Adidas najwyraźniej doszedł do podobnego wniosku. Hyperboost ATR bierze świeżą technologię z rodziny Hyperboost i przygotowuje ją na mniej sterylne warunki. Powstał model przeznaczony do biegania po asfalcie i łatwiejszych drogach terenowych, z podeszwą Continental WinterGrip oraz osłoną ograniczającą kontakt cholewki z błotem, wodą i śnieżnym błotem.
I mam wrażenie, że właśnie takich butów wielu amatorów biegania potrzebuje bardziej niż kolejnej konstrukcji stworzonej z myślą o biciu życiówki na idealnie suchej trasie.
Hyperboost wyszedł poza asfalt
Hyperboost jest dla Adidasa jedną z ważniejszych tegorocznych nowości biegowych. Wcześniejszy Hyperboost Edge pokazał koncepcję amortyzacji Hyperboost Pro. Zamiast typowej płytki z włókna węglowego zastosowano tutaj piankę opartą na granulkach PEBA. Producent stawia dzięki temu na sprężystość i bardziej naturalną pracę buta podczas przetaczania stopy.

W Hyperboost ATR głównej konstrukcji podeszwy środkowej specjalnie mocno nie przebudowywano. Zachowano geometrię znaną z Edge oraz pokaźną wysokość sięgającą 45 mm.
To sporo. Z profilu ATR wygląda wręcz tak, jakby ktoś wziął nowoczesnego buta szosowego i zamontował mu zawieszenie przygotowane na polskie drogi powiatowe. Efekt jest masywny, futurystyczny i bardzo daleki od dawnego wyobrażenia lekkiego buta terenowego z cienką podeszwą.
Tyle że współczesne bieganie coraz częściej zmierza właśnie w tę stronę. Grube podeszwy przestały oznaczać ciężkie, miękkie kapcie. Nowoczesne pianki pozwalają budować wysokie konstrukcje, które nadal mają być dynamiczne. ATR dodaje do tego możliwość zignorowania momentu, w którym równy chodnik nagle się kończy.

Continental WinterGrip powinien przydać się bardziej w listopadzie niż w górach
Kluczową zmianę znajdziemy od spodu. Adidas zastosował gumę Continental WinterGrip i niewielkie klocki bieżnika. Mają zwiększać przyczepność na mokrych nawierzchniach oraz luźniejszym podłożu, pozostając na tyle płytkie, aby but nadal dobrze zachowywał się na asfalcie.
Hyperboost ATR trudno traktować jak klasyczny model trailowy na kamieniste górskie ścieżki. Widzę go raczej jako but do biegania tam, gdzie nawierzchnia regularnie zmienia zdanie. Kilometr asfaltu, park, ubita leśna droga, szuter i powrót chodnikiem – właśnie przy takich trasach jego konstrukcja zaczyna mieć sporo sensu.

Dookoła cholewki znalazła się dodatkowo osłona przed błotem i zachlapaniem. Adidas przygotował ją z myślą także o mokrym śniegu i zimowej brei.
Większość osób kupujących buty ATR prawdopodobnie częściej spotka kałużę na osiedlowej ścieżce niż alpejskie zbocze. Jesienią i zimą zwykłe zabezpieczenie przed brudem potrafi być znacznie cenniejsze niż najbardziej agresywny bieżnik.
Jeden model na trasę, której nie trzeba wcześniej planować
Hyperboost ATR wpisuje się też w szerszy trend. Adidas wcześniej podobnie potraktował Adizero Evo SL, wypuszczając jego odmianę ATR przeznaczoną do mieszanych nawierzchni. Sam producent opisuje takie modele jako odpowiednie zarówno na drogi, jak i lekkie odcinki poza asfaltem.
Można więc dostrzec zmianę w podejściu do biegowego sprzętu. Jeszcze niedawno półka z butami przypominała dobrze wyposażony garaż: osobna para na spokojne treningi, szybsze bieganie, trail, zimę i starty. Teraz producenci próbują rozszerzać zakres zastosowania pojedynczych modeli.

Hyperboost ATR dobrze pasuje do takiej filozofii. Według danych jednego z autoryzowanych sprzedawców model waży około 273 g, ma syntetyczną cholewkę, tekstylną wyściółkę i gumową podeszwę. Nie jest więc ultralekką wyścigówką, ale przy tej ilości amortyzacji oraz terenowych dodatkach trudno uznać tę masę za zaskakującą.
Podoba mi się również, że wizualnie Adidas nie poszedł w stronę typowych butów outdoorowych. Kolorystyka Onix z mocnymi akcentami Solar Purple wygląda raczej jak współczesny model biegowy, który przypadkiem dostał bardziej praktyczne wyposażenie. Oficjalny kod tej wersji to IH9454.
Za tę uniwersalność trzeba już konkretnie zapłacić
Hyperboost ATR jest dostępny w Europie za 180 euro, czyli około 780 zł przy obecnym kursie euro.
Tanio więc nie jest. Z drugiej strony Hyperboost od początku celuje wyżej niż podstawowe modele do codziennych treningów, a wersja ATR dokłada specjalistyczną gumę Continental i konstrukcję przygotowaną na trudniejsze warunki.

Czy potrzebuje jej każdy biegacz? Oczywiście, że nie. Osoba pokonująca niemal wyłącznie suche miejskie chodniki wykorzysta niewielką część jego możliwości. Dla kogoś, kto jesienią patrzy przez okno i mimo deszczu zakłada buty, dodatkowa przyczepność i ochrona przed zachlapaniem mogą szybko przestać wyglądać jak zbędny dodatek.
Hyperboost ATR podoba mi się przede wszystkim jako odpowiedź na sposób, w jaki naprawdę biegamy. Trasy rzadko są idealnie jednorodne, pogoda jeszcze rzadziej współpracuje, a najlepszy trening czasem zaczyna się właśnie wtedy, gdy skręcimy z asfaltu w pierwszą leśną drogę.
