2 lutego 1982 r. w bostońskim dzienniku „Christian Science Monitor” pojawiła się notka „Wałęsa wśród nominowanych do Pokojowej Nagrody Nobla”. W Polsce mijał właśnie 52. dzień stanu wojennego. Przywódca „Solidarności” przebywał w tym czasie – pod ścisłą kontrolą komunistycznej Służby Bezpieczeństwa – w ukrytej w lesie rządowej willi przy ul. Sułkowskiego na obrzeżach Otwocka.

Nazwisko Wałęsy pojawiło się wśród kandydatów do Pokojowej Nagrody Nobla już rok wcześniej, zgłoszone przez Adolfo Pereza Esquivela, argentyńskiego architekta i obrońcę praw człowieka, laureata Nagrody w 1980 r. I chociaż Komitet Noblowski, złożony z przedstawicieli norweskiego parlamentu, nie zdecydował się w 1981 r. na uhonorowanie elektryka z Gdańska, rok później sytuacja była już zupełnie inna. Tym razem Polska znalazła się pod wojskową dyktaturą, a internowany Wałęsa stał się dla zachodniego świata symbolem walki o wolność.

Notka ukazała się po pierwszym spotkaniu Komitetu 1 lutego 1982 r., po upływie terminu zgłaszania kandydatów. Spośród około 80 nominowanych osób i organizacji Komitet wybrał kilka, umieszczając je na tzw. krótkiej liście. Jak donosiła bostońska gazeta, oprócz Wałęsy znaleźli się na niej m.in. król Hiszpanii Juan Carlos i papież Jan Paweł II. Inne źródła donosiły, że mocnym kandydatem jest walczący z apartheidem biskup Desmond Tutu z RPA. Większość komentatorów uważała jednak, że pewniakiem jest Wałęsa, wcześniej wybrany przez tygodnik „Time” „Człowiekiem Roku 1981”.

Wielka gra

Dla władz PRL perspektywa otrzymania przez Polaka Nobla oznaczała duże kłopoty. Generałowie Jaruzelski i Kiszczak prowadzili bowiem z przywódcą „S” skomplikowaną grę. Nie został on – jak inni działacze związku – internowany 13 grudnia 1981 r. Osadzono go w Chylicach pod Warszawą jako „gościa specjalnego” rządu.

Warunki tego odosobnienia były dość luksusowe, co miało utwierdzić Wałęsę w przekonaniu, jak bardzo komunistycznym władzom na nim zależy. Z drugiej strony był poddawany licznym naciskom. Jak twierdzi historyk Grzegorz Majchrzak z Instytutu Pamięci Narodowej, już w połowie stycznia 1982 r. w Europie Zachodniej pojawiły się ulotki sugerujące, że Wałęsa był tajnym współpracownikiem komunistycznej SB. Miał nim stać się w grudniu 1970 r., w wieku 27 lat, w czasie protestów na Wybrzeżu, gdy został zatrzymany z grupą 30 osób po ataku na komendę MO w Gdańsku i poddany przesłuchaniom.

Celem tej gry było dla Jaruzelskiego i Kiszczaka nakłonienie Wałęsy do objęcia kierownictwa „neo-Solidarności” – związku zawodowego, z którego zostaliby usunięci radykalni przywódcy i który zaakceptowałby PRL-owskie status quo.

Jednocześnie z „rozmiękczaniem” Wałęsy trwała akcja SB, mająca na celu utworzenie „ekip zastępczych” dla reaktywowanego związku. Jak ustalił Grzegorz Majchrzak, komendy wojewódzkie milicji wytypowały 1147 członków „S”, którzy mieli objąć funkcje w miejsce internowanych „radykałów”. Jednak poufne rozmowy (prowadzone początkowo w Chylicach, a potem w nowym miejscu odosobnienia – Otwocku) nie przyniosły rezultatów. Wałęsa nie podjął przedstawianych mu sugestii firmowania „Solidarności” jako legalnego, ale w pełni kontrolowanego przez państwo związku. W rezultacie 26 stycznia wręczono mu (antydatowaną na 12 grudnia 1981 r.) decyzję o internowaniu. Ogłoszona tydzień później nominacja do pokojowego Nobla jeszcze bardziej komplikowała sytuację. Gdyby go otrzymał, internowany przywódca „S” stałby się dla świata męczennikiem walki o wolność. A rząd PRL-u znalazłby się pod pręgierzem międzynarodowej opinii publicznej. A i bez tego ekipa gen. Jaruzelskiego miała dość kłopotów.

