Gdy Krezus, władca starożytnej Lidii, planując wyprawę przeciwko Persom, zwrócił się o radę do wyroczni delfickiej, uzyskał na pozór jasną przepowiednię: jeśli udasz się na wojnę, zniszczysz wielki naród. Król ruszył na wojnę pewny sukcesu, ale wrócił na tarczy. Do wróżki nie mógł mieć pretensji – zapomniał bowiem zapytać, który z wojujących narodów miała na myśli.

W branży przepowiadania przyszłości i stawiania horoskopów do dziś niewiele się zmieniło: kluczem do sukcesu w odgadywaniu ludzkich losów są niejasne pytania i ubarwiane frazesami mętne wizje, które przejęty klient próbuje dopasować do swojego życia. „Masz silną intuicję: zazwyczaj trafniej niż inni oceniasz ludzi, ich charaktery i nastawienie. W dzieciństwie miałeś wypadek związany z wodą lub ogniem. Zdarzają ci się niedociągnięcia w pracy, gdyż uważasz, że twoja pensja jest zbyt niska w stosunku do obowiązków, które ci powierzono. Ostatnio jesteś przemęczony i bywasz rozkojarzony, co negatywnie wpływa na twoje relacje z otoczeniem (np. zapominasz, co komuś obiecałeś). Masz problemy z kręgosłupem. Nie jest to poważne schorzenie, ale bywa dokuczliwe. Choć generalnie bez problemu funkcjonujesz w społeczeństwie, niektórych swoich poglądów nie ujawniasz. Jesteś bardziej bezinteresowny niż większość ludzi. Dzięki Andrzejowi twoje życie wkroczy wkrótce na nowe tory...”. Ten tekst sprawdzi się jako wróżba z dłoni albo wizja jasnowidza. Został stworzony zgodnie z zasadami zimnego odczytu (ang. cold reading), czyli techniki opowiadania o kimś w taki sposób, by przekonać jego samego i ewentualnych słuchaczy, że wiemy o nim o wiele więcej niż w rzeczywistości.

Stek bzdur (na zimno)

„Frajer rodzi się co godzinę. A w cyrku musi być coś dla każdego z nich” – miał powiedzieć Phineas Taylor Barnum, impresario cyrkowy z XIX wieku. Choć Barnum utrzymywał się z ludzkiego zamiłowania do szukania w przyrodzie cudów, to raczej nie był aż tak cyniczny, jak wskazywałaby ta wypowiedź. Obserwując pracę swoich wróżek, zauważył skłonność ludzi do uznawania ogólnych charakterystyk dużych grup za szczegółowe opisy ich samych. Drugą połowę życia poświęcił nawet na walkę z „jasnowidzami”, którzy nie wyjaśniali klientom, skąd bierze się trafność ich „odczytów”. Nazwę efekt Barnuma, używaną we współczesnej psychologii, wprowadził psycholog Bertram R. Forer, który w 1948 r. poprosił grupę studentów o wypełnienie testu osobowości. Potem dał im charakterystyki „wynikowe”, pytając, na ile do każdego z nich pasują. Studenci ocenili ich trafność średnio na 4,26 w skali 0–5. W rzeczywistości każdy z nich otrzymał taką samą kompilację frazesów spisanych przez wykładowcę z przypadkowych horoskopów: „Masz potrzebę, by ludzie cię lubili i podziwiali, jednak jesteś krytyczny wobec siebie. Masz duże możliwości, które wciąż pozostają niewykorzystane. Na zewnątrz możesz wyglądać na osobę zdyscyplinowaną i opanowaną, ale martwisz się o wiele spraw. Cenisz niezależność myślenia i nie przyjmujesz cudzych twierdzeń bez przekonujących dowodów. Życie nauczyło cię, aby nie przesadzać z otwartością. Niektóre z twoich marzeń wydają się nierealistyczne. Miałeś wątpliwości dotyczące twojego temperamentu lub zainteresowań seksualnych”. Ten opis do dziś jest elementarzem wszystkich, którzy zajmują się „jasnowidzeniem”: większość tych stwierdzeń mogą wykorzystać, opisując dowolną osobę.

