Wybierając drugą z dostępnych ekspertyz psychiatrycznych, skład obradujący w sądzie przy ul. Kocjana na warszawskim Bemowie (samodzielny budynek, gdzie toczą się rozprawy szczególnie niebezpiecznych kryminalistów) uznał, że 3 lutego 2016 r. wbijając nóż w szyję Katarzyny J. i odcinając jej później głowę, działał on w stanie ograniczonej poczytalności.

Gdyby sędziowie uznali za właściwą ekspertyzę pierwszą, która po myśli obrony określała Kajetana P. jako osobę całkowicie niepoczytalną, zamiast wyroku więzienia w trybie terapeutycznym, morderca trafiłby do szpitala psychiatrycznego.

- To oznacza, że osoba skazana musi odbywać karę w jednostce penitencjarnej, w której jest oddział psychiatryczny. Założenie jest takie, że taka osoba powinna być leczona, prowadzona powinna być z nią terapia - wyjaśnił TVN24 Piotr Dałkowski, obrońca oskarżonego. 

Co ciekawe, zdanie odrębne co do kary zgłosiła Danuta Kachnowicz, przewodnicząca składu orzekającego. Na życzenie rodziny proces odbywał się z wyłączeniem jawności także nie poznamy treści uzasadnienia opinii p. Kachnowicz. Wyrok nie jest prawomocny a obrońca Kajetana P. będzie apelował.

Zadowolenie z wymierzenia maksymalnie surowej kary dla oskarżonego wyraził prokurator Przemysław Nowak z Prokuratury Okręgowej w Warszawie: - Sąd w całości podzielił stanowisko prokuratury, zarówno co do sprawstwa, jak i kary. Kwestia sprawstwa nigdy nie budziła wątpliwości. Przez cztery lata kwestią sporną była opinia psychiatry – Nowaka cytuje „Gazeta Wyborcza”.

Urodzony w 1989 roku Kajetan P. pracował jako bibliotekarz, gdy w lutym 2016 roku spotkał się i zamordował 30-letnią lektorkę języka włoskiego. Zrobił to już podczas pierwszego spotkania, na które umówił się w mieszkaniu kobiety przy ulicy Skierniewickiej na Woli. Wybrał ofiarę, jak twierdził, przypadkowo sugerując się tym, że w serwisie z ogłoszeniami nie zamieściła swojej fotografii.

Jak ustaliła prokuratura, do zbrodni dojrzewał przez kilka lat. Fascynował się postacią Hannibala Lectera, poświęcając fikcyjnemu kanibalowi w 2013 roku własnoręcznie napisany wiersz. Kilkanaście miesięcy przed feralnym dniem „pozbywając się własnych słabości” hartował ciało ćwiczeniami fizycznymi i głodówką.

W styczniu 2016 roku poczuł, że kolejnym etapem „samorozwoju” będzie zabicie człowieka i przekonanie się, że „życie ludzkie nie jest więcej warte niż świni i komara”. Zabił nożem, odkroił głowę a zanim zabrał taksówką poćwiartowane zwłoki do swojego mieszkania zastanawiał się, czy nie zjeść kawałka ciała. Ostatecznie zrezygnował.

Zaskoczonego widokiem krwi taksówkarzowi skłamał, że przewozi „tuszę dzika”. Gdy dotarł na miejsce spanikował. Próbował zatrzeć ślady podpalając zwłoki. Znaleźli je później strażacy wezwani do pożaru. Zanim uciekł pociągiem z Dworca Centralnego do Berlina wstąpił do banku po pożyczkę. Miał przygotowane dokumenty, więc szybko dostał 15 tys. zł.

Z Berlina po kilku dniach dotarł do Valetty na Malcie. Zanim zdołał uciec do Tunezji, złapała go miejscowa policja, której towarzyszyła polska spec-grupa „łowców cieni” z CBŚP oraz policjanci z Zespołu Poszukiwań Celowych z Poznania (gdzie Kajetan P. nadal był zameldowany).

W czasie konwojowania do Polski próbował pogryźć jednego z policjantów. Nie zdołał i od tej pory cały czas nosił krępujący jego ruchy kask. Akt oskarżenia trafił do sądu w lipcu 2017 roku, rok później ruszył proces. Pod wpływem ujawnianych szczegółów śledztwa tabloidy nazwały go „Hannibalem z Żoliborza”.​