powrót
Focus na życie w dobrym stylu
  • Najnowsze
  • Aktywność
  • Dom i ogród
  • Moda i uroda
  • Zdrowie

Focus na życie w dobrym stylu. Lifestyle'owy magazyn o zdrowiu, domu, podróżach, kulturze i relacjach - codziennie o tym, co realnie wpływa na jakość życia.

FacebookPlatforma XYoutubeInstagram

Nasze tematy

  • Najnowsze
  • Aktywność
  • Dom i ogród
  • Moda i uroda
  • Zdrowie
  • Parenting
  • Podróże
  • Kultura
  • Promocje
  • Styl życia
  • Pupile
  • Nauka

Redakcja

  • Polityka prywatności
  • Redakcja
  • Kontakt

© 2026 focus.pl. Wszystkie prawa zastrzeżone.

theprotocol.it
Styl życia

H. Moser pokazuje trzy sposoby na tę samą komplikację. Najdziwniej wypada elegancki model

Sekundnik zwykle ma jedno mało ekscytujące zadanie. Krąży po tarczy i daje znać, że zegarek nadal działa. H. Moser & Cie. postanowił kilka lat temu zrobić z tych sześćdziesięciu sekund małe przedstawienie. Wskazówka idzie po łuku przez pół minuty, dociera do końca skali, po czym gwałtownie wraca na początek i zaczyna wszystko od nowa.

M
Monika Wojciechowska
1h temu·4 minuty·
H. Moser pokazuje trzy sposoby na tę samą komplikację. Najdziwniej wypada elegancki model
Chcesz czytać więcej treści jak „H. Moser pokazuje trzy sposoby na tę samą komplikację. Najdziwniej wypada elegancki model"?Dodaj Focus.pl do preferowanych źródeł w Google

Pomysł zadebiutował w Pioneer Retrograde Seconds w 2024 roku. Najwyraźniej spodobał się na tyle, że teraz marka przenosi go do trzech bardzo różnych części swojej kolekcji. Powstały Streamliner Retrograde Seconds, Endeavour Retrograde Seconds oraz Pioneer Skeleton Retrograde Seconds. Ta sama komplikacja trafia więc do eleganckiego zegarka, stalowego modelu sportowego i całkowicie odsłoniętego szkieletu

Sekundnik zachowuje się trochę jak wskazówka obrotomierza

Retrograde seconds działa zupełnie inaczej niż klasyczna mała sekunda. Wskazówka umieszczona na godzinie 6 przesuwa się od lewej do prawej po półkolistej skali. Potrzebuje na to 30 sekund. Kiedy dociera do końca, natychmiast wraca do pozycji początkowej. Następne pół minuty przebiega identycznie.

Cały mechanizm jest częściowo odsłonięty, więc widać nie tylko efekt, ale również część tego, co go powoduje. Inspiracją dla wyglądu były przyrządy pomiarowe i samochodowe wskaźniki. Nietrudno zresztą zobaczyć podobieństwo do obrotomierza, którego wskazówka gwałtownie opada po zmianie biegu.

Praktycznej przewagi nad zwykłym sekundnikiem nie ma właściwie żadnej. Mechanicznie dzieje się za to dużo więcej. Mam słabość do takich komplikacji. Nie próbują tłumaczyć swojej obecności użytecznością. Ich zadaniem jest przypominanie, że mikromechanika może wykonywać całkiem skomplikowane ruchy tylko po to, żeby właściciel przez kilka sekund patrzył na tarczę.

Streamliner wygląda, jakby od początku czekał właśnie na tę komplikację

Najbardziej naturalnym miejscem dla retrograde seconds wydaje się Streamliner. Stalowa koperta ma 40 mm średnicy i płynnie przechodzi w charakterystyczną zintegrowaną bransoletę. Do tego dochodzi Midnight Blue fumé, czyli niebieska tarcza stopniowo zmieniająca odcień zależnie od światła.

Na jej tle półokrągły wskaźnik sekund wygląda niemal jak element deski rozdzielczej. Wewnątrz pracuje automatyczny HMC 252 z 72-godzinną rezerwą chodu. Mechanizm powstał jako rozwinięcie wcześniejszego HMC 250, a w konstrukcji retrograde wykorzystano doświadczenie specjalizującego się w skomplikowanych mechanizmach Agenhor. Nowa wersja dostała przeprojektowaną zębatkę widoczną od strony tarczy.