Dobry jasnowidz podczas pierwszego spotkania z klientem, przeważnie płci pięknej, przedstawia się, głęboko spoglądając w oczy. Zapamiętuje imię klientki. Wciąż trzymając jej dłoń, pyta: „Ma pani świadomość, że przyszła tu pani, by za moim pośrednictwem skontaktować się z Innym Światem?”, czym wywołuje dreszczyk emocji i tworzy atmosferę tajemnicy. Jasnowidz powinien być skromny, nie może dopuścić do konfrontacji z klientką, musi ją mieć po swojej stronie. Powinien też tworzyć wrażenie (np. za pomocą pauz i napiętego wyrazu twarzy), że wie więcej, niż ujawnia (warto się wzorować na zachowaniu większości polskich lekarzy). Po krótkiej, ciepłej rozmowie musi podkreślić, że jest jedynie pośrednikiem między klientką a „tamtym światem” czy „wyższą jaźnią”. „Ja jestem jedynie naczyniem, pośrednikiem, dla ciebie te informacje będą na pewno znaczyły więcej niż dla mnie, dlatego proszę cię o skupienie i aktywność podczas całego seansu”, co w prostym tłumaczeniu znaczy: „Będę mówił, co mi ślina na język przyniesie, a nadanie tym komunałom sensu należy do ciebie”.

Matka Boska na toście

 

Aby klient uznał jasnowidza za nieomylnego, powinien być przekonany, że opis, za który płaci, został przygotowany specjalnie dla niego. Psycholodzy C.R. Snyder i Randee Jae Shenkel przeprowadzili eksperyment potwierdzający te spostrzeżenia. Podzielili studentów na trzy grupy. Każdy student otrzymał kopertę, wewnątrz której znajdował się opis jego osobowości. Studenci, którzy nie podali wcześniej żadnych danych o sobie, ocenili trafność otrzymanej charakterystyki na 3,24 pkt (w skali 0–5). Ci, którzy określili miesiąc i rok swojego urodzenia, przyznali opisowi średnio 3,76 pkt. Studenci ujawniający szczegółową datę urodzenia uznali, że opisuje on ich osobowość z ponad 4-punktową dokładnością (4,38 pkt). We wszystkich kopertach znajdował się oczywiście ten sam, przytoczony wcześniej tekst opracowany przez Forera. Lubimy się czuć wyjątkowi. Tą naszą skłonnością tłumaczy się popularność astrologii (według Instytutu Badań Rynku i Opinii Społecznej IMAS International, dla 30 proc. Polaków istotny jest znak zodiaku, pod którym się urodzili, 58 proc. czyta horoskopy, a w przepowiednie wróżek wierzy ponad 60 proc.). Astronomia jest nauką o gwiazdach i gwiazdozbiorach, a astrologia wskazuje moje wyjątkowe miejsce w tym wszechświecie. Z punktu widzenia astronomii jestem nieistotną kruszyną; astrolog wyjaśni, że moja rola w tym systemie jest nie do zastąpienia.