Pariasi świata

Po wprowadzeniu stanu wojennego Polska stała się wyrzutkiem międzynarodowej wspólnoty. Objęta sankcjami gospodarczymi, niezdolna do spłacania długów, pogrążała się w gospodarczym chaosie. Mimo policyjnych represji od wprowadzenia stanu wojennego w kraju trwały protesty, które ze wzmożoną siłą wybuchły po ogłoszonej 1 lutego gigantycznej podwyżce cen. Żywność podrożała wtedy o 241 proc., energia – o 171 proc. Jednocześnie władze musiały radzić sobie ze skutkami zimowej powodzi, która największe szkody wyrządziła w okolicach Płocka, gdzie trzeba było ewakuować 12 tys. ludzi. Jaruzelski, by sprawiać wrażenie, że panuje nad sytuacją, jeździł po Polsce, obiecując zmiany na lepsze.

Obawa, jak wielkie szkody może wyrządzić komunistom pokojowy Nobel dla Wałęsy, była szczególnie widoczna w aparacie bezpieczeństwa. Funkcjonariusze SB dobrze pamiętali ferment, który w polskich środowiskach twórczych wywołała literacka Nagroda Nobla, przyznana w 1980 r. Czesławowi Miłoszowi, żyjącemu od niemal 30 lat na emigracji. Teraz efekt mógł być jeszcze poważniejszy. Tym bardziej że Pokojowa Nagroda Nobla jest przyznawana tradycyjnie w dniu śmierci jej fundatora, czyli 10 grudnia. Gdyby internowany Wałęsa dostał ją tuż przed pierwszą rocznicą stanu wojennego, propagandowe skutki tego zdarzenia byłyby dla władz PRL-u katastrofalne.

Operacja „Ambasador”

Zgodnie z procedurami, po ustaleniu krótkiej listy nominowanych Komitet Noblowski przekazywał ją zespołowi stałych ekspertów. Ci mieli czas do połowy września, aby przedstawić wszystkie za i przeciw każdej kandydaturze.

Te 7 i pół miesiąca to okres kampanii, podczas której organizacje, instytucje i grupy lobbujące za kandydatami wysyłały pod adresem Komitetu swoje wyrazy poparcia, a czasem starały się też po cichu dyskredytować konkurentów. I to właśnie władze PRL-u postanowiły zrobić z Wałęsą.

1 czerwca 1982 r. z inicjatywy generała MSW Władysława Ciastonia została powołana nowa komórka organizacyjna SB o niewinnie brzmiącej nazwie Biuro Studiów. W rzeczywistości jej celem było dezintegrowanie podziemnych struktur „S” i kompromitowanie działaczy związku. Odnalezione przez historyków IPN dokumenty wskazują, że Biuro Studiów rozpoczęło działalność na długo przed oficjalnym powołaniem – może nawet w styczniu 1982 r. Oznaczałoby to, że była to struktura zakonspirowana nawet w ramach samego resortu spraw wewnętrznych.

Jednym z pierwszych celów działalności Biura stało się skompromitowanie Wałęsy wobec Komitetu Noblowskiego i niedopuszczenie do otrzymania przez niego nagrody. Przeprowadzenie związanej z tym tzw. kombinacji operacyjnej (oznaczającej w slangu służb specjalnych osiągnięcie celu w wyniku manipulacji i prowokacji) otrzymał zespół kierowany przez szefa Biura płk. Władysława Kucę. Oprócz niego znaleźli się w zespole: jego zastępca płk Adam Malik, kapitanowie SB Józef Burak i Adam Styliński, specjalista od podrabiania dokumentów st.sierż. Tadeusz Maraszkiewicz i tajny współpracownik SB Eligiusz Naszkowski.

Ten ostatni był wcześniej przewodniczącym NSZZ „Solidarność” w Pile – i jednym z najwyżej ulokowanych agentów SB w strukturach związku. To właśnie on nagrał i dostarczył esbecji słynne przemówienie z Radomia, w którym Wałęsa mówił o „targaniu po szczękach”, co wykorzystał Jaruzelski jako pretekst do wprowadzenia stanu wojennego. Zdekonspirowany 21 grudnia 1981 r. Naszkowski został przeniesiony na etat niejawny MSW i miał wykorzystać swoją wiedzę o „S” w celu skompromitowania jej przywódcy.

