Mieszkańcy La Palmy, niewielkiej wyspy należącej do Wysp Kanaryjskich, już od 19 września żyją w strachu o swoje życie, zdrowie i dobytek. Pod zwałami wulkanicznego popiołu znalazły się nie tylko domy i szkoły, lecz także plantacje, które zapewniają pracę i utrzymanie setkom mieszkańców.

Od początku katastrofy około 7 tys. osób zostało zmuszonych do ewakuacji, ponieważ strumienie lawy, wyrzucane na wysokość setek metrów, zdewastowały południowo-zachodnią część wyspy. Według najnowszego badania przeprowadzonego przez europejski system satelitarny Copernicus, lawa zniszczyła ponad 2,5 tys. budynków i pokryła powierzchnię 9,4 km2.

Wtorek 2 listopada jest już 43. dniem erupcji, co sprawia, że Cumbre Vieja jest bliski osiągnięcia – a może nawet pobicia – swojego rekordu z 1949 r., kiedy lawa wypływała z wulkanu przez 47 dni. Ponieważ lawa nie wykazuje żadnych oznak zatrzymania lub spowolnienia, a La Palma przygotowuje się na jeszcze większe zniszczenia z powodu serii trzęsień ziemi, które wstrząsnęły wyspą w ostatnich dniach, jeden z lokalnych polityków zaproponował, aby sięgnąć po „rozwiązania siłowe”.

„Bum i wysyłamy lawę w innym kierunku”

Politykiem, który zyskał nieoczekiwany międzynarodowy rozgłos jest Casimiro Curbelo, przewodniczący rady miejskiej sąsiedniej wyspy La Gomera. W wywiadzie udzielonym jednej z lokalnych stacji radiowych, Curbelo zasugerował, że strumienie lawy wypływające z Cumbre Vieja można przekierować na niezamieszkałe obszary, bombardując wulkan z powietrza.

– Czy nie ma samolotu, który mógłby przelecieć [nad wulkanem] i zrzucić bombę? Przylatuje, spada i bum. I wysyła lawę w innym kierunku? – mówił Curbelo podczas debaty w Radiu Faycán. – Może to szaleństwo, ale z technologicznego punktu widzenia mam wrażenie, że należy tego spróbować – dodał radny.

Sugestia Curbelo spotkała się z ogromną krytyką. Sam polityk stał się bohaterem memów, na których przedstawiano go m.in. u boku Bruce’a Willisa w filmie „Armagedon”, w którym główny bohater ma za zadanie zniszczyć lecącą w kierunku Ziemi asteroidę za pomocą bomby atomowej.

Choć pomysł Curbelo rzeczywiście może brzmieć niedorzecznie, hiszpański samorządowiec nie jest pierwszym, który wpadł na takie rozwiązanie. Co więcej – przetestowano je już przy okazji innej erupcji, a niektórzy utrzymują, że okazało się skuteczne.

Bombardowanie wulkanu Mauna Loa na Hawajach

Shannon Nawotniak, profesor geologii z Uniwersytetu Stanowego Idaho, w wywiadzie udzielonym BBC w 2014 roku powiedziała, że „ludzie mają spektakularnie słaby wskaźnik sukcesów w zatrzymywaniu lawy”. Innymi słowy – mimo całego rozwoju technologicznego, gdy wybucha wulkan, jedyne, co możemy zrobić, to obserwować sytuację i próbować minimalizować straty. Ale to nie znaczy, że nigdy nie próbowaliśmy zatrzymywać tego ognistego żywiołu.

W 1935 roku, kiedy lawa wypływająca z wulkanu Mauna Loa na Hawajach zaczęła niebezpiecznie zbliżać się do miasta Hilo, armia amerykańska (dowodzona przez przyszłego generała George’a S. Pattona) postanowiła zbombardować strumień lawy. Po zrzuceniu 20 ładunków, przepływ lawy ustał, a armia ogłosiła sukces.

Szybko został on jednak zakwestionowany, bo zarówno piloci, jak i geolodzy, którzy w ramach misji latali nad wulkanem, twierdzili, że już w czasie bombardowania strumień lawy widocznie spowolnił. Późniejsze badania przeprowadzone przez United States Geological Survey potwierdziły, że zatrzymanie erupcji na krótko po bombardowaniu było jedynie zbiegiem okoliczności i zaszło w sposób naturalny.

Materiały wybuchowe ratują przed Etną

Kolejną próbę „sterowania erupcją” podjęto w 1983 roku. Wtedy zdecydowano się na użycie dynamitu w celu przekierowania strumienia lawy wypływającego z Etny tak, aby nie zagrażał pobliskim miejscowościom.

Inżynierowie rozmieścili około 400 kg materiałów wybuchowych obok głównego strumienia. Aby nie doszło do przedwczesnego wybuchu, dynamit zamknięto w rurach chłodzonych wodą. Celem całego przedsięwzięcia było przekierowanie lawy do sztucznego koryta, które miało powstać na skutek wybuchu dynamitu.

Eksperyment zakończył się częściowym sukcesem. Większość lawy rzeczywiście skierowała się na pożądaną ścieżkę, ale eksplozja doprowadziła też do powstania kilku nowych, mniejszych strumieni, z którymi musieli walczyć okoliczni mieszkańcy.

Bombardowanie wulkanu może mieć nieprzewidywalne skutki

Lawa wypływająca z wulkanu często przepływa przez tzw. tunele lawowe, tworzące twardą, ochronną skorupę, pod którą ukryte jest gorące źródło. Pomysł rozbicia tych tuneli z pomocą materiałów wybuchowych sam w sobie nie jest zły – uważa prof. Nawotniak i wyjaśnia, że przebicie się przez zewnętrzną skorupę wystawiłoby strumień lawy na działanie powietrza, ochładzając go i prawdopodobnie kierując przepływ na nową trasę.

Ale bombardowanie wulkanu z powietrza wiąże się z wieloma niewiadomymi i z ogromnym ryzykiem. Szczególnie niebezpieczne byłoby nieumyślne wybicie kolejnego ujścia w ścianie wulkanu.

Hiszpańska armia na razie nie odpowiedziała na pomysł Curbelo. Także inni politycy zdecydowanie krytykują tę propozycję jako zbyt ryzykowną.

 

Źródła: Spanish News, BBC.