Coraz lepsze systemy wykrywania przybyszów z kosmosu ujawniają straszną prawdę. Ziemia dość często mija się o włos z całkiem sporymi kosmicznymi skałami, które z ogromną prędkością przemierzają przestrzeń. 2 marca Ziemię minął obiekt 2009 DD45 (Near Earth Object 2009 DD45). Skała o średnicy od 21 do 47 metrów minęła nas w odległości zaledwie 70 tysięcy kilometrów. Niebezpieczne ciało na kursie niemal kolizyjnym wykrył Rob McNaught z obserwatorium Siding Spring w Australii podaje serwis Planetary.org. Wymiary tej skały bardzo przypominają - zdaniem naukowców - wymiary meteorytu tunguskiego, który eksplodował nad Syberią w 1908 roku powodując ogromne zniszczenia. Jakby tego było mało ledwie dwa tygodnie później Ziemię minęła kolejna wielka skała. Oznaczona 2009 FH przeszła niemal tak samo blisko 18 marca w odległości zaledwie 79 tysięcy kilometrów. To bardzo blisko - nasz naturalny satelita, Księżyc, krąży w odległości 384 tys. km. Geostacjonarne satelity komunikacyjne „wiszą” na wysokości 36 tysięcy kilometrów. Skała była tym razem o połowę mniejsza i miała średnicę około 15 metrów. Wykrył ją Rik Hill z obserwatorium Catalina Sky Survey w górach Catalina w Arizonie. Później śledziły ją obserwatoria w Charleston (Illinois, USA), Socorro (Nowy Meksyk, USA), Tucson (Arizona, USA) i kalifornijskie Wrightwood. Obie skały krążą wokół Słońca, a ich orbity niemal przecinają się z orbitą naszej planety. Zdaniem naukowców zagrożenie uderzeniem kosmicznej skały jest całkowicie realne, a jego skutki mogłyby być katastrofalne - porównywalne z wybuchem dziesiątków lub nawet setek bomb atomowych. h.k.