Nowy Bultaco Rally GT 300 wygląda dokładnie tak, jak powinien wyglądać współczesny nieduży motocykl adventure: wysoko, szczupło, trochę rajdowo i wystarczająco bojowo, by właściciel zaczął planować szutrową trasę jeszcze przed odebraniem kluczyków. Cena też przyciąga uwagę. W Hiszpanii ustalono ją na 3999 euro, czyli około 17 250 zł.
Jest tylko jeden szczegół, o którym warto wiedzieć. Pod owiewkami Bultaco kryje się konstrukcja, którą już znamy.
Wielka marka wraca na małym motocyklu
Bultaco powstało w 1958 roku i w najlepszych latach było jednym z najważniejszych hiszpańskich producentów motocykli terenowych. Firma zakończyła działalność w 1983 roku, a jej późniejsze losy przypominały typową historię motoryzacyjnej legendy, której nazwa była zbyt cenna, żeby pozwolić jej całkowicie zniknąć. W 2014 roku Bultaco wróciło w nowym wydaniu, koncentrując się na napędzie elektrycznym. Rally GT 300 oznacza natomiast ponowne wejście marki w świat silników spalinowych.

Mam wrażenie, że wybór trzysetki jest rozsądniejszy niż próba zbudowania od razu wielkiego adventure mającego walczyć z BMW, Ducati czy KTM-em. Segment lekkich motocykli turystyczno-terenowych jest dziś znacznie ciekawszy, niż wskazywałyby na to liczby w katalogu. Wielu motocyklistów zaczęło już zauważać, że do zjechania z asfaltu nie trzeba 150 KM, ogromnych kufrów i motocykla ważącego tyle, że jego podniesienie na leśnej drodze staje się oddzielną konkurencją sportową.
Rally GT 300 waży około 150 kg i ma jednocylindrowy, chłodzony cieczą silnik o pojemności 292 cm3. Jednostka rozwija około 28 KM oraz 25 Nm momentu obrotowego i współpracuje z sześciobiegową skrzynią. To parametry znacznie bliższe prostemu, lekkiemu motocyklowi na codzienne dojazdy i weekendowe wypady niż maszynie do połykania autostrad z prędkościami ekspresowymi.
I chyba właśnie tak należy na niego patrzeć.

Bultaco Rally GT 300 ma chińskie korzenie
Rally GT 300 powstał we współpracy z katalońskim Leonart Motors i wykorzystuje platformę modelu Leonart Rally 300. Producent sam opisuje nową maszynę jako pierwszy model narodzony ze współpracy obu marek.
Tutaj romantyczna opowieść o odrodzeniu hiszpańskiej legendy zaczyna zderzać się ze współczesnym przemysłem motocyklowym. Leonart projektuje i rozwija swoje motocykle w Hiszpanii, natomiast produkcja odbywa się w Chinach. Sam Rally GT 300 jest technicznie bardzo blisko spokrewniony z Leonart Rally 300.
Czy to powinno oburzać? Mnie bardziej interesuje rezultat. Wskrzeszanie dawnych marek za pomocą współczesnych azjatyckich platform stało się przecież częścią motocyklowego rynku. Chińska produkcja pozwala utrzymać ceny, które w przypadku konstrukcji rozwijanej i produkowanej od podstaw w Europie byłyby zapewne trudne do osiągnięcia.

Problem pojawiłby się dopiero wtedy, gdyby za historyczne logo kazano zapłacić sporą premię. Tutaj 3999 euro wygląda raczej jak próba przyciągnięcia ludzi motocyklem niż sprzedawania im samej nostalgii.
Za 17 tysięcy złotych wyposażenie wygląda zaskakująco współcześnie
Mała pojemność nie oznacza szczególnie ascetycznego wyposażenia. Rally GT 300 dostaje 5-calowy kolorowy wyświetlacz TFT, pełne oświetlenie LED, a nawet kamerę umieszczoną z przodu motocykla, która może nagrywać przejazd.
Do charakteru lekkiego adventure pasują szprychowe koła w rozmiarze 19 cali z przodu i 17 cali z tyłu. Prześwit wynosi około 260 mm, a wysokość siedzenia około 883 mm. Motocykl ma także ABS.

Oczywiście 28 KM szybko przypomni kierowcy, że jedzie trzysetką. Przy długich autostradowych przelotach można znaleźć znacznie lepsze narzędzia. Tyle że lekki motocykl adventure ma inną przewagę. Łatwiej nim manewrować, mniej stresuje poza asfaltem i pozwala kierowcy wykorzystać większą część swoich możliwości bez konieczności rozwijania prędkości, przy których krajobraz zaczyna przypominać przewijany film.
Coraz częściej widzę w tym sporo sensu. Motocykl turystyczny urósł przez ostatnie lata do rozmiarów luksusowego SUV-a na dwóch kołach. Rally GT 300 idzie w przeciwnym kierunku. Ma wystarczyć do miasta, lokalnych dróg, szutru i krótkiej wyprawy, a gdy przyjdzie go przepchnąć albo podnieść, właściciel nie będzie potrzebował pomocy przypadkowego drwala.
Logo nie wystarczy. Teraz Bultaco musi udowodnić, że warto było wracać
Na razie Rally GT 300 został zapowiedziany przede wszystkim dla rynku hiszpańskiego. Cena 3999 euro, czyli około 17 250 zł, stawia go w niezwykle interesującym miejscu rynku.

Nie będę jednak udawała, że samo pojawienie się napisu Bultaco na baku automatycznie czyni ten motocykl spadkobiercą dawnych maszyn. Dziedzictwo można wykorzystać jako początek rozmowy, później trzeba już obronić produkt.
Rally GT 300 ma ku temu kilka mocnych argumentów: niewielką masę, prostą konstrukcję, sensowną cenę i wyposażenie, którego kilkanaście lat temu trudno byłoby oczekiwać w tanim motocyklu tej klasy. Jeśli okaże się również solidny i przyjemny poza asfaltem, jego pochodzenie może bardzo szybko przestać być głównym tematem dyskusji.
A Bultaco dostanie coś znacznie cenniejszego niż kolejny efektowny comeback. Szansę, żeby młodsi motocykliści zaczęli kojarzyć tę nazwę z motocyklem, który rzeczywiście można kupić i którym można pojechać.
