„Nie pamiętam, kiedy po raz pierwszy pomyślałem: fajnie byłoby kiedyś przepłynąć kanał La Manche. Traktowałem to bardziej jako marzenie. Nie wiedziałem, kiedy się spełni. Nie miałem konkretnego planu. Po prostu myślałem, że świetnie byłoby kiedyś tego dokonać”  – mówi Sebastian Karaś, 24-letni pływak długodystansowy.

Nie wszyscy marzymy o tak ryzykownych wyczynach, choć wielu z nas chciałoby wiele w swoim życiu zmienić. Które marzenia warto przekształcać w cele? Jak odróżnić te, które są naprawdę nasze, prawdziwe, od tych wykreowanych przez reklamy? Co o nas mówi to, że ciągle zwlekamy ze spełnianiem swoich marzeń? I czy warto się tym martwić?

 

Lekcja 1. Czy marzenie to cel?

„Nie ma nic bardziej żałosnego od niespełnionych marzeń” – napisał w jednym z listów rosyjski pisarz Mikołaj Gogol. I o ile w przypadku sportowych marzeń jest to stosunkowo proste: decydujesz się na bicie rekordu albo nie, stajesz do walki albo pasujesz, o tyle realizowanie naszych codziennych pragnień nie jest takie oczywiste. „Jeśli życzymy  komuś  dobrze, życzmy mu, by nigdy nie przestał marzyć! Marzenia są napędem do realizowania planów, bo przekształcają się  często  w  nasze  cele,  uruchamiają nas i  nadają sens życiu”  – mówi Agnieszka Gudzowata,  coach i psychoterapeutka z poradni Psychomedic.pl.

Tak się stało w przypadku Sebastiana Karasia. „Nadchodzi czas, kiedy marzenie przemienia się w cel. Wydaje mi się, że jest to moment, w którym zaczynasz myśleć o pragnieniu realnie i zdajesz sobie sprawę, że jesteś w stanie je spełnić” – mówi pływak. 20 września 2015 roku Sebastian Karaś przepłynął wpław kanał La Manche, pokonując 41 kilometrów w niespełna dziewięć godzin i bijąc rekord Polski. Stało się to po 11-miesięcznych przygotowaniach: dwa razy dziennie basen, aklimatyzacja w zimnej wodzie (specjalna wanna z wodą o temperaturze 11 stopni, w której przesiadywał godzinami), praca nad wzrostem tkanki mięśniowej. Podczas bicia rekordu największym wyzwaniem była niska temperatura. „Nie wiedziałem, że z zimna można się popłakać, ale tak się właśnie stało” – wspomina Sebastian. „Mój organizm łapał skurcze co kilka minut i naprawdę wydawało mi się, że umrę podczas pływania. Ale jednak udało się!”.

„Marzenia mogą stać się celem, ale nie muszą nim być” – uważa z kolei Beata Kaczyńska, master coach i trener biznesu w WINGS Szkoła Coachingu, a także nauczyciel i superwizor innych trenerów i coachów. „Cel nadaje kierunek drodze, którą zmierzamy, żeby coś osiągnąć. Marzenie może być zaledwie myślą w naszej głowie, która nigdy nie zamieni się w czyn. I tak też jest dobrze”.

Zdaniem Sebastiana Karasia większość z nas traktuje marzenia jak coś  nierealnego i nieosiągalnego. „Jakby wszystko zależało od szczęścia i nie mielibyśmy na to wpływu. Aby spełnić marzenie, przede wszystkim trzeba zacząć działać. Kiedy poukładamy sobie wszystko w głowie, ustalimy plan działania i zaczniemy stopniowo go realizować, to okaże się, że nasze marzenie nie jest wcale tylko marzeniem, lecz stało się już celem, do którego systematycznie się zbliżamy” – mówi sportowiec.