Co zrobić z ogromnym ładunkiem, który trzeba przewieźć możliwie delikatnie, ale tylko na kilka kilometrów? Centrum lotów kosmicznych na Przylądku Canaveral używa megaplatform na gąsienicach, które pomagają w transporcie wahadłowców z hangaru konstrukcyjnego na miejsce startu. Gigantyczne maszyny Hans i Franz (40 x 30 m i 4 piętra wysokości) przewożą za każdym razem ładunek o masie 2000 ton. Jadą bardzo wolno, zaledwie 1,6 km/godz., ale przez 40 lat służby (już na początku lat 60. woziły rakiety Saturn) przejechały ponad sześć tysięcy kilometrów! Platformy „kosmiczne” mają napęd hybrydowy. Poruszają się dzięki silnikom elektrycznym, którym energii dostarczają dwa dieslowskie agregaty. Są oszczędne, ale i tak spalają 350 l ropy na kilometr. Platforma z Cape Canaveral robi wrażenie swoim ogromem, ale wobec statków jest niczym mityczny Dawid u boku Goliata. Po oceanach całego świata pływa wiele jednostek, do których pasuje przymiotnik ogromne. Wśród nich numerem jeden jest dowodzony przez polskiego kapitana supertankowiec Knock Nevis. Statek ma 485 metrów długości, a od stępki do masztu liczy – bagatela – 25 pięter. Zabiera na pokład 560 tysięcy ton ropy. Równie potężny jest Genesis – wycieczkowiec, który za dwa lata wypłynie w swój dziewiczy rejs po Karaibach. Na razie statek można obejrzeć tylko na komputerowych wizualizacjach, ale już teraz szokuje danymi technicznymi. Fińscy inżynierowie, którym polecono zbudowanie Genesis, chwalą się, że wycieczkowe rejsy ich 400-metrowym gigantem będzie mogło jednocześnie odbywać aż 5400 pasażerów.

Megastatki wożą ludzi, ropę, samochody i setki kontenerów, ale czasem zdarzają się również zamówienia nietypowe. Do transportu ładunków, których nie da się rozebrać i załadować w mniejszych kawałkach, buduje się tzw. statki półzanurzalne. Mają dziób i rufę, ale w miejscu normalnych ładowni ich kadłuby są wycięte niemal do poziomu morza i tworzą szerokie platformy załadowcze.

MOZOLNY KURS


Statki półzanurzalne są wyposażone w zbiorniki balastowe oraz baterie pomp. Przy ładowaniu zbiorniki wypełnia się wodą, a wtedy kadłub zanurza na kilkanaście metrów. Potem na wierzch holowniki wciągają nietypowe ładunki. Po odpompowaniu wody statek wynurza się i jest gotowy do powolnej podróży. Czasem to jednak jedyna droga. W ten sposób z prędkością ledwie kilku węzłów przemierzają morza platformy wiertnicze ważące po 60 tysięcy ton, kompletne instalacje rafinerii gazu i segmenty wielkich mostów. Specjalne statki korporacji Dockwise przewiozły gigantyczny pływający radar, atomową łódź podwodną i… niszczyciel USS Cole. Okręt, którego kadłub został poważnie uszkodzony w ataku terrorystycznym, nie mógł się poruszać o własnych siłach. Bez pomocy statku Black Marlin, który przewiózł go do stoczni, musiałby zostać zniszczony.

METRO W SAMOLOCIE


W poważnej logistyce kilkadziesiąt ton to przysłowiowa pestka, bo z takim obciążeniem poradzi sobie nawet... samolot. Jeden z najobszerniejszych samolotów transportowych – Airbus A300-600ST Beluga może zabrać na pokład nawet 47 ton. Kadłub tego latającego giganta ma średnicę ponad 7 metrów, a tzw. pokład transportowy – 37 m długości i 1400 m2 powierzchni. Dzięki temu do środka Airbusa XXXL można załadować... śmigłowiec lub wagon metra. Monstrualny samolot wygląda dziwacznie, ale zaskakuje możliwościami – w powietrzu pokonuje z ładunkiem dystans do 2800 km, a do jego obsługi wystarczą tylko dwie osoby! Jeszcze więcej potrafi największy latający transportowiec świata – An- 225 Mrija. Jego ładownia jest wprawdzie o kilka metrów niższa niż konkurencyjnego Airbusa, ale za to samolot ma większą wytrzymałość, więc wozi jeszcze cięższe ładunki. Mriję zaprojektowano w połowie lat 80. XX wieku do transportu radzieckiego prototypowego wahadłowca Buran. Finał wszyscy dobrze znają – Buran nigdy nie poleciał w kosmos, ale za to jego nosiciel przetrwał i został zamieniony w powietrzny frachtowiec. An-225 lata z 200-tonowymi turbinami, wozi megaciężarówki pracujące w kopalniach, nadaje się też do transportu aut osobowych (do ładowni wchodzi 50 sztuk).

Leszek Belke