Mama, syn i obraźliwe treści okazały się mieszanką, która położyła Hollywood i jego blockbustery
“Niu Lai” to najnowszy, kinowy przebój, który oczarował widzów wszystkim innym niż walorami artystycznymi. Ta chińska animacja została stworzona przez mamę i jej syna, którzy wspólnie stworzyli historię o cielaku, który nie potrafi wstać, lecz siłą własnej woli, dobroci i przy pomocy napotkanych postaci, jest w stanie odmienić swój los. Film miał tak niski budżet, że nawet plakaty były namalowane przez jego autorów.

Od samego początku była to katastrofa. Na przykład do stworzenia tej animacji wykorzystano program, którego się używa do modelowania architektonicznego, trudno zatem mówić o tworzeniu nim całego filmu. Budżet był skrajnie ograniczony do 200 dolarów na każdy element produkcji filmu, dosłownie każdy. Wliczając w to nieistniejący marketing, plakaty, tworzenie, opłacenie twórców. Nawet dystrybutor “Niu Lai” nie miał wcześniej żadnego związku z produkcją filmów, tylko wnętrz i pewnie tutaj możemy się doszukać źródła licencji na program do “animacji”.
Czytaj też: Czytelnicy wybrali najlepszą polską książkę. Zwycięzca mnie zaskoczył
Premiera poszła tak źle, że po 10 dniach, produkcja po prostu się zwróciła, ale trudno mówić o zarobku. W pewnym sensie to i tak szok, że zarobiono aż około 4,5 tysiąca złotych. Projekcję ograniczono do 4 kin w całych Chinach, a w oddali majaczył się kres tej przygody. Niestety nie było dane produkcji odejść w ciszy, najpierw jeszcze w social media zaczęło się wylewać szambo, nikt nie zostawiał suchej nitki z animacji stworzonej przez mamę z synem.
Zupełnie jak bohater filmu, tytuł zdobył serca przypadkowych osób
Chińskie social media zalało mnóstwo prześmiewczych materiałów ukazujących fragmenty filmu. Było tak źle, że zaczęto drwić tworząc przeróbki plakatów i pisać komentarze w stylu: może i będziecie żałować w trakcie oglądania, że zmarnowaliście 80 minut życia, ale jeżeli tego nie zrobicie, wtedy będziecie żałować przez całe życie. Na fali słów w podobnym stylu, od 15. sierpnia ilość seansów “Niu Lai” zaczęła się zmieniać, z początkowych 21 dziennie, zrobiło się 359 i kwota 4,5 tysiąca złotych po 10 dniach, zmieniała się w zarobionych ponad 11 milionów. Prognozy sugerowały, że to dopiero początek.

Produkcja za 200 dolarów ruszyła po głowę Hollywood, pnąc się w górę i wywołując dyskusję na temat teraźniejszej sztuki. Nikt się nie łudził, nie udawał, a także nie próbował nikogo oszukiwać, że ten film jest czymś więcej, niż bardzo źle zrealizowaną produkcją. Ważniejsze jednak się stało, co sobą reprezentuje.
Ludzie coraz częściej mają dość. Z tego miliarderzy nie będą zadowoleni
Początkowe drwiny zmieniły się w opinie pełne wsparcia i refleksji na temat procesu stworzenia. Ludzie zaczęli doceniać, że ktoś w 100% stał z “Niu Lai” i chociaż Hollywood się poddało, to dwoje ambitnych osób postawiło na swoim i stworzyli film niskiej jakości, wykorzystując jedynie swoją wyobraźnię. Nie musieli się salwować ucieczką w stronę AI, wręcz przeciwnie, nie potrafią w pełni używać dostępnych narzędzi, ale stworzą to sami, zachowując pełną kontrolę nad procesem i intencjonalnością każdego szczegółu.

Inicjalny moment śmiechu przepełnionego jadem ucichł robiąc miejsce szczerej radości z wybrakowanego artystycznie filmu, teraz zaczął docierać śmiech płynący ze szczęścia, że ktoś naprawdę się starał zrobić co potrafi najlepiej. Szczerość tej próby wzmacniają bolesne klatki, zła animacja, okropny dubbing i nieowocne próby przeskoczenia przeciwności losu.
To wszystko ma w sobie ciepło nieobecne w najbardziej wyrafinowanych filmikach MetaAI, Sora i innych grokach. Choćby prompter chciał, to nigdy nie zmusi tych narzędzi do wygenerowania czegoś tak naiwnie dobrodusznego jak starania dwóch osób z 200 dolarami w kieszeni. To one same stworzyły plakaty, każdy inny, każdy stworzony z ludzkiej woli i myśli wiedzącej, co i jak chce osiągnąć.
I to właśnie ta szczerość pokonała Hollywood.