Wiosną 1982 r. zespół rozpoczął realizację tajnej operacji o kryptonimie „Ambasador”. Zakładała spreparowanie dokumentów na dowód, że współpraca Wałęsy ze służbami trwała przez całe lata 70. Podstawą do stworzenia fałszywek miały być dokumenty z teczki TW „Bolek” z gdańskiego SB. Kwity miały być następnie rozesłane do członków Komitetu Noblowskiego i ambasadora Norwegii w Warszawie Kåre Dahlena.

Zgnoić Lecha

11 maja 1982 r. helikopter zabrał Wałęsę z Otwocka do oddalonego o 350 km Arłamowa. Tam przewodniczący „S” został osadzony w rządowym ośrodku o kryptonimie W-1 na Pogórzu Przemyskim, tuż przy granicy z ZSRR. Ośrodek zajmował teren 23 tys. ha i otoczony był 3-metrowym płotem długości 80 km. Pilnowały go uzbrojone patrole. W hotelu, z którego korzystali dotąd dygnitarze partii i ich goście, Wałęsa dostał pokój nr 52. Był naszpikowany aparaturą podsłuchową, w suficie znajdowała się kamera. Piętro wyżej, w pokoju nr 72, non stop dyżurowali funkcjonariusze SB. Ich zadaniem było nagrywać wszystko, co działo się w pokoju internowanego kandydata do Nagrody Nobla.

Jednocześnie grupa Biura Studiów, przygotowująca w Warszawie operację „Ambasador”, otrzymała podpisane przez Wałęsę dokumenty z różnych okresów jego życia (z miejsc pracy, ze szkoły i z wojska). Materiał uzupełniały stenogramy przemówień przewodniczącego „S” i nagrania z podsłuchów. Wyposażony w te pomoce sierż. Maraszkiewicz przystąpił do pracy. Podrobione przez niego dokumenty były przesyłane do analizy w laboratorium kryminalistycznym MO. Z czasem udało się stworzyć kilkanaście dokumentów, sprawiających wrażenie autentyków.

Oczekiwanie

Nie znamy treści „kwitów” wysłanych do Oslo i ambasady Norwegii ani dołączonego do nich listu przewodniego. Prof. Geir Lundestad z Instytutu Alfreda Nobla potwierdził wiele lat później fakt otrzymania takiej przesyłki, nie powiedział jednak, co w niej było. Norwegowie nie ujawnili też treści dokumentów, które otrzymała ich ambasada. W 2008 r. były ambasador Dahlen zaprzeczył, że w ogóle widział taką przesyłkę. Z kolei były sekretarz ambasady Hans Ola Urstad potwierdził jej wpłynięcie, jednak jego zdaniem „nie było to coś, co mogło mieć istotne znaczenie”. Tymczasem opozycji w Polsce wymierzono kolejne ciosy. 8 października 1982 r. Sejm przyjął nową ustawę o związkach zawodowych, która oznaczała koniec planów reaktywowania „S”. Jak pisze Grzegorz Majchrzak, „grupy inicjatywne przestały formalnie istnieć, a ich funkcje w dziedzinie tworzenia struktur związkowych nowej generacji przejęły popierane przez władze komórki Patriotycznego Ruchu Odrodzenia Narodowego”. Związek został zdelegalizowany, a Wałęsa miał stać się „osobą prywatną”.

Wyrazy poparcia dla kandydatury internowanego przywódcy „S” przychodziły jednak z całego świata. Autorem jednej z największych inicjatyw był włoski eurodeputowany Jas Gawronski, syn polskiego przedwojennego dyplomaty. Zgłoszona przez niego rezolucja w sprawie nominacji Wałęsy do Pokojowej Nagrody Nobla została przyjęta 11 października 1982 r. głosami 223 członków Parlamentu Europejskiego i odbiła się szerokim echem. Sam Gawronski po latach przyznaje, że był zaskoczony rozmiarami poparcia dla swojej inicjatywy. „Zrobiłem to, bo wcześniej jako dziennikarz bywałem w Polsce, poznałem Lecha Wałęsę i bardzo go ceniłem” – powiedział „Focusowi Historia”.

