Bondi 7 należą do tych HOK, których trudno było kiedyś pomylić z czymkolwiek innym. Ogromna podeszwa, techniczna cholewka, proporcje, przy których klasyczne sneakersy wyglądają niemal filigranowo. Tym razem japoński BEAMS zabrał się za ten charakterystyczny kształt i zrobił coś, czego po HOKA można było się najmniej spodziewać – wizualnie go uspokoił. Efekt bardzo mi odpowiada, bo pokazuje, że nawet najbardziej masywny but może wyglądać subtelnie, jeśli projektant potrafi pohamować potrzebę dodawania kolejnych atrakcji.
Bondi 7 wracają, choć świat zdążył już poznać Bondi 9
W sportowej części katalogu HOKA znajdziemy dziś Bondi 9. Bondi 7 dostały natomiast drugie życie jako model lifestyle’owy, przeznaczony również do chodzenia na co dzień. Zachowały charakterystyczną dużą ilość amortyzacji, pełną podeszwę środkową z pianki EVA, przewiewną siateczkę oraz geometrię MetaRocker pomagającą płynniej przetaczać stopę podczas kroku.

W modzie technologiczna aktualność produktu nie jest już najważniejszym argumentem. Przecież nikt nie kupuje pięcioletniego projektu sneakersów z takim samym nastawieniem, z jakim wybiera pięcioletniego laptopa. Liczą się sylwetka, wygoda, proporcje i to, czy dany model pasuje do aktualnego języka ulicy.
Bondi 7 pasują znakomicie. Dzisiejsza moda nadal lubi buty techniczne, ale coraz częściej zestawia je ze znacznie spokojniejszą garderobą. Szerokie spodnie, proste kurtki, naturalne kolory i na stopach coś, co jeszcze kilka lat temu wyglądałoby jak wyposażenie osoby przygotowującej się do ultramaratonu. Granica między butem sportowym a codziennym stała się wyjątkowo umowna.
Japoński ogród przeniesiony na bardzo grubą podeszwę
BEAMS przygotował dwie wersje kolorystyczne. Jaśniejsza Turtledove/Tidal Foam korzysta z kremów, szarości i przygaszonych odcieni przypominających kamień. Chestnut/Black Bean idzie w ciemne brązy i czerń. Inspiracją były japońskie ogrody zen, mech, cienie układające się na kamieniach oraz stare drewno świątyń. Motyw kamuflażu przechodzi przy tym z cholewki również na ogromną podeszwę.

Kamuflaż kojarzy się zwykle z wojskową zielenią i dość dosłownym wzorem. Tutaj jest bardziej jak tekstura. Z dalszej odległości kolory zaczynają się ze sobą zlewać, dzięki czemu charakterystyczna konstrukcja Bondi 7 wydaje się mniej ciężka.
Podobnie potraktowano oznaczenia marek. Logo wtapia się w całość, zamiast zajmować pół boku buta. Przy obecnej liczbie współprac modowych, w których człowiek potrafi mieć trzy logotypy na jednym języku sneakersa, taka powściągliwość jest całkiem odświeżająca.
Technicznego charakteru jednak nie usunięto
Pod spokojniejszą powierzchnią pozostała dobrze znana konstrukcja. Cholewka wykorzystuje otwartą siateczkę i nakładki TPU, kołnierz wykończono pianką memory foam, pojawiają się też drukowane przestrzennie oznaczenia oraz dodatkowe odblaskowe sznurowadła. HOKA klasyfikuje model jako neutralny i mocno amortyzowany.

Trudno jednak patrzeć na tę edycję wyłącznie przez pryzmat parametrów. Bondi 7 BEAMS znacznie ciekawiej wypadają jako przykład zmiany podejścia do obuwia sportowego. Jeszcze stosunkowo niedawno but biegowy po zakończeniu swojego technologicznego życia trafiał głównie na wyprzedaż. Dziś może wrócić jako element mody, szczególnie jeśli jego sylwetka zdążyła nabrać charakteru.
To trochę podobne do starych samochodów, które w momencie premiery wyglądały zwyczajnie, a dwadzieścia lat później zaczynamy nagle doceniać ich proporcje. W sneakersach cały proces zachodzi po prostu znacznie szybciej.
795 zł za but sprzed kilku generacji? Paradoksalnie rozumiem ten pomysł
Globalna sprzedaż HOKA Bondi 7 BEAMS rusza 14 sierpnia. Polska strona HOKA pokazuje już obie wersje kolorystyczne w cenie 795 zł.

795 zł za konstrukcję mającą już młodszych następców może początkowo wyglądać jak efekt działania marketingowego wehikułu czasu. Tyle że kupujący tę edycję raczej nie będą zastanawiać się, czy Bondi 7 poprawią ich rekord na 10 kilometrów bardziej niż aktualna generacja.
Tutaj płaci się również za projekt i za bardzo konkretny wygląd. A pod tym względem współpraca z BEAMS wyszła HOKA wyjątkowo dobrze. Masywna sylwetka pozostała rozpoznawalna, ale zamiast kolejnej jaskrawej wersji dostaliśmy sneakersy, które spokojnie można zestawić z rzeczami noszonymi przez kilka kolejnych sezonów.
