Wiele wskazuje na to, że na pogarszającą się wydolność naszych organów słuchu pracujemy całe życie. Skala problemu w Polsce nie jest dokładnie znana, ponieważ brakuje szeroko zakrojonych badań. „Można jednak spojrzeć na dane WHO. Odczuwalny ubytek słuchu ma ok. 17 proc. z nas, a 5 proc. wymaga wsparcia np. w postaci aparatów słuchowych – mówi prof. Mariola Śliwińska-Kowalska z Kliniki Audiologii i Foniatrii Instytutu Medycyny Pracy w Łodzi. – W przypadku naszego kraju jest to więc odpowiednio 6,5 mln oraz 1,9 mln osób”.

Mogący uszkadzać słuch hałas o natężeniu przekraczającym 90 decybeli (dB) jest dziś wszechobecny na meczach, koncertach czy dyskotekach – a więc tam, gdzie nierzadko zabieramy nawet małe dzieci. Także dudniące basami samochody, w których amatorzy głośnej muzyki tkwią niczym w wielkich puszkach, są dość częstym zjawiskiem na drogach. Tymczasem nasz narząd słuchu jest bardzo delikatny.

Choć niemal od początku życia jesteśmy „zanurzeni” w dźwiękach i potrzebujemy ich, by normalnie funkcjonować, wobec hałasu jesteśmy niemal kompletnie bezbronni. Co gorsza, organizm trochę nas oszukuje. Nawet jeśli głośne dźwięki na jakiś czas nas ogłuszą, to potem nasze słyszenie pozornie wraca do normy. Pozornie, bo w rzeczywistości taki hałas przyśpiesza proces degeneracji włókien nerwu słuchowego. To dzięki nim informacje o dźwięku trafiają z naszych uszu do mózgu. Degeneracja postępuje powoli – to tzw. ukryte uszkodzenie słuchu. Ujawnia się dopiero po wielu latach, gdy nagle okazuje się, że gorzej słyszymy lub uskarżamy się na uporczywe szumy i dzwonienie w uszach.

DLACZEGO TRACIMY ZDOLNOŚĆ SŁYSZENIA?

Najczęstsze przyczyny są następujące:

  • zniszczenie komórek słuchowych w uchu wewnętrznym – wywołują je hałas, infekcje, niektóre leki,
  • uszkodzenie kosteczek ucha środkowego – przyczyną najczęściej jest stan zapalny,
  • uszkodzenie nerwu słuchowego – pojawia się przy złamaniach czaszki i wskutek rozwoju nowotworów,
  • pęknięcie błony bębenkowej – dochodzi do niego wskutek bardzo głośnego hałasu.

CZY MOŻNA ZMNIEJSZYĆ SKUTKI HAŁASU?

Badania kliniczne sugerują ,  że szanse na regenerację niewielkich ubytków daje N-acetylocysteina (NAC). Jest stosowana u chorych na zapalenie oskrzeli i astmę jako środek zmniejszający gęstość śluzu w drogach oddechowych; dostępna bez recepty. Najczęściej przyjmowana jest w formie musujących tabletek lub proszku, który rozpuszczamy w wodzie. NAC to przeciwutleniacz, który potrafi usuwać wolne rodniki, czyli agresywne związki chemiczne szkodzące naszemu organizmowi. Pojawiają się one m.in. w uchu wewnętrznym wystawionym na działanie silnego hałasu. Komórki słuchowe nie nadążają wówczas z usuwaniem wolnych rodników. Jeśli utracą pokrywające je rzęski – mikroskopijne włoski, które wibrują pod wpływem dźwięku – może dojść do trwałego uszkodzenia słuchu. Jeśli komórka nie została poważnie uszkodzona, rzęski regenerują się w ciągu 48 godzin. N-acetylocysteina pomaga przetrwać ten krytyczny moment. „NAC ma działanie ochronne, gdy zostanie podana przed, w trakcie albo tuż po ekspozycji na hałas.

Badania przeprowadzone w krajach skandynawskich wykazały, że lek ten może chronić słuch młodzieży chodzącej np. na dyskoteki” – mówi prof. Śliwińska-Kowalska. Jeśli przewidujemy, że będziemy przez dłuższy czas przebywać w bardzo hałaśliwym środowisku, możemy zażyć NAC, a także suplementy z witaminami C i E oraz magnezem. Inna substancja, która może chronić nas przed ostrym urazem akustycznym, to aminokwas o nazwie D-metionina. Nie można go kupić w czystej postaci, ale występuje w naturalnych jogurtach i serach. Taka dieta jest zalecana osobom narażonym na hałas. Jednak żadne leki czy suplementy nie pomogą w przypadku mniej natężonego hałasu występującego w tle, za to przez dłuższy czas. „Nie ma dowodów na to, by uszkadzał on słuch. Wpływa jednak negatywnie na wiele  ludzkiego organizmu” – mówi prof. Śliwińska-Kowalska.