Pamiętam z dzieciństwa hasto „POLSKI LEN - POLISH LINEN”, które widniało na ściereczkach drukowanych w moty­wy zdecydowanie niepolskie: kangurom i bumerangom towa­rzyszyła mapa Australii. W oczach dziecka ten przekaz czynił len ambasadorem polskości nawet na antypodach. Dzięki bajce Marii Konopnickiej „Jak to ze lnem było” pokoleniom polskich dzieci uświadamiano etyczną wartość włóknodajnej rośliny, która okazuje się „bogactwem ubogiego narodu”, odziewają­cym chłopów i sieroty.

No właśnie: jako tkanina odzieżowa len kojarzył się jakoś tak... włościańsko. Stanowiło to przeszkodę w jego karierze na arenie mody. Jest jednym z najstarszych surowców włó­kienniczych, ale przez większość epoki nowożytnej w modzie klas wyższych wykorzystywano go przede wszystkim w postaci cienkich płócien, z których szyto bieliznę i dodatki, jak man­kiety i kołnierze. Do czasu...

Narodzinom „lnianej mody” u schyłku XIX w. sprzyja­ły z jednej strony nowe trendy społeczne: upowszechnienie - także wśród kobiet - aktywnego wypoczynku i sportów rekreacyjnych: jazdy na rowerze, golfa, wioślarstwa, tenisa. Z drugiej strony ewolucja mody ku uproszczonym fasonom pozwalała na użycie sztywniejszych tkanin lnianych. W ubiorach sportowych sprawdzały się właściwości lnu: przewiewność, chłonność i własności izolacyjne zapewniające komfort, a także odporność mechaniczna i łatwość prania.

Gdy na przełomie wieków pojawił się automobil - przed­miot wielkiego prestiżu - z lnu szyto długie płaszcze prochow­ce dla ochrony przed kurzem podczas przejażdżki odkrytym pojazdem. Lniane ubiory zaczęły symbolizować nowoczesność i wysoki status społeczny osoby mogącej pozwolić sobie na tak ekskluzywne formy rekreacji. Dzięki wielkim krawcom zyska­ły aurę artystyczności i awangardowości. W 1937 r. z grubo tkanego szarego lnu powstaje jedna z najsłynniejszych surre­alistycznych kreacji: wieczorowy żakiet projektu Elsy Schiaparelli, zdobiony haftowanym profilem złotowłosej kobiety według rysunku Jeana Cocteau.

Hasło „POLSKI LEN” ma swoje źródło w okresie mię­dzywojennym, gdy jego agresywnej promocji przyświecała idea narodowa i chęć wspierania krajowej gospodarki. Postulowano nie tyle stworzenie odrębnej mody narodowej (realistycznie uznawano to za nieosiągalne), ile nadanie modzie kobiecej jakiegoś rodzimego rysu, o którym miał decydować krajowy materiał i ewentualnie motywy zdobnicze nawiązujące do sztuki ludowej. „Lnianą modę” propagowano jako wyraz no­woczesnego dynamicznego stylu życia, w który wpisywało się promowanie aktywności fizycznej kobiet oraz ideału smukłej wysportowanej sylwetki.

Roztaczana przez „Bluszcz” wizja ucieleśniała porywającą fuzję natury i techniki, której splendor opromieniał skrom­niejsze rekreacje: „Ten materiał doskonale czuje się w ramach linii prostych i życia prostego, życia na powietrzu, w ogrodzie, na plaży, na wycieczce. Zdecydowane, jaskrawe, nie płowie­jące kolory płócien lnianych dają się w pełni ocenić dopiero w oślepiającym blasku południa, na piaszczystym wybrzeżu, na kajaku, na pokładzie transatlantyckiego parowca, przy kie­rownicy samochodu, połykającego białą taśmę szosy, albo po prostu w ogródku działkowym podmiejskim, na letnisku, na weekendzie”.