Jednak 13 października 1982 r. również on przeżył wielkie rozczarowanie. Tego dnia Komitet Noblowski ogłosił, że laureatami Pokojowej Nagrody Nobla za 1982 r. zostanie dwójka działaczy na rzecz międzynarodowego rozbrojenia – była minister Szwecji Alva Myrdal i były minister spraw zagranicznych Meksyku Alfonso Garcia Robles.

Radość esbeków

Na świecie przyjęto tę decyzję z olbrzymim zdziwieniem. Tymczasem w siedzibie MSW na ul. Rakowieckiej w Warszawie zapanowała radość. Jakakolwiek była motywacja członków Komitetu, cel operacji „Ambasador” został osiągnięty. Nagrodą dla esbeków z Biura Studiów były rekordowe premie, których wysokość sięgała nawet 50 tys. zł (równowartości pięciu ówczesnych średnich pensji). Jednak większość Polaków przeżyła ogromne rozczarowanie. W tym samym dniu kraj obiegła wiadomość o śmierci 20-letniego Bogdana Wosika. Zastrzelił go w czasie demonstracji w Nowej Hucie funkcjonariusz SB.

Żona Wałęsy Danuta wyznała po latach: „W narodzie panowała taka niemoc, taki smutek i przygnębienie! Uważałam, że gdyby w 1982 r. dostał tę nagrodę, to naród by ożył. Byłam zawiedziona. Dla mnie Nobel w 1982 r. miałby większą wartość…”.

Decyzja Komitetu była też ciosem dla samego kandydata. Oczekiwanie, że światowa opinia publiczna wymusi na władzach PRL-u jego uwolnienie, nie spełniło się. Kilka tygodni później, 8 listopada, Wałęsa napisał do Jaruzelskiego list. Proponował w nim przedyskutowanie najważniejszych dla kraju tematów. Dzień później na rozmowy do Arłamowa udał się sam szef MSW gen. Kiszczak. W rezultacie trzy dni później generałowie zdecydowali o zwolnieniu Wałęsy z internowania. Nie oznaczało to jednak, że chcą z nim negocjować, ani że dadzą mu spokój.

Kilka dni po zwolnieniu Wałęsa w czasie zaimprowizowanej konferencji prasowej w swoim mieszkaniu powiedział: „Moja sytuacja przypominać będzie odtąd taniec na linie, na którą już wszedłem. Cofnąć się nie mogę, a czy dobrnę – nie wiadomo”. Tymczasem władze PRL-u rozpętały przeciw niemu wielką kampanię. „Zaczęto rozrzucać ulotki szkalujące mnie w dowolny sposób, w prasie nazywano »małpą z wąsami « oraz »kowbojem z Gdańska«” – wspominał później Wałęsa w książce „Droga do wolności”. Nie stał się jednak osobą prywatną”. Jaruzelski musiał zgodzić się na jego spotkanie z Janem Pawłem II w czasie wizyty papieża w Polsce w czerwcu 1983 r. Wałęsa szybko odbudowywał swoją pozycję i było jasne, że znów będzie mocnym kandydatem do pokojowej nagrody. Gra o Nobla nie skończyła się.

Noblista na grzybach

W środę, 28 września 1983 r., Wałęsa siedział na ławce stadionu Lechii Gdańsk, oglądając ze znajomymi mecz gospodarzy z Juventusem Turyn w I rundzie Pucharu Zdobywców Pucharów (przegrany 2:3). Mimo brudnej kampanii, którą od miesięcy prowadziły przeciw niemu władze, spotkał się wśród kibiców z wyrazami poparcia. Tak samo na jego widok reagowali zwykli gdańszczanie.

Wałęsie towarzyszyła niemal bez przerwy grupa zagranicznych korespondentów, co było formą zapewnienia mu ochrony – w tym czasie obawiano się zamachu na jego życie. Tydzień później, rankiem 5 października, szef zdelegalizowanej „S” postanowił wybrać się z nimi i trójką współpracowników na grzyby do wsi Kaszuba, około 100 km od Gdańska.

Gdy Volkswagen Transporter Wałęsy w kawalkadzie kilku innych aut jechał w stronę Bytowa, w domu mieszkającej w Norwegii tłumaczki Nataszy Sandbu zadzwonił telefon. „Czy wie pani, że Lech Wałęsa otrzymał Pokojową Nagrodę Nobla?” – powiedział ktoś i odłożył słuchawkę.

