażera niemal równie ważną jak komfort kierowcy i nawet opcjonalną poduszkę powietrzną.
Współczesny Gold Wing przypomina trochę luksusowe GT, któremu ktoś zabrał dwa koła. Dlatego brak technicznych zmian na 2027 rok wcale mnie nie razi. Nie każdy model potrzebuje co dwanaście miesięcy większego ekranu albo kilku koni dopisanych do tabeli. Czasami wystarczy przyznać, że produkt nadal robi dokładnie to, do czego został stworzony.
A jeśli Honda chciała tylko przypomnieć światu o swoim ogromnym, sześciocylindrowym turystyku, jaskrawoniebieski lakier Allumage Blue Metallic powinien załatwić sprawę całkiem skutecznie.
