Badanie przeprowadzono podczas Wacken Open Air w 2023 roku. Wzięły w nim udział 122 osoby. 60 przebadano jeszcze przed rozpoczęciem koncertów, gdy uczestnicy znajdowali się już na terenie festiwalu, rozstawiali namioty i spędzali czas ze znajomymi. Kolejne 62 osoby przeszły test trzeciego i czwartego dnia imprezy. Dzięki temu obie grupy funkcjonowały w podobnym festiwalowym otoczeniu, ale tylko jedna miała już za sobą kilka dni koncertów na żywo.
Eksperyment miał formę popularnego w badaniach bólu cold pressor test. Uczestnik wkładał niedominującą dłoń i przedramię do zbiornika z wodą schłodzoną do około 2°C. Najpierw informował, kiedy zaczyna odczuwać ból, a później trzymał rękę w wodzie tak długo, jak był w stanie. Ze względów bezpieczeństwa próbę przerywano maksymalnie po czterech minutach.
Badacze mogli dzięki temu rozdzielić trzy rzeczy, które w codziennym języku zwykle wrzucamy do jednego worka. Sprawdzali moment pojawienia się bólu, czas dalszego wytrzymywania nieprzyjemnego bodźca oraz subiektywną ocenę jego dokuczliwości.
Metal nie sprawił, że ból nagle zniknął
Gdy przeanalizowano wszystkich uczestników, podstawowa analiza nie wykazała istotnych różnic pomiędzy grupami. Dopiero dodatkowa analiza, z której usunięto osoby deklarujące bardzo duże spożycie alkoholu w dniu badania, pokazała istotną statystycznie zmianę tolerancji bólu. W tej części pozostało 97 uczestników – 48 w grupie badanej przed koncertami i 49 podczas festiwalu. Efekt miał umiarkowaną wielkość.

Badanie nie pokazało również, że po trzech dniach koncertów receptory bólowe postanawiają zrobić sobie wolne.
Uczestnicy podczas festiwalu zaczynali odczuwać ból mniej więcej podobnie jak grupa badana wcześniej. Sam bodziec nie wydawał im się też mniej nieprzyjemny. Potrafili po prostu dłużej pozostawić rękę w lodowatej wodzie.
Można więc powiedzieć, że zmieniła się reakcja na nieprzyjemne doświadczenie. Ból nadal był bólem. Granica, przy której uczestnik mówił sobie dość i wyciągał rękę, przesuwała się dalej.
Gniew nie zawsze trzeba przykrywać spokojną muzyką
Muzykę wykorzystywano w badaniach nad bólem wielokrotnie. Może odciągać uwagę, zmieniać emocje i wpływać na mechanizmy związane z modulowaniem bólu w układzie nerwowym. W wielu zastosowaniach naturalnym wyborem były spokojne, przyjemne utwory. Założenie wydaje się intuicyjne – skoro człowiek cierpi, dajmy mu coś kojącego.
Heavy metal trochę psuje tę schludną teorię. Jest intensywny, szybki, często agresywny i chętnie operuje gniewem, frustracją czy tematami dalekimi od błogiego relaksu. Dla jego fanów właśnie ta forma ekspresji może jednak pomagać w regulowaniu trudnych emocji. Badania przywoływane przez autorów pokazują między innymi, że u osób lubiących metal słuchanie tego gatunku może wiązać się ze wzrostem pozytywnego afektu i spadkiem wrogości.
Powstał nawet wcześniejszy eksperyment festiwalowy, który brzmi trochę jak pomysł wymyślony późnym wieczorem przez dwóch bardzo kreatywnych doktorantów. 45 uczestników wykonywało test bólowy, słuchając na zmianę Raining Blood Slayera oraz Orinoco Flow Enyi. Podczas Slayera oceniali intensywność bólu niżej niż przy spokojnym utworze Enyi.
Nie wyciągałabym jeszcze z tego wniosku, że szpitalne playlisty należy natychmiast uzupełnić o thrash metal. Pokazuje to jednak coś, co łatwo przeoczyć. Regulowanie emocji nie zawsze polega na ich wyciszaniu.

