Do tego dochodzi cena zapowiadana na poziomie, za który w Polsce można dziś kupić przyzwoity skuter 125 cm³. Trudno więc dziwić się zainteresowaniu. Problem polega na tym, że na razie motocykl przygotowano z myślą o Indiach, a europejscy kierowcy mogą jedynie oglądać zdjęcia i zastanawiać się, dlaczego proste oraz przystępne maszyny tak często zatrzymują się daleko od naszych salonów.
Honda CB500 przypomina klasyka, którego przez lata trzymano pod kocem
Nowa Honda CB500 została zaprezentowana jako część dużej ofensywy japońskiego producenta na rynku indyjskim. Obejmuje ona 10 motocykli i skuterów, w tym siedem nowych konstrukcji oraz trzy odświeżone modele. Wszystkie mają być wytwarzane lokalnie, co pozwoli ograniczyć koszty i lepiej dopasować ofertę do potrzeb tamtejszych klientów.
CB500 otrzymała klasyczny zbiornik paliwa o kształcie łzy, długą kanapę, szeroką kierownicę i okrągły reflektor LED. Są też chromowane elementy, srebrne wykończenie silnika, gumowe osłony przedniego widelca oraz dwa amortyzatory z tyłu. Całość wygląda znajomo, choć trudno wskazać jeden konkretny historyczny model, który został tu skopiowany.

Mam wrażenie, że właśnie taka powściągliwość dobrze służy motocyklom retro. Zamiast urządzać konkurs na największą liczbę dekoracyjnych emblematów, Honda zachowała zwyczajne proporcje roadstera. Z boku widać silnik, wydech oraz ramę, a kierowca siedzi wyprostowany. Motocykl ma wyglądać dobrze również za dziesięć lat, kiedy modne kolory i agresywnie narysowane owiewki zdążą zmienić się kilka razy.
Nazwa CB500 może jednak wprowadzić sporo zamieszania
Europejskim motocyklistom oznaczenie CB500 kojarzy się przede wszystkim z dwucylindrowymi modelami Hondy. Współczesna CB500 Hornet korzysta z chłodzonego cieczą silnika o pojemności 471 cm³ i oferuje osiągi pozwalające wykorzystać pełny limit kategorii A2.
Indyjska CB500 ma zupełnie inną konstrukcję. Jej sercem jest nowy, jednocylindrowy silnik o pojemności 501 cm³, chłodzony powietrzem i olejem. Wstępne dane mówią o mocy 28,1 KM oraz momencie obrotowym wynoszącym 43,3 Nm. Napęd współpracuje z pięciobiegową skrzynią.

28 KM z półlitrowego silnika wygląda skromnie, szczególnie w czasach, gdy producenci potrafią wydobyć podobną moc z motocykli o znacznie mniejszej pojemności. Tyle że CB500 została pomyślana jako spokojny roadster. Wysoki moment obrotowy ma być dostępny przy niższych obrotach, dzięki czemu motocykl powinien sprawnie ruszać spod świateł i płynnie przyspieszać bez ciągłego sięgania do dźwigni zmiany biegów.
Taka charakterystyka ma sporo sensu podczas codziennej jazdy. Nie każdy weekend na motocyklu musi przypominać kwalifikacje do wyścigu. Czasami przyjemność daje właśnie maszyna, na której można mocniej otworzyć gaz, usłyszeć pracę dużego cylindra i nadal poruszać się z prędkością akceptowalną dla prawa jazdy oraz rodzinnego budżetu.
Klasyczny wygląd nie oznacza rezygnacji z elektroniki
Honda zamierza oferować CB500 w trzech wariantach. Podstawowy otrzyma felgi aluminiowe. Kolejne wersje mają korzystać ze szprychowych kół przystosowanych do opon bezdętkowych, przy czym najbogatsza odmiana dostanie również dodatkowe grafiki.

Wyposażenie obejmuje oświetlenie LED, dwukanałowy ABS oraz kontrolę trakcji z możliwością wyłączenia. Kierowca będzie spoglądał na okrągły, częściowo analogowy zestaw wskaźników z niewielkim ekranem LCD pokazującym między innymi numer biegu, przebieg i dane podróży. Z przodu zastosowano klasyczny widelec teleskopowy Showa, a z tyłu dwa amortyzatory gazowe.
Podoba mi się, że cyfrowy ekran nie zajmuje tu powierzchni małego tabletu. W motocyklu o takim charakterze wielkie menu z kilkoma motywami graficznymi byłoby równie potrzebne jak podświetlana klawiatura w maszynie do pisania. Podstawowe informacje, ABS i kontrola trakcji wystarczą, by zachować współczesny poziom bezpieczeństwa, a jednocześnie nie odciągać uwagi od jazdy.
Cena może zirytować europejskich motocyklistów
Honda nie ogłosiła jeszcze oficjalnej ceny ani dokładnej daty rozpoczęcia sprzedaży. Producent zapowiada jedynie stopniowe wprowadzanie nowych modeli na rynek. Indyjskie prognozy wskazują jednak przedział od 280 tysięcy do 315 tysięcy rupii, czyli około 11 tysięcy – 12 400 zł. Część doniesień mówi o cenie poniżej 300 tysięcy rupii, co odpowiada mniej więcej 11 800 zł.

Dla porównania, oferowana w Polsce jednocylindrowa Honda GB350S kosztuje obecnie 19 900 zł. Ma silnik o pojemności 348 cm³ i rozwija około 21 KM.
Oczywiście indyjska cena nie mogłaby zostać po prostu przepisana na polski cennik. Transport, podatki, homologacja i europejskie wymagania emisyjne szybko dopisałyby kolejne tysiące. Mimo wszystko różnica pokazuje, jak bardzo lokalna produkcja potrafi zmienić dostępność motocykla.
Czy Honda CB500 dotrze kiedyś do Europy?
Na razie CB500 pozostaje modelem przeznaczonym dla Indii. Pojawiły się jednak spekulacje, że jej konstrukcja mogłaby w przyszłości posłużyć do stworzenia europejskiej Hondy GB500S. Nazwa ta miała zostać zastrzeżona na kilku rynkach, w tym w Europie, ale producent nie potwierdził żadnych planów sprzedażowych.

Taki motocykl mógłby dobrze uzupełnić ofertę Hondy. GB350S zachwyca spokojnym charakterem, lecz na szybszych drogach zaczyna brakować jej swobody. Dodatkowa pojemność oraz moment obrotowy CB500 mogłyby poprawić elastyczność bez zmieniania maszyny w ciężkiego, drogiego klasyka przeładowanego elektroniką.
Coraz częściej widzę motocyklistów szukających właśnie takiego środka transportu. Chcą wyjechać na wieczorną przejażdżkę, pojechać do pracy albo pokonać bocznymi drogami kilkaset kilometrów. Nie potrzebują 150 KM, siedmiu trybów jazdy oraz rachunku przypominającego cenę niewielkiego samochodu. Honda CB500 wydaje się odpowiedzią na te oczekiwania. Szkoda jedynie, że odpowiedź padła na razie na drugim końcu świata.