Przeprowadzone dotychczas eksperymenty potwierdziły, że najlepiej aby jasnowidz przypominał czarodzieja z baśni: używał kryształowej kuli, oglądał linie na dłoni, nosił amulety i egzotyczny strój. Badania Snydera wykazały, że jeśli mamy powierzyć komuś charakteryzowanie naszej osobowości, najbardziej ufamy jasnowidzom. Przegrywają z nimi nawet profesjonalne  akademickie testy psychologiczne. Mamy przekonanie, że nasza osobowość jest tak złożona, iż żaden, nawet najbardziej skomplikowany test naukowy jej nie ogarnie. Inną właściwością ludzkiego umysłu działającą na korzyść jasnowidzów jest tendencja do doszukiwania się sensu w najbardziej przypadkowych wydarzeniach, obrazach, słowach. Dzięki temu niektórym Matka Boska objawia się na szybie, a nawet przypalonym toście. Większość z nas dopatrzy się ludzkiej twarzy na powierzchni Marsa. Nie znaczy to że aby uwierzyć wróżce, trzeba być niewykształconą gospodynią domową z prowincji, zajmującą się głównie śledzeniem losów rodziny Mostowiaków. Przeciwnie – bystre, logicznie myślące osoby szybciej znajdą odniesienia do swojego życia w ogólnikowych stwierdzeniach jasnowidza (np. „Ostatnio przeżyłeś wyraźny rozwój osobowości”).

Wróżenie z sukienki

Czas, który klient przeznacza na oglądanie zbioru „magicznych” przedmiotów, jasnowidz wykorzystuje na parzenie metafizycznej kawy, przy- prawionej tajemniczymi eliksirami, i analizowanie... fryzury, ubrania, butów, makijażu, śladów po pierścionkach, postawy ciała, mimiki, sposobu mówienia osoby, której tajnikami niezwykłej zapewne osobowości będzie się wkrótce zachwycał. Dlatego ci, którzy chcą dostatnio żyć z jasnowidzenia, mają do wykonania trochę pracy: powinni być na bieżąco z danymi statystycznymi na temat poszczególnych grup społecznych, wiekowych i zawodowych, a także powinni nauczyć się odczytywać mowę ciała. Podstawy są banalne. Odpowiednio opakowując swe spostrzeżenia, można łatwo grać rolę jasnowidza, który zna nasze problemy lepiej niż przyjaciel. Co niezwykłego jest w tym, że dziewczyna martwi się o miłość, mężczyzna w średnim wieku chce mieć więcej pieniędzy, a starsza kobieta ma kłopoty z krążeniem, kręgosłupem i chciałaby być pewna, że jej potomkowie ją kochają i będą mieli wspaniałe życie? Bardziej leniwi miłośnicy łatwych pieniędzy mogą wykorzystać mniej wymagające strony efektu Barnuma. Wystarczy podstawowa wiedza o ludzkiej psychice lub lektura dzieł Francisa Bacona, który stwierdził: „To zadziwiający i powtarzający się błąd ludzkiego rozumowania: ekscytowanie się raczej pozytywnymi niż negatywnymi informacjami”, by wiedzieć, że ogólna charakterystyka klienta musi być pozytywna. Im bardziej schlebiający opis, tym chętniej klient go akceptuje.

Astrologowie i inni wróże odkryli tę właściwość – nie udało mi się znaleźć horoskopu typu: „Twoja główna wada to lenistwo. Dlatego jesteś niedouczony, mało zarabiasz i w dodatku zwykle brzydko pachniesz, bo wciąż sobie powtarzasz: »zawsze mogę się umyć jutro, a skarpetki też da się jeszcze raz założyć«”. Sprawdzi się także tzw. tęczowy fortel (ang. rainbow ruse), czyli zdanie opisujące jakąś cechę, a jednocześnie jej przeciwieństwo, na przykład: „Jesteś osobą godną zaufania i skrytą, ale czasem potrafisz także szczerze o sobie mówić i stać się duszą towarzystwa”. Jeśli osoba, której wróżymy, jest uważna, inteligentna i w dodatku sceptycznie nastawiona do „wróżenia”, warto się przed takim wewnętrznie sprzecznym zdaniem zachwycić: „To niesamowite, że mam do czynienia z tak wielowymiarową osobowością!”. Dobra wróżka wie, że może sobie pozwolić na więcej negatywnych uwag o kliencie. I tak zapamiętujemy tylko to, co jest nam na rękę. Odpowiada za to selektywność uwagi, częsty błąd poznawczy.