Informacja została przekazana dalej. Kiedy telefon od dziennikarza odebrała Danuta Wałęsowa, powiedziała, że mąż pojechał na grzyby i będzie po 18. Wrócił jednak o wiele szybciej. Stało się tak, bo w południe towarzysząca mu dziennikarka „Deutsche Welle” włączyła radio w aucie, by posłuchać wiadomości nadawanych przez niemiecką stację. Pierwszą informacją była zaś decyzja Komitetu Noblowskiego o przyznaniu Wałęsie pokojowej nagrody za 1983 r. Z krzykiem pobiegła, by poinformować o tym pozostałych uczestników grzybobrania. „Kiedy to usłyszałem, popędziłem szukać Lecha. Był sam w zagajniku z koszem pełnym zielonek” – wspominał później Sławomir Rybicki.

Wałęsa zarządził natychmiastowy powrót. Kiedy kawalkada zbliżała się do osiedla na Zaspie, Gdańsk już wiedział. Chociaż polskie media wciąż nie podały jeszcze tej informacji, ludzie znali ją z „Wolnej Europy” i innych zagranicznych rozgłośni. „Przejeżdżające auta pozdrawiały nas klaksonami. Pod mieszkaniem Wałęsów stał tłum i wiwatował” – wspominał Rybicki.

Wałęsa wszedł do mieszkania i stanął w oknie. „Jest Nobel dla nas wszystkich!” – krzyczał, a rosnący pod blokiem tłum szalał z radości. Przez całe popołudnie i wieczór noblista odbierał telefony z całego świata. Długą depeszę gratulacyjną przysłał Jan Paweł II.

Początek końca PRL-u

Kiedy Gdańsk świętował już Nobla, w siedzibie KC PZPR w Warszawie trwała narada Biura Politycznego. Zdecydowano, że gazety zamieszczą na temat nagrody jedynie krótką informację. Dziennik Telewizyjny podał wiadomość o uhonorowaniu Wałęsy jako ostatnią. Propagandziści robili, co mogli, by udowodnić, że nagroda została przyznana pod naciskiem „wrogich PRL sił antysocjalistycznych”.

Rząd Jaruzelskiego wystosował nawet do rządu Norwegii oficjalny protest. W odpowiedzi Oslo przypomniało  że dotąd tylko raz zdarzyło się, by władze jakiegoś kraju protestowały przeciw przyznaniu tej nagrody swojemu obywatelowi. Było to w 1936 r., kiedy pokojowego Nobla otrzymał Carl von Ossietzky, dziennikarz i pacyfista, więziony za ujawnienie zbrojeń niemieckiej armii, zakazanych przez traktat wersalski. Protestował wtedy rząd Adolfa Hitlera.

Jaki był wpływ tej nagrody na sytuację w Polsce? Historyk prof. Andrzej Paczkowski uważa, że przede wszystkim zapewniła „parasol ochronny” samemu Wałęsie. „Laureata takiej nagrody trudniej zatrzymać, przesłuchać, pobić czy zabić – mówi Paczkowski. – Kiedy obywatel autorytarnego państwa dostaje pokojowego Nobla, jego władze muszą się hamować w swoich działaniach przeciw opozycji”.

Zdaniem profesora nagroda miała też pozytywny wpływ na wizerunek „S” w kraju i za granicą. „Nie spowodowała co prawda widocznego przyrostu zwolenników ruchu, ale umocniła wierzących w wierze. Pokazała, że Wałęsa jako symbol »Solidarności« jest na świecie poważany i utrudniła władzom działalność propagandową i antysolidarnościową” – dodaje.

Wałęsa nie zdecydował się na osobisty odbiór nagrody 10 grudnia 1983 r. Bał się, że władze nie wpuszczą go z powrotem do Polski. Wysłał więc do Oslo żonę w towarzystwie najstarszego syna 13-letniego Bogdana. Danuta Wałęsa, w obecności króla Norwegii, z wielką klasą wygłosiła przemówienie w imieniu męża i stała się ulubienicą tamtejszych mediów. Siedem lat i 12 dni później stała obok męża, kiedy ten składał przed Sejmem przysięgę jako prezydent niepodległej Polski.