Cena jest imponująca, lecz mam wrażenie, że Honda wyjątkowo dobrze zrozumiała mechanizm działania motocyklowych edycji kolekcjonerskich. Sam specjalny lakier oraz numerowana plakietka coraz rzadziej wystarczają, by uzasadnić gigantyczną dopłatę. Tutaj kupujący dostaje coś znacznie trudniejszego do skopiowania – dostęp do kawałka żywej historii wyścigów.
Wszystko zaczęło się w 1996 roku
John McGuinness po raz pierwszy wystartował w Isle of Man TT w 1996 roku. Trzy dekady później jego nazwisko jest właściwie nierozłączne z wyścigami na wyspie i Hondą. Brytyjczyk ma na koncie 23 zwycięstwa w TT, zapisał się również jako pierwszy zawodnik, który pokonał okrążenie Mountain Course ze średnią przekraczającą 130 mil na godzinę.

Honda postanowiła przypomnieć początki tej kariery podczas sezonu 2026. McGuinness wystartował w Senior TT na specjalnie przygotowanym Fireblade’zie, którego malowanie inspirowano Hondą RS250 używaną przez niego trzydzieści lat wcześniej. Teraz powstaje drogowa replika tamtego motocykla.
Czerwień zestawiono z zielonymi polami numerowymi, a szachownica i emblemat na zbiorniku nawiązują również do zmarłego Paula Birda, sponsora McGuinnessa w początkach jego kariery. W czasach, gdy rocznicowa wersja często sprowadza się do kolejnego zestawu naklejek, takie detale mają sens, ponieważ rzeczywiście prowadzą do konkretnego motocykla i konkretnego momentu.
Pod malowaniem nadal siedzi potężny Fireblade SP
Technicznie bazą pozostaje najbardziej wyczynowa wersja CBR1000RR-R Fireblade SP. Litrowy, czterocylindrowy silnik Hondy osiąga 160 kW, czyli około 215 KM, oraz 113 Nm. Motocykl waży około 200 kg, korzysta z elektronicznego zawieszenia Öhlins, przednich zacisków Brembo Stylema R, quickshiftera i tytanowego tłumika Akrapovič. Elektronika opiera się między innymi na sześcioosiowej jednostce IMU.

Limitowana wersja dostała ponadto elementy odpowiadające maszynie McGuinnessa z TT: wyższą szybę, nakładkę na miejsce pasażera i korek oleju HRC. Są osłony silnika i sprzęgła GB Racing, osłona chłodnicy oraz dźwigni Evotech i opony Metzeler. Fabryczne ogumienie Honda dorzuca osobno.
Można oczywiście zapytać, czy kilka akcesoriów i specjalne malowanie wystarczą, żeby motocykl kosztował około 191 000 zł. Gdyby na tym kończył się pomysł Hondy, sama miałabym spore wątpliwości.
Honda sprzedaje również spotkanie z legendą
Każdy z 15 motocykli otrzyma indywidualnie numerowaną plakietkę. W zestawie znajdzie się podpisana replika kasku KYT McGuinnessa, specjalna mata garażowa i tylni stojak Gee-Tech z rocznicowym oznaczeniem. To jednak dopiero początek.

Odbiór motocykla odbędzie się podczas specjalnego spotkania z McGuinnessem na Wyspie Man. W cenę wliczono przelot i zakwaterowanie. Właściciele będą mogli również przejechać trasę TT za samym McGuinnessem i w ten sposób nabić pierwsze 37 3/4 mili na licznik swoich motocykli.
Kolekcjonerzy od dawna płacą ogromne pieniądze za zegarki związane ze sportowcami, samochody w historycznych barwach czy przedmioty z autografami. Honda proponuje doświadczenie, którego za kilka lat zwyczajnie nie będzie można powtórzyć. McGuinness może podpisać kolejny kask, fabryka może przygotować kolejną rocznicową Hondę, ale pierwszych kilometrów świeżo odebranym motocyklem za 23-krotnym zwycięzcą TT nie da się później domówić z katalogu akcesoriów.
15 sztuk i zakup tylko dla wybranych
Honda UK zamierza wyprodukować zaledwie 15 egzemplarzy na cały świat. Cena wynosi 37 730 funtów, czyli około 191 000 zł, a samo posiadanie odpowiedniej kwoty nie gwarantuje zakupu. Potencjalni właściciele mają być zapraszani do nabycia motocykla przez dealerów Hondy.

To zapewne oznacza, że większość tych maszyn przejedzie w swoim życiu znacznie mniej kilometrów, niż przewidywali konstruktorzy Fireblade’a. Część trafi do prywatnych kolekcji i garaży, gdzie bardziej zajmować będzie się zwiększaniem wartości niż zwiększaniem przebiegu. Trochę szkoda, bo mamy przecież do czynienia z superbike’iem zdolnym do rzeczy zdecydowanie ciekawszych niż stanie na specjalnej macie.
Z drugiej strony trudno wymyślić bardziej odpowiednią pamiątkę po trzydziestu latach ścigania się na jednym z najbardziej bezkompromisowych torów drogowych świata. Honda mogła zrobić jubileuszową koszulkę, kilka naklejek i obowiązkowy film z archiwalnymi ujęciami. Zamiast tego przygotowała 215-konny motocykl i zaprosiła jego przyszłych właścicieli dokładnie tam, gdzie cała legenda powstała. Cena pozostaje szalona. W tym przypadku przynajmniej wiadomo, za co płaci się oprócz samego logo.