Streamliner ma też 12 ATM wodoszczelności, więc mimo poziomu wykonania i ceny nadal można traktować go jak luksusowy zegarek sportowy, a nie przedmiot wymagający ewakuacji z nadgarstka na widok basenu. Cena wynosi 37 700 dolarów, czyli około 148 200 zł.

Endeavour robi z tego samego mechanizmu coś znacznie dziwniejszego

Endeavour jest ciekawszy właśnie dlatego, że retrograde seconds teoretycznie pasuje tutaj najmniej. To najbardziej klasyczna i elegancka z trzech propozycji. Stalowa koperta również ma 40 mm, ale zamiast bransolety dostajemy ciemnoniebieski pasek z nubukowej skóry aligatora. Tarcza Blackor fumé jest niemal czarna i dużo spokojniejsza od niebieskiego Streamlinera. Po czym dochodzimy do godziny 6 i znajdujemy mechaniczną wskazówkę skaczącą co 30 sekund do punktu startowego.

Kontrast działa zaskakująco dobrze. H. Moser od dawna lubi minimalizm, ale nigdy nie był marką przesadnie poważną. Endeavour Retrograde Seconds dobrze to pokazuje. Z daleka wygląda jak spokojny zegarek garniturowy. Dopiero po chwili zauważamy mechanizm zachowujący się jak maleńki samochodowy wskaźnik.

Tutaj również pracuje HMC 252 z 72 godzinami rezerwy. Wodoszczelność wynosi jednak tylko 3 ATM. Endeavour jest najtańszym z całej trójki. Kosztuje 35 200 dolarów, czyli około 138 400 zł. Słowo najtańszy wymaga więc w tym przypadku dość szerokiego poczucia humoru.

Pioneer pokazuje wszystko, co pozostałe dwa próbują uporządkować

Jeśli Streamliner wykorzystuje komplikację jako sportowy detal, a Endeavour próbuje ją trochę ucywilizować, Pioneer Skeleton nie ukrywa praktycznie niczego. Tarcza znika, a mechanizm HMC 251 zostaje w pełni odsłonięty. Widać mostki, koła i konstrukcję komplikacji retrograde, która na tle całej tej mechanicznej architektury wygląda jeszcze efektowniej.

Kaliber został zaprojektowany z dużym naciskiem na symetrię i otrzymał złoty rotor. Rezerwa chodu ponownie wynosi 72 godziny. Koperta ma 40 mm, a wodoszczelność 12 ATM. Zegarek dostajemy na stalowej bransolecie, ale w zestawie znajduje się również pasek z khaki kauczuku. To ciekawy detal, ponieważ Pioneer znacznie częściej widujemy właśnie na gumie niż na pełnej bransolecie.

Cena jest najwyższa z całej trójki: 44 100 dolarów, czyli około 173 300 zł. W tej wersji najbardziej widać, za co właściwie płacimy. Nie mam na myśli uzasadniania 173 tysięcy złotych zestawem funkcji, bo przy takich zegarkach podobna matematyka nie prowadzi daleko. Pioneer po prostu pozwala obserwować pracę konstrukcji, która w dwóch pozostałych modelach pozostaje w dużej części ukryta.

Jeden pomysł, trzy zupełnie różne zegarki

Najbardziej podoba mi się, że H. Moser nie zrobił trzech wersji kolorystycznych tego samego modelu. Streamliner jest stalowym zegarkiem sportowym. Endeavour zachowuje bardziej klasyczną elegancję. Pioneer Skeleton właściwie rezygnuje z tarczy i pokazuje mechanikę bez większej potrzeby zachowania dyskrecji.

Łączy je jeden niewielki ruch wykonywany co 30 sekund. To wystarcza, żeby cała trójka była rozpoznawalna jako jedna rodzina, ale jednocześnie każdy model zachował własny charakter. Przy współczesnej liczbie premier, w których zmiana odcienia tarczy wystarcza do ogłoszenia nowego zegarka, taka konsekwencja jest całkiem odświeżająca.

Oczywiście ceny zaczynające się od około 138 tysięcy złotych skutecznie ograniczają temat do oglądania zdjęć przez większość z nas. Na szczęście obserwowanie wskazówki, która co pół minuty gwałtownie wraca do zera, nadal jest darmowe.

Spodobał Ci się ten artykuł?

Daj znać autorowi — kliknij wielokrotnie.

Chcesz czytać więcej treści jak „H. Moser pokazuje trzy sposoby na tę samą komplikację. Najdziwniej wypada elegancki model"?Dodaj Focus.pl do preferowanych źródeł w Google
Udostępnij
FacebookX