Cóż to było za spotkanie…
Pierwsza połowa, choć bezbramkowa, dostarczyła nam sporo emocji. Już od samego początku obie drużyny atakowały. W 5’ minucie padł pierwszy strzał spotkania. Lamine Yamal po fantastycznym podaniu od Daniego Olmo był w dogodnej pozycji i uderzył, lecz jego strzał został zablokowany przez Lisandro Martineza i prosto złapany przez bramkarza Argentyny.
Kolejna akcja strzelecka odbyła się dopiero w 39’ minucie. Wtedy po pięknej grze drużynowej reprezentacji Hiszpanii piłka poszybowała do Mikela Oyarzabala, który uderzył półwolejem zza pola karnego, natomiast piłkę bez problemu złapał Emiliano Martinez.
Ostatnim strzałem była świetna próba z dystansu w wykonaniu Marca Cucurelli. Mocny strzał z dystansu po ziemi poszybował obok prawego słupka.
Cała połowa była bardzo fizyczna i zawierała mnóstwo fauli oraz sprzeczek. Hiszpanie starali się zachować posiadanie piłki, powoli atakować i męczyć zawodników drużyny przeciwnej, lecz nie zadziałało to na graczy z Ameryki Południowej.
Tuż przed zakończeniem pierwszej części gry kontuzji doznał środkowy obrońca Albicelestes, Lisandro Martinez. Poskutkowała ona przedwczesną zmianą i wejściem 38-letniego Nicolasa Otamendiego na boisko.
Druga połowa była jeszcze bardziej emocjonalna i pełna walki. Natomiast znowu tylko dla reprezentacji La Furia Roja, która wniosła swoją dominację na wyżyny.
68% posiadania piłki, 12 oddanych strzałów, 7 rzutów rożnych i zwyczajna przewaga w każdym aspekcie boiska. Gra reprezentacji Hiszpanii była po prostu niesamowita i przyjemna do oglądania. Niestety nie udało się im przekształcić tych wszystkich okazji na chociażby jedną bramkę.

Kiedy cała kadra Argentyny zawodziła i nie była w stanie sobie poradzić z natarczywymi przeciwnikami, na posterunku stał Dibu Martinez. Golkiper drużyny z Ameryki Łacińskiej popisał się 10 interwencjami w regulaminowym czasie gry. Forma bramkarza jest wręcz niesłychana.
Akcji było wiele, dośrodkowań było sporo, strzałów upiornie dużo, ale to nie miało żadnego znaczenia z nim na bramce. Martinez bronił po prostu wszystko.
W tej części gry żółtą kartkę otrzymali Leandro Paredes oraz Enzo Fernandez. Ten drugi w doliczonym czasie gry dostał drugą żółtą kartkę i został wysłany do szatni po faulu na Cubarsim. Argentyna, nie dość, że grała miernie, to na dodatek straciła swojego kluczowego gracza chwilę przed rozpoczęciem dogrywki.
Kiedy na zegarze było siódma minuta doliczonego czasu gry, Hiszpania dostała rzut wolny w groźnej pozycji. Do strzału podszedł Lamine Yamal. Uderzył w górną część prawej strony bramki, natomiast znowu paradą popisał się Emi Martinez.
Druga połowa zakończyła się wynikiem 0:0, co oznaczało dogrywkę. Argentyna, która nie oddała nawet jednego strzału przez 90 minut, dalej była w grze.

Pierwsza połowa dodatkowego czasu gry wyglądała podobnie do wcześniejszej części gry. Ciągła dominacja oraz kontrola Hiszpanii, problemy Argentyny, przepychanki, brak skuteczności i demoniczny Martinez.
W 96’ minucie niektórzy myśleli, że zaczarowana bramka Argentyny w końcu przestała działać. Nico Williams trafił, natomiast po kilku sekundach skończył celebrować. Okazało się, że został odgwizdany faul. Mikel Merino nadepnął na nogę Otamendiego. Gra toczy się dalej.
Parę razy udało im się zaatakować, aczkolwiek brakowało skuteczności. Ostatecznie ta połowa dogrywki znowu zakończyła się wynikiem 0:0.
Zaczęła się druga część dogrywki i wreszcie udało się przełamać klątwę. Piłka po dośrodkowaniu trafia na głowę Nico Williamsa. Ten zagrywa ją za siebie, wprost przed nogi dobiegającego Ferrana Torresa, który przymierzył perfekcyjnie pod poprzeczkę. Hiszpania w końcu wyszła na upragnione prowadzenie.
W 114’ minucie lubiany przez kibiców Barcelony „rekin” wybiegł sam na sam i wykorzystał sytuację. Zanim jednak euforia zdążyła objąć jego organizm, odgwizdany został spalony.
W piątej minucie doliczonego czasu gry był ostatni rzut wolny dla Argentyny. Emi Martinez posłał piłkę daleko, lecz niecelnie. Po wykopaniu piłki przez Ferrana Torresa padł końcowy gwizdek, oznaczający tryumf La Furia Roja.
Od tamtej pory zaczęła się całkowicie spokojna gra Hiszpanii i przebudzenie Argentyny. W drugiej połowie dogrywki Albicelestes oddali dwa uderzenia, które nie wpadły ostatecznie do bramki.
Po wybitnym spotkaniu, w którym przewaga była kolosalna, zwycięstwo im się zwyczajnie należało. Najlepszym zawodnikiem meczu finałowego został strzelec jedynej bramki w meczu — Ferran Torres.
Czytaj też: Polacy w NBA. Czym możemy się pochwalić na najwyższym szczeblu koszykarskim?
Campeónes!
Jest to drugie zwycięstwo Hiszpanii w historii Mistrzostw Świata. Pierwsze zostało zdobyte w 2010 roku po tym, jak w 116’ minucie Andres Iniesta strzelił zwycięską bramkę przeciwko reprezentacji Holandii.
Piękne spotkanie, piękna walka, piękna reprezentacja. Po 16 latach przerwy w pełni zasłużenie wracają w glorii i chwale.

Jest to jeden z najlepszych meczów finałowych w historii, jeśli mówimy o grze jednej drużyny. Argentyna była całkowicie bezbronna przeciwko tak głodnej i żądnej krwi Hiszpanii.
Zresztą, wystarczy popatrzeć na statystyki. Oddanych 20 strzałów Hiszpanii, a jedynie 2 Argentyny. 65% posiadania piłki europejczyków. 1.94 xG La Furia Roja, 0.17 Albicelestes. Nie ma lepszego słowa na opisanie tego pojedynku niż zwyczajna dominacja.