Telefon z zaświatów

Jeśli wróżce zależy na sławie medium, musi się „kontaktować z duchami”. Na jej korzyść działa m.in. to, że nikt, kto przychodzi na seans spirytystyczny, nie oczekuje aptekarskiej precyzji przekazu – w końcu rozmowa ze zmarłym to nie to samo co telefoniczne połączenie z całkiem żywą ciocią. Na początek warto wykorzystać technikę zwaną ostrzeliwaniem. Pytamy: „Osoba, która chce się z tobą skontaktować, nie jest kobietą, prawda?”. Niezależnie od reakcji, potwierdzamy własną nieomylność: „Tak myślałem”. Im lepiej medium zna statystyki, tym łatwiej będzie mu zrobić wrażenie. Jeśli zwraca się do nas starsza kobieta, Polka, warto zaryzykować stwierdzenie: „Z tamtego świata przychodzi do ciebie mężczyzna. Jan? Jędrzej? Andrzej? (Jan i Andrzej to najbardziej popularne w Polsce imiona męskie; Jędrzej był tylko po to, by udawać, że te imiona brzmią niemal identycznie). „To twój ojciec?”. Jeśli padnie na przykład odpowiedź „Brat”, niczego nie tracimy, przecież było to tylko pytanie. „Mówi, że odczuwał silny ból w klatce piersiowej, ale teraz czuje się wspaniale” (może miał problemy kardiologiczne, chorobę płuc – typowe dla mężczyzn w Polsce, jeśli nie, mamy furtkę – chodziło o problemy w miłości). Teraz czas na pochlebstwa (najlepiej w typie tęczowego fortelu): „Mówi, że byłaś dla niego ważna, choć za rzadko dawał ci to do zrozumienia. Teraz nad tobą czuwa”. „Prosi, abyś wszystkie jego zdjęcia schowała do rodzinnego albumu, nie trzymaj ich na wierzchu”. (Ludzie zwykle umieszczają zdjęcia bliskich zmarłych na szafkach nocnych lub w kredensach). „Uśmiecha się na wspomnienie zwierzęcia, które tak lubił! Nie było bardzo rasowe, ale dawało mu dużo radości” (nie mamy pojęcia, czy był to pies, czy kot, ale wiadomo, że większość Polaków miała w jakimś okresie swojego życia zwierzę). Oczywiste jest, że zachwycona klientka opowie koleżankom o tym, jak jasnowidz mówił o Burku, ukochanym prawie-spanielu Janusza.

Urodzony jasnowidz

 

Nie wszyscy jasnowidze to zwykli oszuści. Niektórzy są zaskoczeni trafnością swoich „wizji” tak samo jak ich klienci. Zaczynają jako sceptycy, chcący jedynie wyłudzić pieniądze od naiwnych klientów, a potem stają się gorącymi zwolennikami metody, z której korzystają. Empatia i talent do analitycznego obserwowania innych czasem prowadzą do tzw. nieświadomego zimnego odczytu. Po jakimś czasie osoby z takim wrodzonym talentem mogą uwierzyć, że potrafią czytać ludziom w myślach. Ray Hyman, profesor psychologii z University of Oregon, w magazynie „Skeptical Inquirer” opisał, jak sam nieomal stał się ofiarą tego mechanizmu. Gdy uczęszczał do liceum, nie wierzył w możliwość odczytywania charakteru z linii na dłoni. Skuszony łatwym zarobkiem, przeczytał jednak kilka książek na ten temat i wypróbował to, co w nich wyczytał, na znajomych. Zaskoczony uznaniem osób, którym wróżył, zaczął ulegać pokusie zawierzenia swoim „magicznym” mocom. Na szczęście jego przyjaciel Stanley Jaks zasugerował mu, by na próbę zaczął interpretować odczytywane z dłoni klientów informacje na opak. „Kiedy zgodnie ze wskazówkami z podręczników chiromancji powinienem powiedzieć pewnej kobie- cie, że w dzieciństwie miała problemy z sercem, mówiłem jej, że jej serce jest wyjątkowo mocne” – wspomina Hyman. Po kilku takich odczytach stwierdził, że są one oceniane przez klientów co najmniej jako równie trafne, jak te tworzone zgodnie z wiedzą podręcznikową. To przekonało Hymana, że sukces chiromanty nie ma nic wspólnego z dokładnością jego interpretacji. A także, że efekt Barnuma może działać i na klienta, i na jasnowidza. I przyczyniło się do wyboru ścieżki kariery Raya Hymana. „Chciałem się dowiedzieć, jak to się dzieje, że ludzi, włączając mnie, tak łatwo zwieść” – pisał.