Czasem człowiek chce spokojnego fortepianu. Innym razem potrzebuje gitary, która brzmi dokładnie tak, jak on się czuje.
Festiwal to także ludzie, ruch i kilka dni poza zwyczajnym rytmem
Autorzy badania rozważają, czy wzrost tolerancji bólu może być związany z chwilowym zwiększeniem odporności psychicznej. Kilka intensywnych dni spędzonych wśród ludzi o podobnych zainteresowaniach, ekspresja emocji poprzez muzykę, ruch, poczucie wspólnoty i konieczność radzenia sobie z festiwalowymi niedogodnościami mogą wpływać na sposób reagowania na nieprzyjemne bodźce.
Pojawia się również hipoteza związana z oksytocyną. Muzyka przeżywana wspólnie z innymi może sprzyjać jej uwalnianiu, a hormon ten uczestniczy w mechanizmach nagrody i może wpływać na odczuwanie bólu. W tym badaniu nie mierzono jednak poziomu oksytocyny, endorfin ani innych neurohormonalnych markerów, więc pozostaje to możliwym wyjaśnieniem, a nie potwierdzonym mechanizmem.
Do tego dochodzą znacznie bardziej prozaiczne elementy. Uczestnicy przez kilka dni dużo się ruszają, przeżywają silne emocje, funkcjonują w grupie i znajdują się w niezwykle pobudzającym środowisku. Nawet chęć pokazania się z dobrej strony podczas eksperymentu mogła wpłynąć na wynik. Sami badacze wymieniają takie możliwości.
Dlatego trudno ustalić, czy podobny efekt dałby czterodniowy festiwal jazzowy, techno, punkowy albo koncerty Taylor Swift. Nie wiadomo nawet, jaka część wyniku wynikała bezpośrednio z muzyki, a jaka z całego rytuału uczestniczenia w wydarzeniu.
Alkohol trochę popsuł naukowcom imprezę
Jest jeszcze jeden detal, którego przy festiwalowym badaniu bólu zwyczajnie nie dało się pominąć. Alkohol również wpływa na odczuwanie bólu, a jego działanie może mocno komplikować wyniki.
Osoby wyglądające na nietrzeźwe od razu wykluczano z udziału. Naukowcy dodatkowo pytali badanych o ilość alkoholu wypitą tego dnia. Gdy w analizie pozostawały osoby deklarujące sześć lub więcej drinków podczas jednej okazji, istotna różnica w tolerancji bólu znikała. Dopiero ich wyłączenie ujawniło wspomniany efekt.

Tutaj również trzeba zachować ostrożność. Spożycie alkoholu oceniano na podstawie odpowiedzi uczestników, a nie pomiarów alkomatem. Na festiwalu, po kilku koncertach, precyzyjne odtwarzanie liczby wypitych porcji alkoholu może nie być najbardziej niezawodnym narzędziem badawczym. Autorzy sami wskazują to jako jedno z ograniczeń pracy.
Z Wacken do leczenia przewlekłego bólu jest jeszcze długa droga
Badacze widzą w wynikach potencjalnie ciekawy kierunek dla terapii osób żyjących z przewlekłym bólem. Tłumienie gniewu może pogarszać jego odczuwanie, więc muzyka pozwalająca bezpiecznie przeżywać intensywne emocje mogłaby kiedyś uzupełniać inne metody pracy z pacjentami. To jednak na razie hipoteza wymagająca kolejnych badań.
Sama ostrożnie podchodziłabym więc do przepisywania festiwalu Wacken zamiast środków przeciwbólowych. Próba była niewielka, uczestnicy byli przede wszystkim niemieckimi fanami metalu, grupy składały się z różnych osób, a istotny wynik pojawił się w analizie eksploracyjnej po wyłączeniu części badanych. Nie zmierzono też odporności psychicznej bezpośrednio, choć właśnie w jej kontekście autorzy interpretują większą tolerancję bólu.
Mimo tych ograniczeń eksperyment ma w sobie coś bardzo ciekawego. Podsuwa myśl, że muzyka nie musi sprawiać, aby trudne doświadczenie stało się przyjemne. Być może czasem pomaga nam po prostu dłużej sobie z nim radzić.
A fakt, że naukowcy doszli do tego, każąc metalowcom z Wacken wkładać ręce do lodowatej wody, jest dodatkowym argumentem za tym, że nauka potrafi mieć wyjątkowo dobry repertuar.
