Tak wiele mamy do zarzucenia własnym rodzicom, że przeraża nas myśl o tym, że nasze dzieci mogłyby mieć podobnie. Więc chodzimy na kursy, szkolenia, warsztaty. Medytujemy, czytamy, rozmawiamy. I to wszystko dobrze. Bardzo dobrze nawet. Tylko jedno trzeba nam pamiętać. Żeby nie wiem jak byśmy się starali, stawali na rzęsach czy klaskali łopatkami to i tak zdarzy się coś, co zada im ból, co ich zrani, co ich oddali od nas. 

Dzieciństwo to bardzo szeroki wachlarz potrzeb, zmiennych na dodatek. Zmiennych i w czasie i w natężeniu. Zawsze ale to zawsze któraś z nich zostanie niezaspokojona. Oczywiście jako dorośli mamy na wiele rzeczy wpływ i wiele dzięki budowaniu samoświadomości możemy kształtować ale nie łudźmy się, że jakieś nasze jedno zdanie, zachowanie czy reakcja nie pozostanie na długo w pamięci młodego umysłu i serca. Pozostanie. 

Pamiętam, jak wróciłam z wakacyjnego obozu tanecznego. Dwa tygodnie poza domem. Godziny tańca, śmiechu i muzyki za nami. Radość przeplatała się z nadzieją na powrót do domu. Kierowca autobusu wysadził całą pulę dzieciaków na głównym parkingu w mieście. Tam czekała na nas cała gama samochodów z rodzicami w środku. Powoli wysypywaliśmy się z autokaru pełni wspomnień i wpadaliśmy wprost w ręce stęsknionych mam i tatów. Kolejno przejmowane przez rodziców dzieciaki wskakiwały do samochodów i odjeżdżały. A ja czekałam, czekałam, czekałam. Nikt wtedy po mnie nie przyjechał. Zapomnieli. Pamiętam głównie smutek, nawet nie strach, bo już wiedziałam, jak się podróżuje autobusem, więc mogłam iść na przystanek i wrócić samodzielnie, co w małym mieście jest do ogarnięcia. Tylko ta waliza i samotność. Ta sytuacja nauczyła mnie dwóch rzeczy. Jedna to taka, że rodzice to ludzie, którzy zapominają, bo mają milion spraw na głowie. Niefajne dla dzieciaka ale zdarza się. A druga to taka, że w życiu znajdzie się ktoś, kto mi pomoże. Bo po kilkunastu minutach zjawili się rodzice Maćka – mojego kolegi - odebrali go i ruszyli. Po jakichś 10 minutach przejeżdżali jeszcze raz obok tego placu i zdziwieni, że ja tam ciągle jestem zapytali, czy ma mnie kto odebrać? Powiedziałam, że nie, więc wzięli mnie ze sobą i odstawili pod dom.

Ja wiem, że to nie koniec świata ale to koniec fantazji i zaspokajaniu wszystkich potrzeb. Jedna tego dnia została pusta. Dzieciństwo nie może być idealne, bo idealne rzeczy nie istnieją. Ma po prostu być. W ciągu tych lat dorastania, lżejsze, gorsze i traumatyczne rzeczy się nam przydarzają. Z jednymi uporamy się w tydzień z innymi 10 lat nie wystarczy. Za jedne wybaczymy rodzicom przy pierwszej wigilii a za inne nad grobem powiemy, że im tego przebaczyć nie możemy. Nie chodzi o porównywanie, zestawiania i decydowanie, kto miał bardziej. To nic nie wnosi. Każdy miał, jak miał – pytanie jak ja na to dzisiaj patrzę. A raczej nawet nie jak patrzę, tylko jak ja to dzisiaj widzę. Okulary żalu i goryczy potrafią przesłonić widok na prawdę. Ale kiedy nic prawdy nie zasłania, to naszym oczom ukazuje się żałoba. Żałoba po nieidealnym dzieciństwie, którą trzeba doświadczyć i przeżyć. A co potem? A potem wystarczy już tylko zacząć żyć.