Ś.P. Pozwany

Część klientów przychodzi do jasnowidzów wygadać się. Wróżki przyznają, że zdarza się, iż klient mówi przez ponad 70 proc. czasu, za który płaci. Przytomny jasnowidz uważnie wysłucha takiej osoby i podobnie jak psycholog pomoże jej dojść do własnych wniosków. Niestety, coraz częściej do jasnowidzów zgłaszają się osoby oczekujące gotowego rozwiązania swoich dylematów. Obie grupy klientów rosną, ale psycholodzy ostrzegają, że ta druga może popaść w uzależnienie. Według krakowskiego Dominikańskiego Ośrodka Informacji o Sektach, z wróżbiarstwa żyje w Polsce 50–100 tys. osób. Profesje wróżbity i astrologa są już wpisane do „klasyfikacji zawodów i specjalności” Ministerstwa Pracy. Mimo protestów naukowców ministerstwo uznało, że wróżbita to osoba, która „świadomie wykorzystując wrodzone uzdolnienia do działania w obszarze zjawisk nadprzyrodzonych, dokonuje wglądu w przeszłe i przyszłe wydarzenia przy zastosowaniu ukształtowanych przez tradycję różnych form wróżenia”. Osoby bojące się samodzielnie podejmować decyzje mogą więc w majestacie prawa poprosić o pomoc medium, które „przekaże” klientowi wiadomość od zmarłej babki czy ojca: „nie wychodź za mąż za swojego narzeczonego” czy „zmień pracę”. Tylko kto poniesie konsekwencje zrealizowania tych światłych rad z zaświatów? Przecież medium jedynie je przekazało, „świadomie wykorzystując wrodzone uzdolnienia do działania w obszarze zjawisk nadprzyrodzonych”. Czy urzędnicy przygotowali procedury na wypadek konieczności pozwania złośliwej zmarłej ciotki?

Forer, Hyman i inni naukowcy (a także ja, pisząc ten artykuł) nie próbują pozbawić ludzi rozrywki, „magii”, cudowności życia. Jak napisał Derren Brown – brytyjski showman odtwarzający sztuczki jasnowidzów lepiej niż oni sami i następnie wyjaśniający, jak to zrobił – wiedza i dochodzenie prawdy nie zmniejszają, lecz zwiększają atrakcyjność cudów. Tak jak zgłębienie tajników produkcji wina czy biografii ulubionego artysty nie odbiera nam radości, którą mieliśmy przed poznaniem, co kryje się za kulisami, a wręcz ją zwiększa. „Podobnie psychologiczne sztuczki stojące za pozornie paranormalnymi wydarzeniami są bardziej fascynujące niż wyjaśnienia spoza tego świata. Właśnie dlatego, że są z tego świata i pokazują, jak bogatymi, złożonymi i tajemniczymi jesteśmy istotami, skoro dajemy się zwieść takim sztuczkom, a zwłaszcza że chcemy je zrozumieć” – napisał Brown w książce „Tricks of the mind”. Richard Dawkins, dedykując Douglasowi Adamsowi książkę „Bóg urojony”, napisał: „Czy nie starczy, że ogród jest piękny? Czy muszą w nim jeszcze mieszkać wróżki?”.